Dramatyczny raport NIK. Rosną długi szpitali, kolejki do lekarzy nie zmniejszą się, a płacimy... za puste łóżka

2019-08-19 20:46 ŁT
Szpital w Świdnicy
Autor: Łowcy Przygód Telewizja/Youtube.pl Szpital w Świdnicy

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport na temat funkcjonowania tzw. sieci szpitali, czyli reformy służby zdrowia z 2017 r. NIK alarmuje, że zmiany w przepisach nie doprowadziły "do zmniejszenia kolejek w szpitalnych oddziałach ratunkowych i w izbach przyjęć". Reforma miała też rozpocząć oddłużanie szpitali, a okazuje się, że ich długi rosną. Ponadto w wielu placówkach podatnicy łożą na puste łóżka szpitalne.

Nowy system, stare kolejki
System podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej działa od 1 października 2017 r. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało, że dzięki niemu zmieni się podejście do pacjentów - szpitale zapewnią im kompleksowe świadczenia zdrowotne, obejmujące nie jak wcześniej poszczególne procedury, ale cały skoordynowany cykl leczenia. Jednak już na starcie w sieci znalazły się także takie placówki, które w przypadku części swoich pacjentów nie były w stanie realizować kompleksowych świadczeń ambulatoryjnych. Kontrola NIK pokazała także, że wbrew zapowiedziom włączenie do sieci nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej nie doprowadziło do zmniejszenia kolejek w szpitalnych oddziałach ratunkowych i w izbach przyjęć - czytamy na stronie NIK.

ZOBACZ TEŻ: Drastyczny wzrost opłat sądowych! Już od środy zapłacimy krocie za pozew

Tak zwaną sieć tworzą 594 szpitale, w których w sumie jest ponad 145 tysięcy łóżek. Placówki zostały podzielone na kilka poziomów. Do poziomu szpitali I stopnia zakwalifikowano 283 placówki, a do szpitali II stopnia (realizujących bardziej skomplikowane świadczenia) - 96. Do szpitali III stopnia (wieloprofilowych szpitali specjalistycznych) - zakwalifikowano 62 placówki. Kontrola objęła 29 placówek w sześciu województwach: lubuskim, dolnośląskim, mazowieckim, podlaskim, pomorskim i śląskim.

Długi coraz większe
Jak wskazano w komunikacie, jednym z głównych celów utworzenia sieci szpitali było poprawienie ich sytuacji finansowej.  Powodem był szybki wzrost niezależnych od tych placówek kosztów, na które złożyły się między innymi ustawowe wzrosty wynagrodzeń lekarzy i pielęgniarek. Dodano, że wraz z utworzeniem sieci szpitali, istotnie zmienił się sposób finansowania tych placówek - teraz jest oparty przede wszystkim na ryczałcie wypłacanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia. 

- NFZ nie płaci jednak za świadczenia ponadlimitowe, nie gwarantują one także podwyższenia ryczałtu w przyszłości. Żeby szpital, który zrealizował świadczenia powyżej ryczałtu mógł dostać więcej pieniędzy z NFZ, inny z tego samego województwa musiałby ich wykonać mniej - czytamy w raporcie Izby.

W efekcie w pierwszych 3 kwartałach 2018 r. przychody skontrolowanych szpitali poszły w górę o 13 proc., ale jednocześnie koszty wzrosły o 17. Mimo zmian szpitale wciąż tonęły w długach. 23 z 29 z nich na koniec września 2018 r. odnotowało ujemny wynik finansowy.

Fikcyjna kompleksowość badań
Jednym z najważniejszych celów utworzenia sieci szpitali było poprawienie dostępu pacjentów do świadczeń specjalistycznych - chodziło o to, by chory był leczony kompleksowo i w skoordynowany sposób. To placówka, do której został skierowany miała mu zapewnić nie tylko świadczenia szpitalne, ale także po zabiegach czy badaniach - leczenie ambulatoryjne i rehabilitacyjne. Udzielanie takich świadczeń miało być podyktowane przede wszystkim potrzebami zdrowotnymi tych osób, a nie stanem finansów szpitala.

SPRAWDŹ TEŻ: Wódka drastycznie zdrożeje? Pół litra za 32 zł! Chcą minimalnej ceny alkoholu

Do sieci weszły jednak także takie placówki, które choć miały wymagane oddziały, to pacjentom niektórych z nich nie były w stanie zapewnić leczenia ambulatoryjnego. Z zebranych danych wynika, że zalecane im świadczenia pohospitalizacyjne otrzymało prawie 70 proc. chorych, ale mniej niż połowa uzyskała porady ambulatoryjne lub miała wyznaczony ich termin.

Wolne w łóżkach w szpitalach
Ogromne kolejki do lekarzy, a w szpitalach wolne łóżka za które i tak płacą podatnicy? Tej sprawie również przyjrzeli się kontrolerzy NIK. Ich zdaniem pożądany wskaźnik to około 80 procent, tymczasem - jak wynika z kontroli - w badanym okresie ponad połowa badanych oddziałów miała wskaźnik wykorzystania szpitalnych łóżek na poziomie poniżej 60 procent. Najwięcej niewykorzystanych łóżek było na oddziałach ginekologiczno-położniczych, neonatologicznych, pediatrycznych i okulistycznych.

- Zdaniem Izby sytuację można było poprawić przesuwając łóżka z tych oddziałów, w których występował ich nadmiar do tych, które miały niewystarczająco rozwinięte zaplecze infrastrukturalne, a także przekwalifikowania części z nich na łóżka o charakterze długoterminowym - czytamy w raporcie NIK.

Najnowsze