Bitwa o nowy budżet UE. Polska i Niemcy mają zupełnie rozbieżne cele

Trwają kluczowe negocjacje budżetowe UE na lata 2028-2034. Rząd premiera Donalda Tuska walczy o jak największy budżet UE, ale na drodze stają Niemcy, domagając się cięć. Państwa członkowskie chcą zamknąć rozmowy do końca 2026 roku. Gra toczy się o setki miliardów euro.

Flaga Unii Europejskiej na wietrze. O negocjacjach nad nowym budżetem Wspólnoty przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Dusan Cvetanovic/ Pexels.com

Kiedy będzie nowy budżet UE?

Czasu jest coraz mniej. Unijni przywódcy postawili sobie jasny cel: porozumienie w sprawie nowego, wieloletniego budżetu Wspólnoty musi zostać osiągnięte do końca 2026 roku. To ambitny plan, bo rozmowy o tak gigantycznych pieniądzach zawsze są trudne. Skąd ten pośpiech? Powody są co najmniej trzy.

  1. Po pierwsze, chodzi o czystą pragmatykę. Nowy budżet ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2028 roku. Jeśli politycy nie zdążą, cała unijna machina finansowa złapie opóźnienie. A to oznacza problemy z uruchomieniem programów, dotacji i inwestycji we wszystkich krajach członkowskich, w tym w Polsce.
  2. Po drugie, gospodarka. W czasach niepewności, wysokich cen energii i niestabilności na rynkach, firmy i inwestorzy potrzebują przewidywalności. Brak porozumienia w sprawie budżetu UE pod koniec 2026 roku byłby fatalnym sygnałem, który z pewnością nie pomógłby w podejmowaniu decyzji o wieloletnich inwestycjach. Jak powiedział dziennikarzom w Brukseli jeden z wysoko postawionych unijnych urzędników, "aktorzy gospodarczy oczekują od Unii Europejskiej przewidywalności i stabilności".
  3. Trzeci argument ma wymiar geopolityczny. Unia Europejska chce być postrzegana na świecie jako ostoja spokoju i porządku. Długie i wyniszczające kłótnie o pieniądze mogłyby mocno nadszarpnąć ten wizerunek. Dlatego przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa od kilku tygodni podróżuje po stolicach państw członkowskich, by przekonywać liderów do szybkiego działania. Jak słyszymy, jest "dość jednomyślne poparcie" dla zamknięcia rozmów jeszcze w tym roku.

Kto chce cięć w budżecie UE? Spór Polski i Niemiec

Wszystko rozbija się, jak zwykle, o pieniądze. W Unii Europejskiej uformowały się dwa obozy o zupełnie sprzecznych interesach. Z jednej strony mamy tak zwanych płatników netto. Mówiąc wprost, są to kraje, które do wspólnej kasy wkładają więcej, niż z niej wyciągają. W tej grupie prym wiodą Niemcy, ale wspierają je też Austria, Holandia czy Dania. To one najgłośniej domagają się cięć i oszczędności.

Po drugiej stronie barykady stoją państwa, które są głównymi beneficjentami unijnych funduszy. To przede wszystkim kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, a także państwa z południa kontynentu. Dla nich mniejszy budżet oznacza mniej pieniędzy na drogi, inwestycje czy transformację energetyczną.

Różnice w stanowiskach są ogromne. Niemiecki kanclerz Friedrich Merz chce zmniejszenia nowej "siedmiolatki" o setki miliardów euro. Z kolei szef polskiego rządu Donald Tusk po spotkaniu z przewodniczącym Rady Europejskiej Antonio Costą mówił jasno, że większy budżet leży w interesie każdego kraju członkowskiego. Oś sporu jest prosta: rząd Tuska uważa, że większy budżet UE leży w interesie wszystkich, podczas gdy niemiecki kanclerz Friedrich Merz chce go zmniejszyć o setki miliardów euro.

Żeby zobrazować skalę problemu: Komisja Europejska zaproponowała w lipcu 2025 roku, by nowy budżet wyniósł 1,76 biliona euro. Cypr, który sprawował prezydencję w Radzie UE, próbował znaleźć kompromis i zaproponował cięcia na poziomie 2%. Dla Niemiec i pozostałych "oszczędnych" państw to było jednak zdecydowanie za mało.

Nowe priorytety budżetu UE. Skąd wziąć na to pieniądze?

Do starych sporów dochodzą zupełnie nowe wyzwania. Unia Europejska musi znaleźć dodatkowe, ogromne środki na obronność i wzmocnienie swojej konkurencyjności na światowych rynkach. To nowe priorytety, co do których panuje powszechna zgoda. Problem w tym, że nikt nie wyobraża sobie, by finansować je kosztem dotychczasowych, kluczowych polityk, takich jak polityka spójności, z której Polska czerpie miliardy.

Jak więc pogodzić ogień z wodą? Jak dać więcej na obronność, nie zabierając pieniędzy na drogi i inwestycje? Odpowiedzią, która coraz częściej pojawia się w Brukseli, są tzw. nowe zasoby własne. Mówiąc prościej, chodzi o stworzenie nowych, ogólnoeuropejskich źródeł dochodu, które zasilałyby unijną kasę. Mogłyby to być na przykład wpływy z podatków cyfrowych, opłat od plastiku czy systemu handlu emisjami (ETS).

To klucz do rozwiązania całego problemu. Jak poinformował PAP anonimowy unijny urzędnik, wśród przywódców rośnie świadomość, że potrzebny będzie "znaczący pakiet nowych zasobów". Rozwiązaniem tego finansowego węzła gordyjskiego mają być nowe, wspólne źródła dochodów, które zasilą budżet UE bez konieczności podnoszenia krajowych składek. To pozwoliłoby sfinansować nowe cele bez bolesnych cięć w starych programach, co mogłoby pogodzić interesy Polski i Niemiec.

Przed nami trzy kluczowe szczyty UE, które zdecydują o kształcie przyszłego budżetu. Negocjacje z pewnością będą trudne do samego końca, ale cel jest jasny: dać Europie stabilność finansową na kolejne siedem lat.

CZY POLSKA JEST GOTOWA NA POLEXIT? Dr Ziętek-Wielomska i prof. Grosse: UNIA NAS OSZUKAŁA
Quiz: W którym roku te państwa wstąpiły do Unii Europejskiej?
Pytanie 1 z 10
W którym roku Polska wstąpiła do Unii Europejskiej?
Niedyskretnie o politykach
DOKTOR KACPRZYK "MAM TO W DU**E!" POWRACA! MORAWIECKI DAŁ SIĘ ROZEGRAĆ | Miziołek & Olczyk

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki