SuperBiz opinie Dziś stoły uginają się od potraw. A jak wyglądała Wielkanoc w PRL-u?

Dziś stoły uginają się od potraw. A jak wyglądała Wielkanoc w PRL-u?

17.04.2017, godz. 10:00
Wielkanoc w PRL-u
Wielkanoc w PRL-u foto: EAST NEWS

Nagie haki w mięsnym, ocet na półkach, kilometrowe kolejki i kartki – to pierwsze skojarzenia, które przychodzą nam do głowy, kiedy myślimy o zakupach w smutnych czasach PRL-u. Ale zaraz, czy na pewno było aż tak źle? Czy w Wielkanoc ludzie siedzieli przy pustych stołach? O swoich świętach za komuny opowiadają nam pani Beata z Warszawy oraz pani Krystyna z Zielonej Góry.

Komunistycznym władzom Wielkanoc, jak każde większe święto chrześcijańskie, była nie w smak. O ile jednak Boże Narodzenie można było spłycić do serii zwykłych spotkań rodzinnych, podczas których ludzie obdarowują się, ot tak, prezentami, z Wielkanocą był już większy problem. Władza próbowała nazywać ją Świętem Wiosennym, a aż do czasów gomułkowskiej odwilży z 1956 r. jakakolwiek wzmianka w prasie o ważnym obchodzonym przez katolików dniu była zabroniona.

ZOBACZ TEŻ: Dziś stoły uginają się od potraw. A jak wyglądało Boże Narodzenie w PRL-u?

Wielkanoc w PRL-u stanowiła jednak nie tylko problem ze względów ideologicznych, ale też (a może przede wszystkim) przyziemnych. W państwie o centralnie planowanej gospodarce trudno było bowiem o najbardziej podstawowe produkty spożywcze, dlatego też zaczęto je reglamentować, sprzedając na kartki. Wprowadzenie kartek w PRL-u było bezpośrednią kontynuacją reglamentacji towarów jeszcze z czasów okupacji hitlerowskiej. W pierwszych latach komunistycznego ustroju ograniczano sprzedaż niemal wszystkiego - od zapałek, po ziemniaki. Z czasem powoli się z tego wycofywano, by w 1949 r. całkowicie kartki znieść.

Była to jednak tylko decyzja propagandowa i reglamentacja wróciła w 1951 r. W pierwszej kolejności kartkami objęto sprzedaż wyrobów mięsnych, później dołączyły do nich m.in. masło i tłuszcze roślinne. Kartki po raz kolejny wycofano w 1953 r., a powróciły w roku 1976 wraz z wprowadzeniem reglamentacji cukru. Pozostały one z Polakami już do końca komunizmu, obejmując w międzyczasie kolejne produkty jak mięso, masło, ryż, kaszę czy mąkę, a nawet słodycze, alkohol, papierosy i detergenty. To jednak tylko suche informacje. Jak to wszystko zapamiętali ludzie, szczególnie w kontekście świąt?

ZOBACZ TEŻ: Lotto ma już 60 lat! Jak wyglądało losowanie w PRL-u? [GALERIA]

- Największy problem był z mięsem. Przed Wielkanocą do sklepów rzucano wprawdzie szynki, ale były potwornie drogie, nie sposób było kupić jakiś większy kawałek – wspomina pani Krystyna (72 l.) z Zielonej Góry. - Część ludzi kupowała więc mięso na targu, od chłopa. W mojej rodzinie panował też zwyczaj, że wraz z krewnymi ze wsi zrzucaliśmy się na świniaka. Przed Wielkanocą był on zarzynany i robiło się z niego kiełbasy czy szynki – dodaje.

