- Chińscy producenci instalują zdalne wyłączniki ("kill switche") w eksportowanych urządzeniach, co stanowi realne zagrożenie bezpieczeństwa - ostrzega prezes spółki Vigo Photonics.
- Przykłady zagrożeń to zdalne unieruchamianie autobusów w Norwegii oraz ryzyko szpiegostwa przez kamery w nowoczesnych samochodach, co prowadzi do zakazów wjazdu do baz wojskowych.
- Polska firma Vigo Photonics przeciwdziała tym zagrożeniom, kontrolując swoje produkty od poziomu atomowego i gwarantując brak "kill switchy" w komponentach dla wojska.
- Europa, w przeciwieństwie do USA, wciąż nie ma zintegrowanych systemów kontroli łańcuchów dostaw, co naraża ją na zdalne blokowanie kluczowych technologii.
Kill switch – co to jest i jak działa?
Zdalny wyłącznik, czyli tzw. kill switch, to celowo założona w oprogramowaniu lub podzespołach urządzenia funkcja, która pozwala producentowi na jego zdalne zablokowanie, a nawet zniszczenie. Jak ostrzegał w programie „Biznes Klasa” Adam Piotrowski, prezes polskiej spółki deep tech Vigo Photonics, takie rozwiązania stają się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego i gospodarczego. Problem dotyczy szerokiej gamy produktów importowanych z państw, które mogą wykorzystywać technologię do realizacji własnych celów politycznych lub militarnych. Adam Piotrowski, prezes wpisanej na chińską listę sankcyjną spółki Vigo Photonics, powiedział, że chińscy producenci wbudowują w eksportowane urządzenia zdalne wyłączniki, czyli tzw. kill switche. Ukryta funkcja może latami pozostawać nieaktywna, by w kluczowym momencie kryzysu sparaliżować infrastrukturę krytyczną, transport czy systemy wojskowe.
Gdzie ukryte są zdalne wyłączniki? Niepokojące przykłady
Problem nie jest teoretyczny. Adam Piotrowski wskazał konkretny przypadek autobusów sprzedanych do Norwegii, które, jak się okazało, posiadały wbudowany w chińskiej fabryce zdalny wyłącznik. Umożliwiał on unieruchomienie całej floty na odległość. Równie niepokojące są zagrożenia związane z nowoczesnymi platformami samochodowymi. Auta chińskich marek, a także np. Tesla, wyposażone są w zaawansowane systemy kamer i czujników, które monitorują nie tylko otoczenie pojazdu, ale i jego wnętrze. Dane z kamer i serwerów w nowoczesnych autach, np. chińskich, stwarzają realne ryzyko szpiegostwa i zagrożenie dla bezpieczeństwa gospodarczego. Strumienie danych przesyłane są na zewnętrzne serwery, często zlokalizowane w Chinach, co stwarza ryzyko inwigilacji i precyzyjnego targetowania np. celów wojskowych. Z tego powodu pojazdy te mają zakaz wjazdu na teren wielu baz wojskowych na świecie. Skrajnym przykładem wrogiego wykorzystania technologii była operacja wymierzona w Hezbollah, gdzie pagery dostarczone bojownikom wyposażono w baterie eksplodujące na zdalny sygnał.
Kontrola łańcucha dostaw kluczem do bezpieczeństwa
Jak zatem bronić się przed tak ukrytymi zagrożeniami? Według prezesa Vigo Photonics jedynym skutecznym sposobem jest drobiazgowa kontrola każdego elementu łańcucha dostaw. Jego firma, jako producent zaawansowanych detektorów m.in. dla polskiej armii, kontroluje swoje produkty „od poziomu atomowego”, weryfikując czystość surowców u dostawców. Dzięki temu może zagwarantować, że komponenty montowane np. w czołgach Rosomak są wolne od ukrytych „ładunków”. Niestety, na poziomie państwowym i europejskim sytuacja wygląda znacznie gorzej. Europa, w przeciwieństwie do USA, które już od 2010 roku rygorystycznie oczyszczają swoje łańcuchy dostaw (np. w programie F-35), wciąż nie posiada zintegrowanych systemów kontroli. Taka luka w systemie naraża europejskie gospodarki i siły zbrojne na ryzyko nagłego odcięcia od kluczowych technologii lub ich zdalnego zablokowania przez obce mocarstwa w momencie eskalacji konfliktu.