- Rzecznik MSZ dementuje: mer Lwowa nie został zaproszony na oficjalną konferencję URC26 w Gdańsku, lecz zorganizował własne wydarzenie.
- MSZ stanowczo potępia władze Lwowa za bezpodstawne zerwanie umowy z polską firmą Control Process S.A. na budowę zakładu przetwarzania odpadów.
- Międzynarodowy arbitraż, w tym trybunał w Paryżu, uznał zerwanie kontraktu z polską firmą Control Process S.A. za bezprawne.
- Polska firma Control Process S.A. czeka na zapłatę za ponad 90% wykonanych prac, pomimo licznych orzeczeń na jej korzyść.
Ostra reakcja polskiego MSZ na działania władz Lwowa
Sprawa kontrowersji wokół mera Lwowa Andrija Sadowego i polskiej firmy budowlanej nabrała tempa przy okazji gdańskiej Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC 2026). Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak zwrócił uwagę, że mer Lwowa, który bezprawnie zerwał kontrakt z polską spółką, jest jednym z uczestników wydarzenia. Na te słowa natychmiast odpowiedziało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rzecznik resortu Maciej Wewiór wyjaśnił, że Andrij Sadowy nie został zaproszony na konferencję, a jedynie zorganizował własne, oddzielne wydarzenie w Gdańsku. Jednocześnie rzecznik wprost potępił postępowanie lwowskich urzędników. "Zgadzamy się jednak, co do potępienia działania władz Lwowa wobec polskiej firmy. Ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu jest niedopuszczalne" – oświadczył rzecznik MSZ Maciej Wewiór. Głos w sprawie zabrał również szef resortu, wicepremier Radosław Sikorski, który ironicznie skomentował fakt, że mer Lwowa szukał w Polsce nowych partnerów biznesowych, nie płacąc polskiej firmie. "Może to i lepiej, bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci, długo nie może doczekać się zapłaty" – napisał na platformie X.
Polecany artykuł:
Dlaczego Lwów zerwał umowę z polską firmą?
Konflikt dotyczy budowy nowoczesnego kompleksu przetwarzania odpadów komunalnych we Lwowie. W marcu tego roku lwowskie przedsiębiorstwo komunalne Zielone Miasto poinformowało o jednostronnym rozwiązaniu umowy z generalnym wykonawcą, polską spółką Control Process S.A. Władze Lwowa argumentowały, że polska firma miała wielokrotnie naruszać warunki kontraktu, między innymi nie kończąc prac projektowych i nie dostarczając części sprzętu. Strona polska od początku odpierała te zarzuty. Spółka Control Process S.A. od początku kwestionowała zasadność działań ukraińskiego kontrahenta, wskazując, że projekt był ukończony w ponad 90 procentach, a opóźnienia wynikały z przyczyn leżących po stronie zamawiającego oraz wybuchu wojny. Firma podkreślała, że kontynuowała prace mimo działań zbrojnych i opóźnień w płatnościach ze strony Lwowa, a zerwanie umowy jest bezpodstawne.
Polecany artykuł:
Międzynarodowy arbitraż staje po stronie Polaków
Kluczowe w tej sprawie są rozstrzygnięcia międzynarodowych trybunałów arbitrażowych. Jak podawały media, polska firma wygrała już siedem postępowań, w których zapadło 75 korzystnych dla niej decyzji. Ostateczny cios władzom Lwowa zadał jednak arbitraż w Międzynarodowej Izbie Handlowej (ICC) w Paryżu. Trybunał uznał, że próby przeniesienia sporu do sądu w Kijowie, podejmowane przez stronę ukraińską, były bezprawne. Co najważniejsze, sędziowie wprost odnieśli się do kluczowej kwestii. Międzynarodowa Izba Handlowa w Paryżu orzekła, że zerwanie umowy na budowę zakładu przez Lwów było niezgodne z treścią kontraktu i tym samym bezprawne. Mimo tak jednoznacznego wyroku, władze Lwowa wciąż nie zapłaciły polskiej firmie należnych pieniędzy, co doprowadziło do ostrej reakcji polskiej dyplomacji.