Ceny w sklepach rosną wolniej. To tylko pozory? Mamy nowy raport

Najnowsze dane o cenach w sklepach w sierpniu 2026 r. pokazują wzrost o 1,7 proc. Choć to spowolnienie, drożyzna w Polsce nie odpuszcza. Eksperci z UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito wskazują, że za chwilową ulgą stoją wojny cenowe i sezonowe obniżki, ale ostrzegają przed jesienią.

Skrzynki z warzywami i owocami na regałach w sklepie spożywczym. O raporcie cenowym przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Canva.com

Wolniejszy wzrost cen to nie koniec drożyzny

Na pierwszy rzut oka dane wyglądają optymistycznie. Z najnowszego raportu UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito wynika, że codzienne zakupy w sierpniu 2026 roku podrożały średnio o 1,7 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem rok wcześniej. To wyraźne spowolnienie, bo w lipcu wzrost wynosił 1,9 proc., a w czerwcu – aż 2,7 proc. Niestety, eksperci studzą entuzjazm i tłumaczą, że to tylko część większej, znacznie droższej układanki.

Profesor Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito mówi wprost: wolniejszy wzrost nie oznacza, że sytuacja naszych portfeli się poprawia. „Ceny dalej rosną, a więc płacimy więcej” – zaznacza ekspert. 

Choć ceny w sklepach w sierpniu 2026 roku wzrosły wolniej niż w poprzednich miesiącach, to drożyzna w Polsce wciąż daje się we znaki. Kluczowe jest zrozumienie, że raport analizuje jedynie wycinek rzeczywistości – koszyk podstawowych produktów.

Profesor Jankiewicz zwraca uwagę na szerszy obraz, który maluje Główny Urząd Statystyczny. Według danych GUS, całkowite koszty życia wzrosły w sierpniu o 3,4 proc. rok do roku. Skąd ta różnica? Badanie cen w sklepach nie uwzględnia potężnych podwyżek, które uderzają w nas z innej strony. Chodzi m.in. o ceny paliw na stacjach (wzrost o 24,2 proc.), energii i gazu (wzrost o 4,1 proc.). To one w dużej mierze odpowiadają za to, że mimo pozornej stabilizacji przy kasie, z miesiąca na miesiąc mamy coraz mniej pieniędzy.

Co napędza ceny w sklepach, a co je hamuje?

Skoro ogólne koszty życia rosną, to dlaczego wskaźnik cen w sklepach przynajmniej trochę wyhamował? Odpowiedź jest złożona, bo na półkach sklepowych ścierają się dwie potężne siły. Profesor Sławomir Jankiewicz mówi o zjawisku „rozwierania się nożyc cenowych”. Z jednej strony mamy produkty, które tanieją, a z drugiej te, których ceny rosną w siłę.

Za chwilową ulgę w naszych portfelach odpowiadają głównie dwa czynniki. Pierwszy to sezonowe spadki cen, zwłaszcza warzyw i owoców, co latem jest naturalne. Drugi, znacznie ważniejszy, to brutalna wojna cenowa między największymi sieciami handlowymi.

Sieci handlowe wykorzystały okres wakacyjny do walki o klienta masowego, oferując wielopaki, rabaty lojalnościowe oraz obniżki cen produktów pierwszej potrzeby – wyjaśnia profesor Jankiewicz

To właśnie ostra walka największych dyskontów o klienta w dużej mierze odpowiada za to, że ogólne ceny w sklepach w 2026 roku nie poszybowały jeszcze wyżej. Ta rywalizacja zmusiła mniejsze sklepy do obniżania marż, by w ogóle utrzymać się na rynku.

Jest też druga strona medalu. Są kategorie, które mocno ciągną ceny w górę. Liderem podwyżek okazały się napoje bezalkoholowe. Jak tłumaczy profesor Jankiewicz, wpłynęły na to rosnące koszty systemu kaucyjnego, zapowiedzi podwyżek podatku cukrowego i po prostu większy popyt w upalne dni. To jednak nie wszystko. Choć drożyzna w Polsce jest napędzana przez ceny paliw i energii, to coraz mocniej przekłada się to na koszt końcowego produktu na półce. Chodzi o wszystkie koszty pozarolnicze: transport, prąd i gaz zużywany w magazynach i sklepach, a także koszty pracy. To one sprawiają, że nawet jeśli rolnik sprzedaje swoje plony taniej, my w sklepie tej obniżki nie odczuwamy.

Jaka przyszłość czeka nasze portfele? Eksperci ostrzegają

Ta chwilowa ulga, którą odczuliśmy w sierpniu, może niestety nie potrwać długo. Eksperci są zgodni, że czynniki, które wyhamowały wzrost cen, mają charakter tymczasowy. Dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito nie pozostawia złudzeń – tendencja spadkowa może zostać zatrzymana szybciej, niż nam się wydaje.

Głównym powodem do niepokoju jest zbliżająca się jesień.

Wraz z końcem sezonu na warzywa i owoce oraz efekcie jesienno-zimowego wzrostu kosztów produkcji żywności, tendencja spadkowa może zostać zatrzymana – prognozuje dr Fiks.

Mówiąc prościej: tanie warzywa i owoce się skończą, a produkcja żywności w chłodniejszych miesiącach jest po prostu droższa. To jednak nie jest największe zagrożenie.

Tym, co może rozpędzić drożyznę na nowo, jest sytuacja na rynku paliw. Dr Artur Fiks ostrzega, że jeśli wysokie ceny na stacjach się utrzymają, znajdzie to odzwierciedlenie w kosztach praktycznie wszystkich produktów. Eksperci przewidują, że niestabilna sytuacja na rynku paliw może doprowadzić do przyspieszenia tempa podwyżek cen w sklepach w kolejnych miesiącach 2026 roku. Wyższe koszty transportu to wyższe ceny na półkach – ta zasada w gospodarce jest niezmienna. Wygląda więc na to, że choć wakacyjne promocje dały nam chwilę oddechu, prawdziwy test dla naszych portfeli dopiero nadejdzie.

Polacy boją się drożyzny. Pomidory już po 30 zł! Idzie bieda! – Komentery
QUIZ PRL. Ciasta i desery PRL
Pytanie 1 z 15
Nazwa tego ciasta prawdopodobnie powstała od jednej z warszawskich tras obok której mieściła się cukiernia. Mowa o:
Ciasta i desery

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki