Czarne chmury nad Romanem Giertychem. Milion złotych z raju podatkowego na koncie jego kancelarii. W tle Rosjanka i wielka afera

2026-04-10 9:52

Dziennikarze Wirtualnej Polski i Money.pl tweirdzą, że kancelaria Romana Giertycha miała otrzymywać środki z tajemniczego podmiotu zarejestrowanego w Liechtensteinie. To blisko milion złotych. W operacji brała udział Rosjanka, a ślady prowadzą do afery Polnordu. Prokuratura najpierw miała nieudolnie prowadzić śledztwo, a po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska umorzyć sprawę.

Uśmiechnięty Roman Giertych w todze adwokackiej i okularach, uchwycony w trakcie ważnego wydarzenia. Więcej o aferze związanej z jego kancelarią przeczytasz na portalu Super Biznes.

i

Autor: Marcin Smulczyński/Super Express Uśmiechnięty Roman Giertych w todze adwokackiej i okularach, uchwycony w trakcie ważnego wydarzenia. Więcej o aferze związanej z jego kancelarią przeczytasz na portalu Super Biznes.
  • Podejrzane transakcje na miliony złotych: Szymon Jadczak i Karolina Wysota twierdzą, że kancelaria Romana Giertycha otrzymała blisko milion złotych z podmiotu założonego w Liechtensteinie, w którego zarządzie zasiadała była pracowniczka Giertycha oraz Rosjanka z francuskim paszportem, specjalizująca się w rajach podatkowych.
  • Prokuratura umorzyła sprawę, pomijając kluczowe dowody: Mimo zmiany władzy, prokuratura umorzyła zarzuty wobec Giertycha, nie przesłuchując kluczowych świadków (byłej pracowniczki i żony Giertycha) ani nie występując o dokumenty dotyczące podmiotu z Liechtensteinu.
  • Rosyjskie powiązania i "pranie pieniędzy": Eksperci wskazują, że schemat transakcji nosi znamiona "prania pieniędzy", a rosyjska współzałożycielka podmiotu w Liechtensteinie ma bogatą historię w tworzeniu struktur finansowych dla zamożnych Rosjan, często powiązanych z oszustwami i wyprowadzaniem kapitału.

Tajemnicze przelewy z Liechtensteinu. Jak działał mechanizm?

Wszystko zaczyna się w kwietniu 2012 roku. Była pracownica kancelarii posła Romana Giertycha, pani Katarzyna, zostaje poproszona o podpisanie pełnomocnictwa. Niedługo później, w towarzystwie wieloletniego współpracownika i ochroniarza Giertycha, Sebastiana J. ps. "Foka", podpisuje w banku gotowe dokumenty. Tak w Liechtensteinie, raju podatkowym, powstaje podmiot o nazwie Utriusque Iuris Anstalt. To specjalna forma prawna, która pozwala ukryć, kto tak naprawdę za nią stoi. W zarządzie, obok pani Katarzyny, pojawia się Rosjanka Victoria Beninger – specjalistka od zakładania firm w rajach podatkowych dla zamożnych Rosjan.

Rok później, od kwietnia do października 2013 roku, na konto kancelarii Romana Giertycha zaczynają spływać regularne przelewy. Zazwyczaj jest to 120 tys. złotych miesięcznie. Jak wynika z danych Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, łącznie z Liechtensteinu na konto kancelarii posła Romana Giertycha trafiło w ten sposób blisko 900 tys. złotych. Kto zlecał przelewy? W większości przypadków był to Sebastian J., czyli "Foka". Dzięki temu pieniądze nie pochodziły oficjalnie od współpracownika Giertycha, ale od "kontrahenta z zagranicy". Cały mechanizm skutecznie zacierał ślady. Podmiot z Liechtensteinu został zlikwidowany zaledwie 20 dni po ostatnim przelewie.

TRUMP GROZI NATO! WIELKI SUKCES TUSKA Z ETS2 I AFERA GIERTYCHA Z MILIONAMI W TLE | Dudek o Polityce

Afera Polnordu w tle. Skąd wzięły się pieniądze?

Żeby zrozumieć, skąd wzięły się pieniądze przelane z Liechtensteinu, trzeba cofnąć się do sprawy, którą prokuratura nazwała "wyprowadzeniem 96,2 mln zł ze spółki Polnord". W centrum tej historii znajduje się biznesmen Ryszard Krauze, jego deweloperska firma Polnord oraz prawnik obsługujący obie strony – Roman Giertych. Schemat, choć skomplikowany w wykonaniu, był prosty w założeniach. Firma Krauzego sprzedała innej jego spółce, Polnordowi, wątpliwą wierzytelność wobec miasta Warszawy. Chodziło o spór, o 60 mln zł za budowę kanalizacji deszczowej, których spółka Krauzego żądałą od miasta.