W podobny sposób Polacy radzili sobie także  w innych częściach kraju. - Ludzie kombinowali, wyjeżdżali na wieś. Biło się świniaka, a potem przerabiało na różne specjały. Było to o tyle dobre rozwiązanie, że, chcąc kupić mięso w sklepie, nie tylko trzeba było mieć na nie kartkę, ale i wystać je w kolejce – opowiada warszawianka, pani Beata (51 l.). - Pamiętam, jak kiedyś przed Wielkanocą moja mama dostała cynk, że do mięsnego ma dojechać jakaś większa dostawa. Nie mogła spać, bo dręczyły ją koszmary, że wszystko jej wykupią. W końcu wstała o trzeciej rano, żeby zająć kolejkę – śmieje się nasza rozmówczyni. A skąd jej mama ów „cynk” dostała? - Informacje, gdzie i co rzucili, pozyskiwało się od zaprzyjaźnionych ekspedientek albo od znajomych – tłumaczy kobieta.

ZOBACZ TEŻ: Jak wyglądał Sylwester w PRL-u [ZDJĘCIA]

Nie samym jednak mięsem człowiek na Wielkanoc żyje. Co z innymi produktami? - W sklepach były jajka, ale głównie tzw. chłodnicze. Były tańsze od wiejskich, lecz paskudne – mówi z obrzydzeniem pani Krystyna. Wspomina, że jajka dostawała też z pracy, tak jak dziś szefowie czasem rozdają pracownikom bony towarowe. - Wtedy taką świąteczną gratyfikację dostawało się w naturze. Można było otrzymać jaja czy nawet kurczaki – opowiada zielonogórzanka. Dodaje, że władze żadnych nadprogramowych kartek z okazji świąt nie przydzielały.

Potwierdza to pani Beata. - Był jednak na to sposób. Kartkami można się było między sobą wymieniać. Na przykład w naszej rodzinie nikt nie palił, więc dawaliśmy znajomym kartki na papierosy, w zamian otrzymując kartki na mięso czy inne rzeczy – wspomina kobieta. Czego brakowało jej podczas Wielkanocy? - Przede wszystkim majonezu. Jego w sklepach nie było notorycznie. Pamiętam historię, jak nasza nauczycielka kazała nam zrobić sałatkę jarzynową na święta. Majonezu nie mogliśmy dostać nigdzie, więc koleżanki wpadły na pomysł, by zastąpić go sosem ze zmieszanej ze śmietaną musztardy – opowiada nasza rozmówczyni.

ZOBACZ TEŻ: Tak się święcił 1 Maja w PRL-u. Wspomnienia naszych czytelników

Kobieta wspomina, że trudno też było ze słodkościami. - Nie każdy mógł kupić słodycze, bo inny był na nie przydział w zależności od wieku danej osoby czy dla kobiet w ciąży. Na Wielkanoc piekło się więc ciasta, na szczęście mąka była dostępna. Problem był już jednak na przykład z bakaliami, a jeśli ktoś chciał w sklepie kupić galaretkę, musiał przedstawić zaświadczenie, że jego dziecko jest na diecie bezglutenowej. W innym wypadku nie mógł jej nabyć – wspomina pani Beata. - Jeśli chodzi o wielkanocne wypieki, problem był nie tyle w produktach, co z... piecykami – mówi z kolei mieszkanka Zielonej Góry. - W latach 50-tych i 60-tych ludzie nie mieli piekarników i nosili blachy ze swoimi ciastami do państwowych piekarni, gdzie za drobną opłatą je im pieczono – wspomina.

- Problemy były też np. z kawą. Ja zdobywałam ją przez koleżankę, która pracowała w banku, gdzie miała bufet, który był lepiej zaopatrzony niż sklepy dla zwykłych śmiertelników. Nie było też dobrych cytrusów. Przed Wielkanocą do sklepów trafiały wprawdzie kubańskie pomarańcze, ale były bardzo niesmaczne, gorzkie, z grubą skórą. Żadnych kłopotów nie było za to z zakupem alkoholu – to zawsze było dostępne – śmieje się pani Beata. Obie nasze rozmówczynie, choć są zgodne, że za komuny żyło się bardzo trudno, swoje PRL-owskie Wielkanoce wspominają miło. - Może wtedy tych produktów na stole było mniej, ale bardziej człowiekowi smakowały, niż teraz – mówią zgodnie.

autor: Piotr Osiński zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: