- Dane KOWR ujawniają, dlaczego rekordowy eksport polskiej żywności nie przekłada się na wyższe ceny zboża w skupach
- Nierówne zasady kontroli żywności spoza UE stawiają polskich rolników na przegranej pozycji konkurencyjnej
- Prognozy Międzynarodowej Rady Zbożowej wskazują, że globalne zapasy zboża mogą osiągnąć najwyższy poziom od dziewięciu lat, co zagraża opłacalności upraw
- Zablokowanie umowy handlowej UE-Mercosur to kluczowa informacja dla polskich hodowców drobiu, ale zagrożenie może powrócić
Rekordowy eksport żywności przy niskich cenach zboża. Kto na tym zyskuje?
Najnowsze dane Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) za okres od stycznia do listopada 2025 roku przynoszą optymistyczne wieści dla polskiego sektora rolno-spożywczego. Wartość naszego eksportu sięgnęła 53,6 miliarda euro, co oznacza wzrost o niemal 8% w porównaniu z rokiem poprzednim. Import w tym czasie również wzrósł, ale dodatnie saldo handlowe na poziomie 18,2 miliarda euro potwierdza naszą mocną pozycję. Warto jednak podkreślić, że kluczem do tego sukcesu nie jest sprzedaż surowych płodów rolnych, lecz produktów przetworzonych, które mają znacznie wyższą wartość. Doskonałym przykładem jest tu branża mięsna, która odpowiada za 22% całego eksportu, generując przychód 11,8 miliarda euro. To właśnie przetwórstwo pozwala polskim firmom skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych, z których najważniejszym pozostają Niemcy, odbierające towary o wartości 13,6 miliarda euro.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na rynku zbóż, gdzie producenci rolni odczuwają rosnącą presję cenową. Jak informuje KOWR, w styczniu bieżącego roku cena tony pszenicy w Polsce wynosiła około 778 złotych, co stawia ją poniżej średniej unijnej i znacznie ogranicza rentowność upraw. Nastrojów nie poprawia sytuacja na świecie. Według prognoz Międzynarodowej Rady Zbożowej, globalne zapasy zbóż w sezonie 2025/26 mogą wzrosnąć o 8%, osiągając najwyższy poziom od dziewięciu lat, co niemal na pewno przełoży się na dalsze spadki cen. Jak słusznie zauważa portal Top agrar Polska, nasza krajowa pszenica jest wyraźnie droższa od najtańszej na rynku argentyńskiej, co utrudnia jej sprzedaż za granicę. W tej sytuacji krajowe przetwórstwo staje się dla wielu rolników jedyną realną drogą zbytu ziarna.
Dlaczego import zagraża polskim rolnikom? Problem kontroli, Ukrainy i Mercosur
Polscy rolnicy coraz głośniej mówią o nierównych warunkach konkurencji, które stanowią jedno z największych wyzwań dla całego sektora. Jak podaje Lubelska Izba Rolnicza, krajowe produkty rolne muszą przechodzić rygorystyczne, wieloetapowe kontrole na każdym etapie produkcji. Tymczasem żywność sprowadzana spoza Unii Europejskiej jest badana tylko raz, w momencie przekraczania granicy. Taka rozbieżność w wymaganiach stawia naszych producentów w znacznie trudniejszej pozycji, ponieważ generuje dodatkowe koszty i biurokrację. Pewną nadzieję na poprawę sytuacji dają działania Komisji Europejskiej, która analizuje skutki zaostrzenia przepisów dotyczących importu produktów zawierających pestycydy zakazane w UE. Wyniki tej analizy powinniśmy poznać latem tego roku.
Dodatkowym źródłem niepokoju jest rosnąca konkurencja ze strony Ukrainy. Z danych banku Credit Agricole wynika, że jej udział w unijnym imporcie wzrósł z 1,3% do 1,9% w latach 2021-2024. Co więcej, jak zauważa serwis WP Finanse, Ukraina zmienia swoją strategię i z dostawcy surowców rolnych staje się producentem towarów przetworzonych, takich jak przetwory mięsne czy napoje. Poważne zagrożenie, szczególnie dla polskiego drobiarstwa, niosła ze sobą również umowa handlowa UE-Mercosur. Zakładała ona import aż 180 tysięcy ton mięsa drobiowego, co byłoby bezpośrednim uderzeniem w naszych producentów, którzy są liderami tej branży w Europie. Na szczęście, jak informuje portal agronews.com.pl, skierowanie umowy przez Parlament Europejski do Trybunału Sprawiedliwości zamroziło jej ratyfikację na co najmniej dwa lata. Daje to polskim hodowcom cenny czas na przygotowanie się do zaostrzonej rywalizacji.