- Artystyczny protest w Zakopanem przeciwko nadmiarowi reklam.
- 12-metrowa instalacja z banerów symbolicznie zasłaniająca widok na Tatry.
- Inicjatywa Muzeum Tatrzańskiego i artysty prof. Huberta Czerepoka.
- Zwrócenie uwagi na problem "reklamozy" i nieskuteczność uchwały krajobrazowej.
- Apel o traktowanie panoramy gór jako dobra wspólnego.
Niezwykły protest w Zakopanem. Czym była akcja "Panorama wspólna"?
Wyobraź sobie, że stoisz na Równi Krupowej w Zakopanem, chcesz popatrzeć na Giewont, a ktoś nagle zasłania ci go gigantyczną płachtą. Właśnie coś takiego wydarzyło się w minioną sobotę. To nie był jednak chuligański wybryk, a zaplanowany performans artystyczny zorganizowany przez Muzeum Tatrzańskie we współpracy z artystą, profesorem Hubertem Czerepokiem z Akademii Sztuki w Szczecinie.
Akcja "Panorama wspólna" była finałem warsztatów, w których brali udział uczniowie, seniorzy i mieszkańcy Zakopanego. Wspólnie stworzyli 12-metrową instalację ze starych, niepotrzebnych banerów i materiałów reklamowych. Ułożyli je tak, by odwzorowywały widok na Tatry. Następnie, w geście protestu, symbolicznie zasłonili nimi prawdziwą panoramę gór.
To góry są naszą reklamą. Nie potrzebują dodatkowej promocji – to one przyciągają największą rzeszę turystów – podkreślił dyrektor Muzeum Tatrzańskiego, Michał Murzyn.
Performans miał zwrócić uwagę na to, że wszechobecna reklamoza w Zakopanem niszczy to, co w regionie najcenniejsze – unikalny krajobraz. Chodziło o pokazanie wprost, że nadmiar reklam dosłownie zabiera nam widok, który powinien być dobrem wspólnym.
Problem reklamozy w Zakopanem
Protest Muzeum Tatrzańskiego nie wziął się znikąd. To reakcja na chaos wizualny, który od lat zalewa Podhale. Dyrektor Michał Murzyn przytoczył dane, które dają do myślenia. Sam postanowił policzyć billboardy na słynnej Zakopiance.
Sam liczyłem billboardy przy zakopiance między Nowym Targiem a Zakopanem. Naliczyłem ich blisko 1200. To pokazuje skalę problemu i skłania do refleksji, czy wszystkie te reklamy rzeczywiście spełniają swoją funkcję – powiedział dyrektor Murzyn.
Liczba 1200 reklam na jednym, stosunkowo krótkim odcinku drogi, jest porażająca. Pytanie, czy ktokolwiek jest w stanie przyswoić tyle komunikatów i czy taki natłok w ogóle jest skuteczny. Organizatorzy akcji podkreślają, że nie chodzi o walkę z przedsiębiorcami, ale o wspólną refleksję nad przestrzenią.
Problem jest jednak szerszy, bo reklamoza w Zakopanem to nie tylko wielkie billboardy, ale też setki mniejszych szyldów, banerów i budek, które tworzą wizualny chaos. To dzieje się z krajobrazem miasta, gdzie każda reklama walczy o uwagę, a w efekcie tracą na tym wszyscy – mieszkańcy, turyści i sam krajobraz.
Czy uchwała krajobrazowa w Zakopanem działa?
Problem chaosu reklamowego jest władzom Zakopanego dobrze znany. Już kilka lat temu podjęto próby jego uporządkowania. Zarówno Zakopane, jak i sąsiednia gmina Kościelisko, wprowadziły lokalne regulacje. W stolicy Tatr postawiono na tzw. uchwałę krajobrazową, czyli specjalne prawo mające określić zasady umieszczania reklam, szyldów i małej architektury. Miało być czyściej, ładniej i bardziej estetycznie.
Niestety, jak pokazuje rzeczywistość i sam fakt zorganizowania protestu, przepisy pozostały w dużej mierze na papierze. Choć uchwała krajobrazowa w Zakopanem została przyjęta, do dziś nie przyniosła ona widocznych efektów w walce z chaosem reklamowym. To właśnie ta bezradność i brak realnych zmian skłoniły artystów i mieszkańców do zabrania głosu w tak nietypowy sposób.
Akcja "Panorama wspólna" staje się więc czymś więcej niż tylko artystycznym performansem. To społeczny apel i punkt wyjścia do dyskusji o tym, czy widok na góry może być traktowany jako dobro wspólne, które wszyscy powinniśmy chronić. Jeśli oficjalne narzędzia zawodzą, być może presja społeczna i tego typu inicjatywy okażą się jedynym skutecznym sposobem na ocalenie tatrzańskiego krajobrazu przed całkowitym zakryciem przez reklamy.
