- Premier Donald Tusk odmówił podpisu wszystkich nominacji do zarządu NBP, w tym przedłużenia kadencji prawej ręki prezesa Glapińskiego, Marty Kightley.
- Brak podpisów sprawił, że w zarządzie NBP pozostają wakaty, co grozi niezgodnością organu z wymogami ustawowymi dotyczącymi liczby członków.
- Onet donsi, że decyzja premiera jest wynikiem utraty zaufania do prezesa NBP Adama Glapińskiego, m.in. po jego udziale w politycznej konferencji prezydenta dotyczącej projektu "SAFE 0 proc.".
Donald Tusk odmówił powołania zastępcy Adama Glapińskiego. NBP bez kluczowych osób? „Utrata zaufania”
Premier Donald Tusk zwlekał od miesięcy z podpisaniem prezydenckiego projektu postanowienia o nominacji Marty Kightley na wiceprezesa NBP. Kadencja prawej ręki Glapińskiego wygasła 8 marca. Od tamtej pory w banku centralnym jest wakat na to stanowisko. Okazuje się, że to nie jedyny wakat w banku centralnym.
Sprawa wyszła na jaw po tym, jak Kancelaria Premiera odesłała do Kancelarii Prezydenta dokumenty nominacyjne bez wymaganego podpisu premiera Donalda Tuska. W praktyce oznacza to wstrzymanie całego procesu powołań do zarządu Narodowego Banku Polskiego. Decyzja ta jest bezpośrednim uderzeniem w plany kadrowe prezesa NBP Adama Glapińskiego, który chciał wzmocnić władze banku centralnego.
Blokada nominacji w NBP. O co chodzi w sporze rządu z prezesem banku centralnego?
Jak ustalił Onet, Kancelaria Prezydenta potwierdziła zwrot pisma, co formalnie blokuje dalsze kroki. To kolejny etap konfliktu na linii rząd Donalda Tuska – prezes NBP Adam Glapiński, który tym razem dotyczy bezpośrednio funkcjonowania kluczowej dla państwa instytucji. Brak zgody premiera na nominacje sprawia, że Adam Glapiński nie może uzupełnić składu zarządu, który po niedawnym odejściu Piotra Pogonowskiego skurczył się do absolutnego minimum.OD jakiegoś czasu oojawiały się informacje, że Glapiński ma zamiar oddać część miejsc osobom bliskim obecnemu rządowi. To cena, jaką był gotów zapłacić za powrót Marty Kightley do zarządu – donosi Onet.