Afera z zegarkiem. Prezes PKOl może zapłacić gigantyczny podatek

Afera wokół luksusowego zegarka prezesa PKOl Radosława Piesiewicza nie cichnie. Niezależnie od tego, jak zakończy się sprawa czasomierza za 172 tys. zł, fiskus może zażądać gigantycznego podatku. W najgorszym scenariuszu to nawet 129 tys. zł kary.

Portret Radosława Piesiewicza, prezesa PKOl. O aferze z luksusowym zegarkiem przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: ART SERVICE/Super Express Radosław Piesiewicz

Radosław Piesiewicz i zegarek za 172 tys. zł. O co chodzi w aferze?

Sprawa wygląda jak scenariusz sensacyjnego filmu. W centrum uwagi jest prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz, a przedmiotem zamieszania – luksusowy zegarek marki Patek Philippe, którego wartość szacuje się na 172 tysiące złotych. Media, w tym TVN24 i Wirtualna Polska, donoszą, że czasomierz miał być prezentem od szefa giełdy kryptowalut Zondacrypto, Przemysława Krala. Prezentem nie bez powodu – rzekomo w zamian za obietnicę wstawiennictwa u prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Sam Radosław Piesiewicz stanowczo zaprzecza takiej wersji wydarzeń. W publicznych wystąpieniach przekonuje, że za zegarek zapłacił z własnej kieszeni. Jak tłumaczył w TV Republika, oddał pieniądze w gotówce, we frankach szwajcarskich, na co ma potwierdzenie w postaci wypłaty z konta bankowego. Twierdzi również, że ma świadków, którzy mogą potwierdzić przekazanie gotówki. Na dowód pokazał też wystawiony na swoje nazwisko certyfikat pochodzenia zegarka, argumentując, że gdyby go dostał, nie miałby takiego dokumentu.

Sytuacja jest więc patowa. Z jednej strony mamy doniesienia o korupcyjnym tle prezentu, z drugiej – twarde zapewnienia prezesa PKOl o legalnym zakupie. Niezależnie od tego, która wersja jest prawdziwa, afera z zegarkiem Radosława Piesiewicza już teraz przyciąga uwagę urzędu skarbowego, który może chcieć wyjaśnić pochodzenie i status prawny tak cennego przedmiotu.

KWIATKOWSKI O KOMPROMITACJI PIESIEWICZA

Ile wynosi podatek od darowizny za zegarek?

Załóżmy, że wersja o prezencie jest prawdziwa. Co wtedy? Sprawę poddał analizie dla "Faktu" ekspert podatkowy Piotr Juszczyk z inFaktu. Jego zdaniem, jeśli zegarek był podarunkiem, konsekwencje podatkowe są proste, ale bardzo kosztowne.

Gdyby zegarek potraktować jako darowiznę, sprawa jest prosta i bolesna. Panowie nie są rodziną, więc wchodzimy w trzecią grupę podatkową, tę dla osób obcych — mówi Piotr Juszczyk.

Co to oznacza w praktyce? W trzeciej grupie podatkowej, przeznaczonej dla osób niespokrewnionych, kwota wolna od podatku to zaledwie 5733 zł. Wszystko, co jest warte więcej, podlega opodatkowaniu. Przy wartości zegarka na poziomie 172 tys. zł, należny podatek od darowizny wyniósłby dokładnie 31 834 zł. Radosław Piesiewicz musiałby złożyć zeznanie podatkowe SD-3 w ciągu miesiąca od otrzymania prezentu.

Jest jeszcze jeden haczyk. Jeśli podatnik "zapomni" o zgłoszeniu darowizny i sprawa wyjdzie na jaw dopiero podczas kontroli skarbowej, stawka podatku rośnie. Wtedy urząd nalicza karną stawkę 20 proc. od nadwyżki ponad kwotę wolną. W tym przypadku podatek od zegarka skoczyłby do 33 253 zł.

Zegarek jako zapłata za przysługę? Grozi podatek PIT

A co, jeśli zegarek nie był ani prezentem, ani zakupem, a formą zapłaty za "załatwienie sprawy", jak sugerują media? W takim wypadku urząd skarbowy potraktuje go zupełnie inaczej. Nie ma już mowy o darowiźnie.

Według eksperta podatkowego Piotra Juszczyka, fiskus zakwalifikowałby taki przedmiot jako "świadczenie w naturze z innych źródeł". Mówiąc prościej: to przychód, który podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym (PIT), tak jak normalna pensja. Biorąc pod uwagę zarobki prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, niemal na pewno oznaczałoby to wejście w najwyższy, 32-procentowy próg podatkowy.

W takim scenariuszu, jak wylicza Piotr Juszczyk, za zegarek Radosław Piesiewicz musiałby zapłacić około 55 tys. zł samego podatku dochodowego. To kwota bez ewentualnych odsetek za zwłokę, które skarbówka mogłaby doliczyć, gdyby sprawa wyszła na jaw po terminie rozliczenia rocznego.

Co jeśli Piesiewicz kupił zegarek za gotówkę? Kara może być najwyższa

Paradoksalnie, najbardziej dotkliwy finansowo może okazać się scenariusz, który przedstawia sam prezes PKOl. Radosław Piesiewicz twierdzi, że zegarek kupił za własne pieniądze, spłacając go w gotówce. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to zamyka sprawę – nie ma darowizny, nie ma przychodu, nie ma podatku. Nic bardziej mylnego.

Taka wersja wydarzeń może otworzyć zupełnie nowy front walki z urzędem skarbowym. Fiskus ma bowiem prawo zapytać: skąd pochodziła gotówka w kwocie 172 tys. zł? Jeśli podatnik nie będzie w stanie w przekonujący sposób udokumentować pochodzenia tych pieniędzy ze swoich oficjalnych, opodatkowanych dochodów, urząd może uznać je za przychód z nieujawnionych źródeł. A tu kara jest drakońska.

Stawka od dochodów bez pokrycia wynosi 75 procent. To już byłoby 129 tys. zł — mówi Piotr Juszczyk.

Wtedy jednak, jak ostrzega ekspert inFaktu, urząd skarbowy może zapytać o pochodzenie gotówki, a stawka podatku od dochodów z nieujawnionych źródeł wynosi aż 75 proc., co w przypadku zegarka Radosława Piesiewicza oznaczałoby karę w wysokości 129 tys. zł. To pokazuje, że niezależnie od tego, która wersja wydarzeń jest prawdziwa, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego może stanąć przed poważnymi konsekwencjami podatkowymi. Sprawa z pewnością będzie miała swój dalszy ciąg, a jej finał zależy od tego, które dowody okażą się dla fiskusa bardziej wiarygodne.

Quiz. To utwór Phila Collinsa czy Petera Gabriela? Czas na pojedynek wokalistów Genesis
Pytanie 1 z 10
"Sledgehammer" to utwór...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki