- Ministerstwo Energii zapewnia o braku zagrożenia dla dostaw paliw i gazu do Polski, pomimo kryzysu na Bliskim Wschodzie.
- Eksperci wskazują na ryzyko wzrostu cen paliw ze względu na potencjalne problemy w Cieśninie Ormuz i ograniczone moce rafineryjne.
- Polska dywersyfikuje dostawy surowców, importując ropę z Arabii Saudyjskiej, Norwegii i USA, a gaz z USA i Kataru.
- Infrastruktura magazynowa i połączenia rurociągowe z sąsiadami z UE wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne kraju.
Ministerstwo Energii: Polsce ropy i gazu nie zabraknie
Ministerstwo Energii stanowczo dementuje pogłoski o grożących Polsce brakach paliw i gazu oraz gwałtownych wzrostach cen. Co więcej, zdaniem resortu, rozpowszechnianie takich informacji może nosić znamiona akcji dezinformacyjnej.
- Ich autorzy próbują przekonać Polaków, że Polsce grożą braki paliw i gazu, ceny gwałtownie wzrosną, a obywatele powinni robić zapasy. To nieprawda - są to fałszywe przekazy obliczone na wywołanie paniki, podczas gdy w rzeczywistości dostawy surowców do Polski nie są zagrożone – podkreśla ME w swoim komunikacie.
Resort zaznacza, że Naftoport w Gdańsku, kluczowy terminal odbioru ropy naftowej, funkcjonuje bez zakłóceń i jest przygotowany do przyjmowania dostaw z różnych kierunków świata. Obecne dostawy realizowane są zgodnie z ustalonym harmonogramem. Polska importuje ropę przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej, będącej jedynym krajem z Półwyspu Arabskiego dostarczającym ten surowiec do naszego kraju. Pozostałe dostawy pochodzą m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, USA i Nigerii.
Ministerstwo Energii podkreśla, że Europa korzysta w imporcie ropy z Arabii Saudyjskiej z trasy omijającej Zatokę Perską, czyli Cieśninę Ormuz, a także cieśninę Bab al-Mandab. Polska dysponuje również rozbudowaną infrastrukturą magazynową ropy i paliw gotowych. „Stan zapasów interwencyjnych pozostaje na wysokim poziomie i przekracza wymagane 90 dni zabezpieczenia w ropę naftową i paliwa. Na chwilę obecną ryzyko potrzeby obniżenia zapasów oceniane jest jako niskie i nie ma potrzeby obniżania ich poziomu” – informuje resort.
Resort podkreśla, że infrastruktura regazyfikacyjna i przesyłowa działa w sposób ciągły i bez zakłóceń. Poziom wypełnienia krajowych magazynów gazu pozostaje wysoki jak na końcową fazę sezonu grzewczego i wynosi obecnie około 50 proc., co plasuje Polskę wśród liderów w Europie.
- Dostawy są zdywersyfikowane, a w ubiegłym roku większość gazu dostarczanego przez terminal pochodziła z kierunku amerykańskiego, a nie bliskowschodniego – zaznacza ME.
Polska dysponuje także połączeniami rurociągowymi ze wszystkimi sąsiadami z Unii Europejskiej, a przepustowość połączeń transgranicznych znacząco przekracza krajowe zapotrzebowanie. Bezpieczeństwo dostaw wzmacnia również gazociąg Baltic Pipe, który zapewnia dostawy gazu ziemnego z szelfu norweskiego.
Według ministerstwa Polska jest dobrze przygotowana na ewentualne kryzysy dostaw surowców. Wynika to z rozbudowanej infrastruktury umożliwiającej dostawy gazu i ropy z różnych kierunków na świecie i zdywersyfikowanego portfolio dostawców, dzięki czemu nie jesteśmy uzależnieni od jednego kierunku i jednego dostawcy.
- Infrastruktura magazynowa i utrzymywane zapasy surowców stanowią dodatkowe zabezpieczenie na wypadek potencjalnych kryzysów dostaw. Bezpieczeństwo energetyczne kraju pozostaje niezagrożone – podsumowuje resort energii.
Jest jednak inny problem. Mogą wzrosnąć ceny paliw
Pomimo zapewnień rządu, eksperci zwracają uwagę na potencjalne ryzyko wzrostu cen paliw. Dr hab. Mariusz Ruszel, prof. Politechniki Rzeszowskiej i prezes Instytutu Polityki Energetycznej im. I. Łukasiewicza, w rozmowie z Business Insiderem zauważa, że dostawy gazu skroplonego przepływają do nas głównie z USA i Kataru. Jego zdaniem, w obliczu konfliktu w Iranie i potencjalnej blokady Cieśniny Ormuz, możemy spodziewać się wzrostu kosztów ubezpieczenia statków płynących w okolicach Bliskiego Wschodu.
- Ropę w znacznej mierze importujemy z Norwegii (ok. 15 proc., zapotrzebowania — red.), a także z Arabii Saudyjskiej (ponad 50 proc. — red.). Na razie brak doniesień o zagrożeniach dla saudyjskich dostaw, choć na giełdzie widać podwyżki cen ropy, a także gazu. To będzie wpływało na cenę. Na ten moment nie widać jednak zagrożenia dla stabilności zaopatrzenia - zauważa ekspert w rozmowie z BI.
Na poniedziałkowym (02.03.2026) briefingu prasowym prezes Unimotu (prywatnej spółki zajmującej się importem i hurtowym handlem paliwami) Adam Sikorski zauważył, ceny gotowych paliw wzrosły bardziej od cen ropy naftowej.
Jak ocenia Sikorski cena 80 dolarów za baryłkę nie jest szokiem - takowym byłaby cena rzędu 100 dolarów. Ekspert zauważył jednak, że w efekcie problemów w Cieśninie Ormuz, ewentualnych wyłączeń rafinerii na Bliskim Wschodzie, oraz planowanych postojów w polskich i litewskich rafineriach, może dojść do wzrostu cen paliw gotowych.
Prezes Unimotu wskazuje, że cena oleju napędowego na londyńskiej giełdzie niedawno kosztowała 700 dolarów za tonę, przed wojną 800 dolarów za tonę, a teraz wzrosła do 900 dolarów za tonę - wzrost jest więc dwukrotnie większy niż w przypadku cen ropy naftowej. Sikorski zauważa, że w przypadku ropy, kraje spoza Bliskiego Wschodu, jak Libia, Nigeria, USA, czy Kanada mogą zwiększyć wydobycie. Problemem są jednak ograniczone możliwości rafinerii, które głównie powstawały na Bliskim Wschodzie, który jest kluczowe dla dostaw paliw gotowych dla Europy, szczególnie od wprowadzenia sankcji na Rosję. Dlatego jeśli ataki rakietowe sięgną rafinerii zdaniem prezesa Unimotu "rynek paliw gotowych będzie się znajdował w trudnej sytuacji".
