- Nowe przepisy pozwolą na montaż magazynów energii w blokach, także na balkonach.
- Konieczna będzie zgoda wspólnoty mieszkaniowej i spełnienie surowych wymogów przeciwpożarowych.
- Branża uważa regulacje za zbyt restrykcyjne i hamujące rozwój technologii.
- Opłacalność inwestycji zależy od posiadania fotowoltaiki; bez niej zwrot nastąpi dopiero po latach.
- Właściciele samych magazynów nie mogą sprzedawać energii do sieci.
Co mówią nowe przepisy?
Wygląda na to, że kończy się prawna pustka, która przez lata blokowała montaż domowych magazynów energii w budynkach wielorodzinnych. Ministerstwo Finansów i Gospodarki finalizuje prace nad projektem rozporządzenia, które ma to wreszcie uregulować. Droga do tych przepisów nie była prosta. Pierwsze propozycje, przygotowywane jeszcze w 2025 roku, były tak restrykcyjne, że w praktyce uniemożliwiały instalację takich urządzeń w blokach, głównie ze względów bezpieczeństwa. Do tej pory panuje więc swoista "wolna amerykanka" w kontekście montażu rzecznych instalacji w budynkach wielorodzinnych.
Po długich konsultacjach, w których brali udział m.in. eksperci z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej, Instytutu Techniki Budowlanej oraz Centrum Naukowo-Badawczego Ochrony Przeciwpożarowej, udało się znaleźć kompromis. "Rzeczpospolita" podkreśliła, że resort rozwoju, który przygotował projekt, zapewnia, że nowe regulacje "zapewniają odpowiedni poziom bezpieczeństwa pod kątem ryzyka pożaru oraz ewentualnych uszkodzeń instalacji elektrycznej".
Co to oznacza w praktyce? Zgodnie z najnowszą wersją projektu, nowe przepisy pozwolą na montaż magazynu energii w bloku na stropodachu, ścianie zewnętrznej, w wydzielonym pomieszczeniu technicznym, w samym lokalu mieszkalnym, a nawet na balkonie, loggii lub tarasie. To wciąż projekt, ale jest już po notyfikacji w Komisji Europejskiej i nic nie wskazuje na to, by miały w nim zajść jeszcze jakieś istotne zmiany.
Jakie warunki trzeba będzie spełnić?
Kluczowe dla uzyskania pozwolenia będą dwa elementy: zgoda sąsiadów i spełnienie rygorystycznych norm bezpieczeństwa.
Wszystko zależy od tego, gdzie dokładnie chcemy umieścić urządzenie. Jeśli planujemy montaż na elementach, które są częścią wspólną nieruchomości – czyli na przykład na ścianie zewnętrznej budynku albo balustradzie balkonu – niezbędna będzie zgoda wspólnoty mieszkaniowej. Co ciekawe, sama konstrukcja balkonu (płyta nośna czy barierki) to część wspólna, a tylko jego wewnętrzna przestrzeń jest naszą prywatną własnością. Zgoda wspólnoty mieszkaniowej będzie więc kluczowa, jeśli montaż magazynu energii w bloku ma nastąpić w częściach wspólnych budynku.
Jeśli z kolei magazyn ma znaleźć się wewnątrz budynku, przepisy narzucają konieczność wydzielenia specjalnego pomieszczenia technicznego. Musi ono być oddzielone od reszty budynku ścianami i stropem o odpowiedniej odporności ogniowej, a także zamknięte drzwiami przeciwpożarowymi. Dodatkowo, w takim pomieszczeniu obowiązkowo trzeba będzie zainstalować autonomiczną czujkę dymu i czujkę tlenku węgla.
Branża energetyczna, choć z zadowoleniem przyjęła samo dopuszczenie takich instalacji, uważa, że wymagania są zbyt surowe.
Jak tłumaczy Krzysztof Kochanowski, prezes Stowarzyszenia Polska Izba Magazynowania Energii i Elektromobilności (PIME), przepisy idą w złą stronę.
Zamiast na certyfikacji urządzeń i testach, jak w USA, Niemczech czy Wielkiej Brytanii, traktuje się stabilniejsze termicznie baterie tak samo jak mniej stabilną chemię. Wymagania powinny zależeć od certyfikatu produktu i chemii ogniw, a restrykcje budowlane powinny rosnąć z pojemnością – podkreślił w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Czy magazyn energii w mieszkaniu się opłaca?
Podstawowym problemem dla mieszkańca bloku, który chciałby skorzystać z otwartej "furtki energetycznej", jest to, czy całe przedsięwzięcie w ogóle będzie się opłacało. Niestety, odpowiedź nie jest prosta i zależy od paru czynników. Inwestycja w magazyn energii ma sens głównie wtedy, gdy idzie w parze z własną produkcją prądu, na przykład z paneli fotowoltaicznych zamontowanych na balkonie.
Jak wylicza Krzysztof Kochanowski, dla właściciela takiej instalacji oszczędności mogą być znaczące. Każda kilowatogodzina zużyta z własnego magazynu zamiast z sieci to oszczędność rzędu 0,85-1,10 zł. Z kolei energia oddana do sieci w systemie net-billing może przynieść dodatkowe 0,25-0,45 zł.
Problem w tym, że nie każdy może sobie pozwolić na fotowoltaikę, chociażby z powodu braku zgody wspólnoty. A co w przypadku samego magazynu? Tutaj kalkulacje są znacznie mniej optymistyczne. Jak wskazują eksperci, bez dostępu do fotowoltaiki, zwrot inwestycji w magazyn energii w bloku może potrwać nawet około 9 lat. W dodatku na tego typu urządzenia w budynkach wielorodzinnych nie przewidziano żadnych rządowych dotacji.
Skąd tak długi okres zwrotu? Obecne przepisy nie traktują właściciela samego magazynu jako prosumenta. Oznacza to, że nie może on sprzedawać nadwyżki zmagazynowanej energii do sieci.
Dziś magazyn bez fotowoltaiki może robić tylko arbitraż „za licznikiem”, a więc ładować tanio, zużywać w drogich godzinach. Oddać energii do sieci nie może – tłumaczy prezes Stowarzyszenia Polska Izba Magazynowania Energii i Elektromobilności.
Jego zdaniem sytuację mogłoby zmienić stworzenie warunków dla tzw. agregatorów energii – firm, które zarządzałyby mocą takich domowych magazynów, pozwalając ich właścicielom zarabiać. Na razie jednak Ministerstwo Energii podchodzi do tego pomysłu z rezerwą, tłumacząc to troską o bezpieczeństwo i stabilność całego systemu energetycznego.