Akcyza na alkohol w górę? Rząd może tym wykończyć rolników i producentów

Szykuje się drastyczna podwyżka akcyzy na alkohol w 2027 roku. Rząd Donalda Tuska przyjął 22 września projekt, który mocno podniesie ceny wódki, piwa i wina. Jeśli zostanie to przegłosowane, to nowe, wyższe stawki wejdą w życie już 1 stycznia 2027 r., uderzając w portfele konsumentów, polskich rolników i krajowych producentów.

Mężczyzna ustawia sześć pustych kieliszków na barze. O wzroście cen wódki i akcyzy przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: senivpetro/magnific./ Freepik.com

Stawki akcyzy na alkohol w 2027 roku

Projekt, który Rada Ministrów przyjęła 22 września 2026 roku, zakłada konkretne i dotkliwe podwyżki akcyzy. Jeśli przepisy wejdą w życie w obecnym kształcie, od 1 stycznia 2027 roku zapłacimy znacznie więcej za alkohol. Zmiany dotkną praktycznie każdej kategorii.

Oto jak mają wyglądać nowe stawki:

  • Alkohol etylowy (wódka i mocne alkohole): stawka ma wzrosnąć do 10 109 zł za hektolitr 100-procentowego alkoholu. Dla porównania, w 2026 roku wynosi ona 8391 zł.
  • Wino i napoje fermentowane: tutaj akcyza skoczy do 280,83 zł za hektolitr. To o ponad 14% więcej, niż zakładał dotychczasowy plan.
  • Piwo: nowa stawka to 13,82 zł za każdy stopień Plato w hektolitrze. Obecnie jest to 11,47 zł.

Jak wskazuje na portalu Instytutu Gospodarki Rolnej Karolina Hernik, planowana podwyżka akcyzy na alkohol jest znacznie wyższa, niż wynikało to z poprzednich harmonogramów. Przykładowo, w przypadku alkoholu etylowego plan na 2027 rok zakładał stawkę 8811 zł, a rząd proponuje ponad 10 tys. zł. Jeśli chodzi o wino i napoje fermentowane, to plan ustanawiał 245 zł za hektolitr, natomiast zaktualizowana przez rząd stawka wskazuje już 280,83 zł za hektolitr. Łatwo policzyć, że mamy tu do czynienia ze wzrostem o ok. 14,6 proc. Jeśli chodzi o wyroby pośrednie, Rada Ministrów przewiduje stawkę rzędu 562,93 zł/hl. Stawkę akcyzy za piwo ma się mierzyć w inny sposób, tj. kwotą 13,82 zł za hektolitr na każdy stopień Plato (stopnie Plato określają zawartość ekstraktu w brzeczce, czyli "gęstość" i treściwość piwa).

To jasno pokazuje skalę zmian, jakie szykuje gabinet Donalda Tuska. Na razie jest to projekt ustawy, ale jeśli zostanie przegłosowany, nowe ceny alkoholu w 2027 roku będą zauważalnie wyższe.

Dlaczego rząd podnosi akcyzę?

Rząd Donalda Tuska tłumaczy tę decyzję dwoma głównymi powodami: troską o zdrowie publiczne i potrzebą znalezienia dodatkowych pieniędzy na ochronę zdrowia. Jego argumentacja opiera się na twierdzeniu, że w ostatnich latach pensje Polaków rosły, a ceny alkoholu nie nadążały za tym wzrostem. W efekcie stał się on po prostu tańszy i łatwiej dostępny dla portfeli Polaków. Rząd chce to zmienić, ograniczając tzw. dostępność ekonomiczną.

Drugi, równie ważny powód, to pieniądze. Dodatkowe miliardy złotych z wyższej akcyzy mają trafić bezpośrednio na finansowanie świadczeń zdrowotnych, które pochłaniają coraz więcej środków. Planowana podwyżka akcyzy na alkohol ma więc w teorii realizować dwa cele: zniechęcać do kupowania alkoholu przez wyższą cenę i jednocześnie zasilać kasę Narodowego Funduszu Zdrowia.

