Hubert Biskupski: - W Stanach Zjednoczonych inflacja okazała się wyższa od oczekiwań i wyniosła 3,8 proc. Media znów straszą drożyzną. Jaka inflacja czeka Polaków?
Przemysław Litwiniuk: Stany Zjednoczone dostały rachunek za swoją politykę globalną. To jeszcze nie jest sytuacja, która wywraca światową gospodarkę, ale na pewno wymaga bardzo uważnej obserwacji. Dziś nie mamy do czynienia z inflacją wywołaną przez działania Narodowego Banku Polskiego czy Rady Polityki Pieniężnej. To efekt czynników zewnętrznych, głównie wzrostu cen ropy i gazu. Dotychczasowy wzrost inflacji w Polsce jest niemal w całości związany właśnie z cenami energii.
Mam nadzieję, że polityka amerykańska poradzi sobie z kryzysem na Bliskim Wschodzie. To mogłoby uspokoić sytuację i ograniczyć presję na ceny.
- Wyczuwam lekką ironię wobec polityki USA…
Politykę amerykańską zostawmy Amerykanom. Chcę tylko podkreślić jedno — to nie jest zjawisko, za które odpowiada dziś NBP. Jeszcze dwa miesiące temu byliśmy poniżej celu inflacyjnego. Nasze zadanie zostało wykonane dobrze. Teraz musimy obserwować sytuację i reagować, jeśli będzie taka potrzeba.
- Zapytam więc o stopy procentowe. Jeszcze na początku roku wielu ekspertów mówiło o serii obniżek. Tymczasem obniżek praktycznie nie ma, a pojawiają się nawet głosy o możliwych podwyżkach.
Faktycznie długo czekaliśmy z pierwszą obniżką — nastąpiła dopiero w marcu. Rada zachowała się bardzo konserwatywnie i podjęła decyzję właściwie w ostatnim możliwym momencie, tuż po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Z perspektywy 13 maja 2026 roku nie spodziewam się kolejnych obniżek stóp procentowych w najbliższych kwartałach. Jeśli chodzi o podwyżki to dziś nie ma do nich podstaw. Ale gdyby sytuacja się zmieniła, Rada nie zawaha się zareagować.
- Co mogłoby być takim sygnałem alarmowym?
Problem pojawiłby się wtedy, gdyby wysokie ceny ropy utrzymywały się przez dłuższy czas i zaczęły przekładać się na ceny innych produktów oraz wynagrodzenia. Dziś jeszcze tego nie widzimy. Dynamika płac jest pod kontrolą, gospodarka rośnie, ale nie jest przegrzana.
Rynek pracy też wygląda dziś zdrowiej niż rok czy dwa lata temu. Jesteśmy również dużo lepiej przygotowani niż po wybuchu wojny w Ukrainie — zarówno jeśli chodzi o łańcuchy dostaw, jak i poziom stóp procentowych.
Dlatego pozostajemy umiarkowanymi optymistami. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie wygaśnie w rozsądnym czasie, inflacja może wrócić w okolice celu NBP, czyli 2,5 proc. Czy tak będzie do końca roku? Tego dziś nie jestem w stanie zagwarantować. Ważne będą kolejne projekcje inflacyjne, najpierw w lipcu, następnie w listopadzie, publikowane przez NBP.
- Na koniec krótkie pytanie. Prezes Adam Glapiński chwali się kolejnymi zakupami złota. NBP ma już 595 ton kruszcu wartego około 160 miliardów złotych. Kupować złoto czy nie?
Przemysław Litwiniuk: Nie jestem doradcą inwestycyjnym. Polski bank centralny realizuje strategię zwiększania rezerw złota do poziomu 700 ton. NBP korzystał z okresowych spadków cen tego surowca. Uważam, że bank centralny prowadzi właściwą politykę.
Silne rezerwy złota wzmacniają wiarygodność polskiej polityki pieniężnej i pomagają stabilizować kurs złotego, a to ma ogromne znaczenie dla walki z inflacją.
