• Rząd Donalda Tuska musi załatać lukę budżetową w wysokości 6,2 mld zł w projekcie na 2027 rok.• Dziura powstała po niespodziewanym odrzuceniu przez Sejm podwyżki CIT dla firm o przychodach powyżej 50 mln euro, która miała zrekompensować zmiany w PIT. • Wiceminister finansów zapowiada konieczność pilnego szukania oszczędności, co oznacza trudne cięcia w zaplanowanych wydatkach państwa.• Przyszłość budżetu zależy teraz od Senatu oraz potencjalnego weta prezydenta, które mogłoby całkowicie zmienić sytuację podatkową w kraju.
Skąd wzięła się dziura budżetowa na 6,2 mld zł?
Wszystko rozbiło się o czwartkowe głosowanie w Sejmie. Posłowie pracowali nad dużą ustawą podatkową, której kluczowym elementem miała być podwyżka podatku CIT z 19 do 22 proc. dla firm o przychodach powyżej 50 mln euro. Pieniądze z tej operacji miały zrekompensować budżetowi straty wynikające z jednoczesnego podniesienia progów w podatku PIT. Mówiąc prościej: rząd Donalda Tuska chciał zabrać więcej największym, by oddać trochę pracownikom. Niespodziewanie, głównie przez głosy opozycji i kilku posłów z koalicji, poprawka usuwająca podwyżkę podatku została przyjęta.
Problem w tym, że rząd Donalda Tuska zdążył już przyjąć projekt budżetu na 2027 rok, w którym te dodatkowe miliardy były uwzględnione. Decyzja posłów oznacza, że w kasie państwa na przyszły rok zabraknie dokładnie 6,2 mld zł, tworząc potężną dziurę budżetową. Teraz Ministerstwo Finansów stoi przed ogromnym wyzwaniem – jak załatać ten ubytek.
Co to oznacza dla budżetu na 2027 rok?
Sprawę wyjaśnia wprost wiceminister finansów Jarosław Neneman. W rozmowie z Polską Agencją Prasową stwierdził, że rezygnacja z wyższego CIT oznacza konieczność szukania oszczędności w wydatkach. To nie jest dobra wiadomość, bo prawo jest w tej kwestii bezwzględne. Sejm, pracując nad budżetem, nie może zwiększyć zaplanowanego wcześniej deficytu. Nie da się więc po prostu dopisać brakujących miliardów do długu, który państwo i tak planuje zaciągnąć.
Projekt budżetu na 2027 rok zakłada dochody na poziomie 696,4 mld zł przy wydatkach rzędu 977,6 mld zł. Daje to deficyt w wysokości 281,2 mld zł. Kwota 6,2 mld zł to niby tylko około 0,6 proc. wszystkich planowanych wydatków, ale w praktyce znalezienie konkretnych pozycji do cięć jest politycznie i społecznie bardzo trudne. Rząd musi teraz znaleźć oszczędności, co oznacza, że pieniędzy zabraknie na któryś z zaplanowanych celów, a to z pewnością wywoła sprzeciw.
Jaka jest przyszłość podwyżki CIT?
Rząd ma jeszcze kilka możliwości. Pierwsza to liczyć na Senat. Jeśli senatorowie przywrócą zapis o podwyżce podatku dla korporacji, ustawa wróci do Sejmu. Wtedy jednak koalicja rządząca będzie musiała dopilnować, by wszyscy jej posłowie – w tym ci z PSL, którzy poprzednio zagłosowali inaczej – poparli rządowy projekt. To będzie prawdziwy test spójności dla zaplecza premiera Donalda Tuska.
Ostatnią instancją jest prezydent Karol Nawrocki. Nawet jeśli ustawa przejdzie przez parlament, prezydent może ją zawetować. Co ciekawe, z czysto finansowego punktu widzenia, jego weto byłoby dla budżetu mniej bolesne niż obecna sytuacja. Weto prezydenta Karola Nawrockiego unieważniłoby bowiem całą ustawę – przepadłaby zarówno podwyżka CIT, jak i zmiany w PIT, co per saldo byłoby dla finansów państwa lepsze niż pozostawienie samych obniżek podatków bez ich zrównoważenia. Najbliższe tygodnie pokażą, czy rządowi uda się wyjść z pułapki, którą częściowo sam na siebie zastawił.