Warto jednak pamiętać, że sama podwyżka podatku to nie wszystko. Karolina Hernik podkreśla, że skuteczna polityka zdrowotna to nie tylko proste kwestie fiskalne, ale także, a może właśnie przede wszystkim, działania profilaktyczne, takie jak leczenie uzależnień i realne ograniczenia w reklamie alkoholu. Podatek akcyzowy jest tylko jednym z narzędzi, ale nie zastąpi całego systemu zwalczania problemu nadużywania alkoholu. Biorąc to pod uwagę, trudno będzie rządowi premiera Tuska odpierać zarzuty o to, że wzmożenie koalicji rządowej w sprawie akcyzy jest tak naprawdę zwykłym skokiem na kasę, aby uszczelnić dziurawy budżet państwa.

Cios w polskich rolników

Na papierze i w planach wszystko wygląda prosto: wyższy podatek ma zniechęcić do picia i zasilić budżet. Gdy jednak spojrzymy na to, skąd bierze się polska wódka, obraz staje się znacznie bardziej skomplikowany. To nie jest produkt, który magicznie pojawia się w fabryce czy rozlewni, a jego produkcja zaczyna się na polu.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podaje twarde dane: polski przemysł spirytusowy co roku zużywa około 1 miliona ton zbóż i 50 tysięcy ton ziemniaków. I co najważniejsze – surowce te pochodzą głównie od polskich rolników. Dla wielu gospodarstw gorzelnie i zakłady produkcyjne to stabilny i pewny odbiorca, zwłaszcza w latach, gdy zbiory są duże, a ceny na rynku niskie. Jakkolwiek więc by to nie brzmiało, przemysł spirytusowy jest ważnym ogniwem polskiej gospodarki, szczególnie jeśli popatrzymy nań z punktu widzenia promowania polskiego kapitału. To o tyle istotne, że sam premier Tusk wielokrotnie podkreślał konieczność ochrony rodzimego kapitału i repolonizacji.

Skutki planowanej podwyżki akcyzy na alkohol odczują więc nie tylko konsumenci, ale przede wszystkim polscy rolnicy, dla których przemysł spirytusowy jest kluczowym odbiorcą surowców. Logika rynkowa jest prosta: wyższe ceny mogą oznaczać mniejszą sprzedaż, a mniejsza sprzedaż to mniejsza produkcja. W efekcie zakłady ograniczą zamówienia na zboże i ziemniaki.

Sytuację pogarsza fakt, że polscy producenci już teraz walczą o rynek z zagranicznymi markami, które często kuszą niskimi cenami w dyskontach. Nowy podatek będzie dla krajowych firm kolejnym obciążeniem, które utrudni im konkurencję. Jeśli polskie firmy stracą udziały w rynku na rzecz zagranicznych, popyt na polskie surowce rolne spadnie jeszcze bardziej. 

Niestety jest to wizja, która nie napawa optymizmem, szczególnie w kontekście popytu na surowce rolne. W czasach nadprodukcji i niskich cen skupu fakt, że w Polsce znajdują się stabilni, pewni odbiorcy, to prawdziwe zbawienie dla wielu gospodarstw. Świadomość ta ulegnie wkrótce poważnej zmianie. Planując politykę zdrowotną, o czym zapewnia sam rząd, nie można pomijać interesu przetwórców, hodowców, słowem - całego skomplikowanego łańcucha dostaw. 

Symbioza rolnictwa i akcyzy

Instytut Gospodarki Rolnej podkreśla, że istnieje jedna ze szczególnych gałęzi przemysłu alkoholowego, która potwierdza mocne powiązania rolnictwa polskiego ze stawkami akcyzy. Chodzi tu mianowicie o cydr.

Rządowy projekt zakłada stawkę 122,71 zł za hektolitr cydru i perry, w których zawartość alkoholu nie przekracza 5 proc. i które objęte są wskazanymi kodami CN. Inne napoje fermentowane mają jednak podlegać innej stawce, tj. 280,83 zł za hektolitr. Dlaczego cydr jest traktowany w sposób łagodniejszy? Chodziło o wspieranie rozwoju rynku, wykorzystującego owoce krajowe i sadownictwo polskie. Idei tej przyświecała więc szlachetna intencja ochrony i wspierania kapitału rodzimego. 