W transakcji pośredniczyły dwie spółki-słupy, założone przez wspomnianego już Sebastiana J. "Fokę". W ten sposób z giełdowego Polnordu wypłynęły miliony złotych, które trafiły do kieszeni kilku osób. Zgodnie z ustaleniami prokuratury, 830 tys. zł zasiliło bezpośrednio konto kancelarii Romana Giertycha. To właśnie ta sprawa jest medialnie znana jako Roman Giertych afera Polnordu. Kluczowy jest tu jednak pewien szczegół finansowy. Aneks do umowy z Polnordem przewidywał comiesięczne płatności w wysokości 120 tys. zł na rzecz spółki Sebastiana J., a dokładnie takie same kwoty, po 120 tys. zł miesięcznie, wpływały później z Liechtensteinu na konto kancelarii posła Romana Giertycha. Według ekspertów to zbieżność, która nie może być przypadkowa i jest jedną z najpoważniejszych "czerwonych flag" przy analizie przepływów finansowych.

Kim jest tajemnicza Rosjanka w zarządzie spółki?

Kluczową postacią w całej operacji wydaje się Victoria Beninger, która obok pracownicy kancelarii Giertycha zasiadała w zarządzie spółki Utriusque Iuris Anstalt. Dziennikarskie śledztwo ujawniło, że to tak naprawdę Wiktoria Olegowna Kriażewa, urodzona w rosyjskim Pietrozawodsku. Choć posługuje się francuskim paszportem i mieszka w Szwajcarii, wciąż ma rosyjskie obywatelstwo.

Jej nazwisko pojawia się w dokumentach ponad stu firm na całym świecie, często powiązanych z rosyjskim kapitałem i oligarchami. Przykładowo, Kriażewa zasiadała w zarządzie szwajcarskiego holdingu Welvart, który zarządzał rosyjskim koncernem jubilerskim Sokolow, należącym do miliardera Aleksieja Sokołowa. Była też w zarządzie firmy Tangem, założonej przez Rosjan powiązanych z Siburem – jednym z największych holdingów petrochemicznych z bliskiego otoczenia Władimira Putina.

To nie koniec jej powiązań. Nazwisko Kriażewej pojawia się również w kontekście jednej z największych afer finansowych w Europie – wyprowadzenia miliarda dolarów z trzech mołdawskich banków. Mózgiem operacji był prorosyjski oligarcha Ilan Shor. Jej udział w tego typu operacjach pokazuje, że nie była przypadkową osobą, a specjalistką od skomplikowanych operacji finansowych, których celem jest ukrycie prawdziwego pochodzenia pieniędzy.

Prokuratura umywa ręce, a poseł Roman Giertych zaprzecza

Co na to wszystko organy ścigania? Dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl zapytali Prokuraturę Regionalną w Lublinie, co zrobiła, aby wyjaśnić wątek spółki z Liechtensteinu. Odpowiedź jest zaskakująca: nic. Śledczy nie przesłuchali ani byłej pracowniczki kancelarii, na którą założono podmiot, ani żony posła, Barbary Giertych, której nazwisko pojawiało się w tytułach późniejszych przelewów od Sebastiana J. Co więcej, prokuratura nie wystąpiła nawet o pomoc prawną do Liechtensteinu czy Panamy, aby prześwietlić zagadkową spółkę.

Wygląda na to, że prokuratura, badając sprawę znaną jako Roman Giertych afera, całkowicie pominęła wątek spółki i przelewów z raju podatkowego. Zarówno za rządów Prawa i Sprawiedliwości, gdy sprawę wszczęto, jak i po zmianie władzy i przejęciu sterów w prokuraturze przez ludzi rządu Donalda Tuska, nikt nie przyjrzał się tym informacjom. Wątek umorzono bez próby wyjaśnienia, skąd i dlaczego na konto kancelarii Giertycha trafił blisko milion złotych.

Poseł Roman Giertych, po otrzymaniu pytań w tej sprawie, odniósł się do niej w mediach społecznościowych. Stwierdził, że spółka w Liechtensteinie należała do jego żony, Barbary Giertych, i została założona w celu stworzenia międzynarodowego sądu arbitrażowego do spraw małżeńskich. Według jego relacji pomysł nie wypalił, a spółka została zlikwidowana. "A czemu Basia wybrała Lichtenstein? (pisownia oryginalna – red.)" – pytał poseł i odpowiadał: "Bo wówczas przyjaźniliśmy się z członkiem rodziny książęcej, który takie spółki obsługiwał. Wszystko legalnie i transparentnie".

Jest tu jednak zasadnicza sprzeczność. Zgodnie z oficjalnymi dokumentami, Barbary Giertych formalnie w zarządzie ani strukturze podmiotu Utriusque Iuris Anstalt w ogóle nie było. Poseł nie odpowiedział też na kluczowe pytania: o rolę Rosjanki Wiktorii Kriażewej, powiązania jego współpracownika Sebastiana J. z przelewami oraz okoliczności, w jakich do całej operacji wykorzystano jego byłą pracownicę. Te wątki wciąż czekają na wyjaśnienie.

Słynne wypowiedzi polityków. Wiesz, kto to powiedział?
Pytanie 1 z 15
„Nie chcę, ale muszę”

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki