- Pensja w Dino to najniższa krajowa – 4666 zł brutto bez premii i dodatków
- Lidl płaci nawet o 1384 zł brutto więcej i daje tysiąc złotych na święta
- Jeden pracownik obsługuje kasę, ladę mięsną i wykłada towar jednocześnie
- Sklep miał więcej personelu niż klientów, ale nadal szuka pracowników
Spis treści
Rekrutacja w Dino – wystarczy nazwisko i telefon
Proces rekrutacji do Dino okazał się zaskakująco prosty. Aplikacja na stanowisko kasjer-sprzedawca wymagała jedynie podania imienia, nazwiska i numeru telefonu. Już następnego dnia dziennikarka otrzymała telefon z działu rekrutacji.
Pierwsza rozmowa była krótka i rzeczowa. Rekruterka nie pytała o wykształcenie ani doświadczenie zawodowe. Najważniejsze pytanie dotyczyło tego, czy kandydatka nie ma problemu z pracą przy stoisku mięsnym.
Ile zarabia się w Dino? Rozczarowująca stawka
Podczas spotkania w sklepie kierowniczka przeszła od razu do konkretów. Informacja o wynagrodzeniu była jasna i bezpośrednia.
Jeśli chodzi o wypłatę, to mamy najniższą krajową
– usłyszała dziennikarka. Oznacza to 4666 zł brutto miesięcznie. Do tego dochodzi ekwiwalent za pranie odzieży roboczej w wysokości około 200 złotych oraz ubrania służbowe: koszulki, polary i buty. Czarne spodnie pracownik musi zapewnić sam.
Możliwość dorobienia? Nadgodziny zdarzają się sporadycznie.
Czasami pojawiają się jakieś nadgodziny, zawsze coś tam się uzbiera
– tłumaczyła kierowniczka.
Warunki pracy w Dino – jedna osoba na trzech stanowiskach
Ogłoszenie o pracę sugerowało rekrutację na konkretne stanowisko. Rzeczywistość okazała się inna. Pracownicy Dino muszą być gotowi na wykonywanie różnych zadań.
Pracujemy na każdym stanowisku: kasa, mięso, wykładanie towaru
– wyjaśniła kierowniczka. Pierwsza zmiana zaczyna się o 5:30 i trwa do 14:00 lub 14:15. Druga zmiana kończy się o 22:30, ale może się przedłużyć nawet do 23:00.
Praca obejmuje również weekendy i niedziele handlowe. Grafik jest więc intensywny, a obowiązki zróżnicowane.
Benefity w Dino – czego brakuje?
Ogłoszenia rekrutacyjne sieci Dino obiecują atrakcyjne benefity. W praktyce lista jest znacznie skromniejsza niż u konkurencji.
Pracownicy mogą liczyć na podstawowe ubezpieczenie i prywatną opiekę medyczną. Jest też możliwość otrzymania pożyczki od pracodawcy. Na tym jednak lista się kończy.
Paczki świąteczne dla pracowników się nie pojawiają. Premie też nie
– przyznała wprost kierowniczka. Wyjaśniła, że w niektórych sklepach Dino dodatkowe pieniądze się zdarzają, ale ten konkretny market do którego aplikowała dziennikarka nie wypracował odpowiednich obrotów.
Dino kontra Lidl i Biedronka – porównanie zarobków
Różnice w warunkach zatrudnienia między sieciami są znaczące. W Lidlu pensja kasjerów wynosi od 5250 zł do 6050 zł brutto miesięcznie. To nawet o 1384 zł więcej niż w Dino.
Dodatkowo pracownicy Lidla otrzymują voucher o wartości 1000 zł na święta, premie, kartę sportową, naukę języków obcych i szkolenia wewnętrzne.
W Biedronce od stycznia 2026 roku wynagrodzenie początkującego sprzedawcy-kasjera wynosi od 5300 do 5650 zł brutto podstawy. Z comiesięczną premią może to dać od 5800 do 6150 zł brutto – to o ponad 1100 zł więcej niż w Dino. Pracownicy ze stażem powyżej trzech lat zarabiają jeszcze więcej: od 5450 do 5900 zł brutto podstawy, a z premią nawet 6400 zł brutto.
Największą zmianą w Biedronce jest podwojenie comiesięcznej premii z 250 do 500 zł brutto. Do tego dochodzą paczki świąteczne o wartości około 630 zł, vouchery do 1000 zł na zakupy oraz e-kody zasilane cztery razy w roku na kwotę od 1480 do 1720 zł rocznie. W kwietniu pracownicy otrzymują też coroczną nagrodę specjalną w wysokości 4000 zł brutto – praktycznie trzynastą pensję.
Sieć oferuje również pakiet badań medycznych wartości ponad 600 zł obejmujący markery nowotworowe oraz dostęp do ponad 20 programów socjalnych i benefitowych w obszarach: Zdrowie, Rodzina, Edukacja oraz Sport i Rekreacja.
Sklep bez klientów szuka pracowników
Paradoks sytuacji ujawnił się podczas wizyty reporterki w markecie. Na parkingu stało zaledwie kilka samochodów, a w sklepie było więcej pracowników niż klientów.
Mimo słabego ruchu w tym konkretnym Dino, kierowniczka prowadziła intensywną rekrutację. Podczas rozmowy z dziennikarką do pokoju weszła pracownica z informacją, że czeka już kolejna osoba umówiona na rozmowę kwalifikacyjną.
Sklep znajduje się w niewielkiej miejscowości. Niskie obroty sprawiają, że pracownicy nie mogą liczyć na dodatkowe premie, które w teorii są możliwe do zdobycia w innych placówkach sieci.
Co dalej z zatrudnieniem?
Proces rekrutacyjny w Dino przewiduje etapowe podpisywanie umów. Pierwsza to trzymiesięczny okres próbny, następnie roczna umowa, potem osiemnastomiesięczna i dopiero później umowa na czas nieokreślony.
Kierowniczka obiecała kontakt w ciągu trzech dni. Telefon jednak nie zadzwonił. Ogłoszenie o wakacie zniknęło ze strony firmy, prawdopodobnie znalazł się kandydat z lepszymi kwalifikacjami, zauważa w swojej relacji dziennikarka Wirtualnej Polski.
Sieć Dino, należąca do miliardera Tomasza Biernackiego, dynamicznie się rozwija. W ostatnich latach firma prowadzi intensywną ekspansję, otwierając nowe sklepy. Jednak warunki zatrudnienia w niektórych placówkach znacząco odbiegają od standardów oferowanych przez konkurencję.