Aktualny plan rządu to wzrost stawki akcyzy na cydr z 97 zł/ha do 122,71 zł/ha - to ok. 26,5 procent. To rodzi uzasadnione pytania o prawdziwe losy potencjalnej repolonizacji gospodarki, o której tak głośno w obecnej kadencji mówił premier Donald Tusk.

Akcyza zwiększy wpływy do budżetu?

Rząd liczy na dodatkowe miliardy z podatku, ale historia uczy, że takie kalkulacje bywają ryzykowne. Wyższa stawka podatku nie zawsze oznacza więcej pieniędzy w państwowej kasie. Jeśli cena staje się zbyt wysoka, część rynku ucieka w szarą strefę, a wtedy budżet nie tylko nie zyskuje, ale wręcz traci. Rynek nie istnieje w próżni i odbiera nawet najdelikatniejsze  bodźce, o czym z pewnością dobrze wiedzą liberalnie zorientowali przedstawiciele KO w rządzie Tuska.

Doskonałym ostrzeżeniem jest to, co w ostatnich latach stało się na rynku tytoniowym.

W 2025 roku rząd drastycznie podniósł akcyzę na wyroby tytoniowe – w niektórych przypadkach nawet o 75 procent. Jaki był efekt? Z danych Instytutu Almares wynika, że zamiast większych wpływów budżetowych, pojawiły się realne problemy. Legalna sprzedaż papierosów spadła o 13 proc. w 2025 roku i o kolejne 10 proc. w pierwszych miesiącach 2026 roku. W tym samym czasie szara strefa urosła niemal dwukrotnie.

Według danych branżowych, po podwyżkach akcyzy na wyroby tytoniowe, planowane na 37,15 mld zł dochody budżetu okazały się o ponad 3,5 mld zł niższe i wyniosły zaledwie 33,61 mld zł. To pokazuje, że istnieje granica, po przekroczeniu której ludzie przestają kupować legalne produkty i szukają tańszych, nielegalnych alternatyw. Ten sam mechanizm może zadziałać w przypadku alkoholu. Drastyczna podwyżka akcyzy na alkohol może sprawić, że Polacy zaczną częściej sięgać po trunki z niepewnego źródła, a budżet państwa zainkasuje mniej pieniędzy, niż zakładał premier. 

Kto zyska, a kto straci?

Gabinet premiera Tuska uzasadnia nowy plan akcyzowy intencją, że wyższe ceny alkoholu w przyszłym roku mają poprawić zdrowie Polaków i zasilić budżet. Jednak ostateczny rachunek tej operacji jest wielką niewiadomą, poza tym, że najprawdopodobniej wiele sektorów rolnictwa, a także dystrybucji stanie przed poważnymi problemami. 

Z jednej strony mamy szczytne cele zdrowotne i profilaktyczne, jednak z drugiej – realne zagrożenia dla polskiego kapitału. Ucierpieć mogą polscy rolnicy, dla których przemysł spirytusowy jest ważnym partnerem. Utrudnione życie będą mieli krajowi producenci, walczący z zagraniczną konkurencją. Na końcu i tak może się okazać, że wpływy do budżetu będą niższe od oczekiwanych, bo część rynku przejmie szara strefa. W tym kontekście kwestie zdrowotne również nie są oczywiste, gdyż wzrosnąć może nabywanie alkoholu z niepewnego, acz tańszego źródła. To rodzi duże zagrożenie dla zdrowia osób, które zaryzykują zakup nieprzebadanego trunku.

Skuteczność tej zmiany będzie można ocenić dopiero po jej wprowadzeniu, analizując nie tylko wysokość stawek, ale realne efekty dla gospodarki, budżetu i zdrowia publicznego. Istnieje jednak zbyt wiele znaków zapytania i ostrzegawczych, by móc spać spokojnie. 

SKRÓT DEBATY O PROHIBICJI. ALKOHOLOWA CISZA NOCNA - POMOŻE CZY PRZESZKODZI?
QUIZ PRL: Alkohol i kultura picia w PRL-u. Co z tego pamiętasz?
Pytanie 1 z 9
Podziemna ulotka rozpowszechniana w stanie wojennym głosiła:

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki