Austria atakuje sąsiada! Jak wirus za żelazną kurtyną doprowadził do bajecznej fortuny

2019-12-12 9:03 ŁT
ESET zdjęcia archiwalne
Autor: materiały prasowe ESET zdjęcia archiwalne

660 milionów euro na koncie, historyczne odkrycie, w portfolio międzynarodowy gigant z branży komputerowej i słynny program antywirusowy. Nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie pewien słowacki emigrant, który uciekł zza żelaznej kurtyny. Tak narodziła się potęga firmy ESET, która świętuje swoje 30-lecie i której twórcom zawdzięczamy odkrycie prawdopodobnie pierwszego na świecie wirusa komputerowego.

Obecnie to jeden z najbogatszych Słowaków, którego lokalna edycja miesięcznika Forbes uplasowała w tym roku na piątej pozycji słowackich krezusów. Jego majątek wyceniany jest na 660 mln euro. Jak syn emigranta z komunistycznej ówczesnej Czechosłowacji miał w ogóle szansę dokonać jakiegokolwiek odkrycia w świecie informatyki?

ZOBACZ KONIECZNIE: III wojna światowa wybuchnie z maszynami? Nie ma złudzeń!

– Mój ojciec był aktywny politycznie, więc w 1968 roku uciekł do Holandii i mieszkał za granicą. To dlatego mogłem dostać swój pierwszy komputer. To był jeden z tych tanich, Sinclair ZX80, który kosztował mniej niż 100 funtów – ujawnił w rozmowie z dziennikarką Anna Rymszą z serwisu dobreprogramy.pl, Miroslav Trnka, założyciel i główny współwłaściciel słowackiego producenta oprogramowania Eset.

Był to początek tak 80-tych. W Polsce czas niezwykle trudny, okres stanu wojennego. Podobny marazm panuje w całym bloku wschodnim. Związek Radziecki trzyma się jeszcze niezwykle mocno - dopiero za kilka lat zacznie chwiać się pod wpływem załamywania niewydolnej socjalistycznej gospodarki i przegranej wojnie w Afganistanie. O upadku muru berlińskiego nikt nawet jeszcze nie śni. 

Trnka wraz zaprzyjaźnionym informatykiem i szachistą Peterem Paško wymieniali się dostępnymi na rynku programami komputerowymi. Na ogół pochodziły one z zagranicznego przemytu, podobnie jak pierwsze komputery. Zapewne w ten sposób w ręce Trnki trafiła dyskietka (pierwowzór płyty CD-ROM), na której młodych miłośników techniki nad wyraz coś zainteresowało.

SPRAWDŹ TEŻ: Sojusz e-gigantów w walce z oszustami. ESET i Google idzie na wojnę z fałszywymi aplikacjami w Sklepie Play

– Znajomy dał mi dyskietkę z programem, który dostali z Austrii. Było to bardzo interesujące. Po uruchomieniu programu z dyskietki, sporo plików powiększało się do 648 bajtów. Zaczęliśmy się przyglądać temu programowi i odkryliśmy, że się rozprzestrzenia. Dla mnie było to niezwykle interesujące, bo w młodości chciałem być biologiem. To był wirus! - czytam w dalej w rozmowie na dobreprogramy.

W ten sposób nie tylko odkryto i udokumentowano prawdopodobnie pierwszy wirus komputerowy, którego nazwano Vienna (Wiedeń), gdyż zapewne ze stolicy Austrii do Czechosłowacji dotarła feralna dyskietka. Stąd też komputerowe zagrożenia zaczęto nazywać “wirusami”, które potrafiły się szybko rozprzestrzeniać i mutować niczym zarazki. 

Skoro w 1987 r. odkryto nową “chorobę” to zadaniem jej odkrywców było stworzenie antidotum. Tu dochodzimy do powstania pierwszego programu antywirusowego za którym kryło się trio: Miroslav Trnka, Peter Paško i Rudolf Hrubý. Po drodze panowie ujarzmili jeszcze kilka innych wirusów. W ten sposób narodziła się pierwsza wersja współczesnego NOD (skrót od słowackiego “Nemocnica na Okraji Disku”, czyli “Szpital na peryferiach dysku”, który jest nawiązaniem do czechosłowackiego serialu).

To był strzał w dziesiątkę. Początek lat 90-tych był rajem dla młodych entuzjastów. Już w 1990 r. w Austrii ruszyła sprzedaż swojego pierwszego produktu – STOPVIR. Komunistyczne realia nie pozwalałby na swobodny rozwój prywatnej działalności, dlatego dopiero w 1992 roku Miroslav, Peter i Rudolf założyli spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie ESET (założyciele wybierają nazwę firmy od imienia staroegipskiej bogini i szamanki ESET, znanej również jako Isis), która była jedną z pierwszych firm IT w państwach byłego bloku wschodniego.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Korzystasz z czytnika Kindle czy Amazon Echo? Lepiej zmień hasło!

Najbardziej znany produkt słowackiego giganta i prototyp NOD32 debiutuje w 1995 r. pod nazwą NOD iCE. Pod koniec dekady ESET otwiera swoją siedzibę w Stanach Zjednoczonych (San Diego). Zaledwie dwa lata później słowackie rozwiązania antywirusowe pojawiają się w sprzedaży na polskim rynku, by już 2005 roku docierać do odbiorców w 100 krajach. W tym samym czasie Słowacy wprowadzają chmurowy system detekcji zagrożeń nazwany ESET LiveGrid (pierwotna nazwa to ThreatSense.Net).

Wraz z globalnym rozwojem firmy rósł majątek Miroslava Trnki. W 2010 r. magazyn CRN wpisał go na listę 25 najbardziej innowacyjnych biznesmenów. Na stanowisku CEO firmy ESET pracował do 2011 roku. Obecnie jeden z najbogatszych Słowaków skupia się między innymi na rozwijaniu przestrzeni publicznej. Współtworzył też fundację działającą przeciwko korupcji i jest gitarzystą w zespole rockowym Lost Clusters.

Obecnie jak zdradza, nadal lubi grać w gry strategiczne, choć nie ma na nie zbyt wiele czasu. - Moją ulubioną grą jest "Cywilizacja" i obecnie raczej nie gram w nic innego – ujawnił Trnka. W styczniu 2016 firma ESET zatrudniała 1300 pracowników we wszystkich swoich biurach na świecie. Pod koniec tego roku firma zorganizowała spotkanie dla dziennikarzy z całego świata, aby przybliżyć historię marki.

Konferencja firmy ESET odbyła się w biurowcu Binarium w Bratysławie, z dachu którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na stolicę kraju. Mimo to Słowacy przymierzają do budowy nowej, imponującej siedziby. Jak wygląda serce ESET? Od środka nie różni się wiele od dużych korporacji, w których światła nigdy nie gasną. Na uwagę zasługuje szczególnie open space, w którym specjaliści od bezpieczeństwa cyfrowego obsługują System Live Grid, który zapewnia natychmiastowe i ciągłe informowanie programu ESET o nowych infekcjach. W czasie naszej wizyty w “centrum dowodzenia” na jednym z kilku ekranów z mapami terytorium Polski niepokojąco zaświeciło na czerwony kolor, co oznacza, że staliśmy się ofiarą ataku. Uspokojono nas, że to tylko groźna wizualizacja, a w rzeczywistości kolejna porcja danych dla analityków.

Najnowsze