Inflacja w Polsce uderzy z nową siłą. Szczyt dopiero przed nami

Inflacja w Polsce we wrześniu 2026 roku wyniosła 4,0 proc., ale to dopiero początek drożyzny. Ekonomiści mBanku przedstawili nowe prognozy inflacji, z których wynika, że szczyt wzrostu cen nadejdzie na początku 2027 roku. Wskaźnik ma wtedy sięgnąć poziomu ok. 5 proc.

Kobieta z dzieckiem na ręku stoi przed sklepową lodówką z nabiałem. O prognozach inflacji przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: petrenkod/ Getty Images Zakupy z dzieckiem bez awantury? Ten trik działa lepiej niż obietnica słodyczy

Najnowsze dane o inflacji

Znamy już najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego. Niestety, nie są one optymistyczne i potwierdzają to, co każdy z nas widzi w sklepach i na stacjach benzynowych – jest coraz drożej. Informacje Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że inflacja w Polsce we wrześniu 2026 roku wyniosła 4,0 proc. rok do roku. To wyraźny skok w porównaniu z sierpniem, kiedy wzrost cen wynosił 3,4 proc.

Ekonomiści mBanku, którzy przeanalizowali te dane, nie mają wątpliwości. Ich zdaniem to dopiero zapowiedź tego, co czeka nas w najbliższych miesiącach. Choć do końca roku inflacja ma utrzymywać się na podobnym poziomie, to prawdziwe uderzenie drożyzny dopiero przed nami. Zgodnie z ich prognozą, szczyt inflacji przypadnie na styczeń 2027 roku, kiedy wskaźnik może zbliżyć się do poziomu 5 proc.

Dlaczego ceny rosną i co napędza inflację?

Jest drogo, a niestety wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze drożej. Warto wobec tego odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: co tak naprawdę podbija w Polsce ceny? Analitycy mBanku wskazują na kilka głównych powodów, ale jeden z nich wybija się na pierwszy plan i jest niezwykle głośny w ostatnim czasie.

Głównym winowajcą wrześniowego skoku inflacji są paliwa. Według ekonomistów mBanku ceny paliw poszybowały w górę aż o 36,1 proc. w skali roku, co jest głównym motorem napędowym obecnej drożyzny. Tylko w ciągu jednego miesiąca, w porównaniu z sierpniem, na stacjach płaciliśmy o 9,2 proc. więcej.

To jednak nie wszystko. Do wzrostu inflacji przyczyniły się również:

  • wyższe koszty ogrzewania,
  • zmiany cen w edukacji i transporcie.

Co ciekawe, analitycy zwracają uwagę na dość nieoczekiwane zjawisko – spadek tzw. inflacji bazowej (czyli wskaźnika cen po wyłączeniu najbardziej zmiennych kategorii, jak żywność i energia) z 3,3 proc. do 3,0 proc. To może sugerować, że presja na wzrost cen wewnątrz gospodarki na razie lekko osłabła. Niestety, to tylko chwilowa ulga, bo inne czynniki wkrótce znów pociągną wskaźnik w górę.

Kiedy czeka nas szczyt drożyzny i co dalej?

Najbliższe dwa miesiące to jeszcze nie koniec podwyżek, ale prawdziwy test dla naszych portfeli nadejdzie wraz z początkiem 2027 roku. To właśnie wtedy, według analityków, inflacja w Polsce osiągnie swój szczyt. Jak wynika z analizy ekspertów, nowe prognozy inflacji zakładają, że jej szczyt cenowy zobaczymy w styczniu 2027 roku, kiedy wskaźnik CPI osiągnie poziom około 5 proc.

Co będzie stało za tym wzrostem? Przyczyny będą miały charakter mocno podażowy, co oznacza, że wynikają głównie ze wzrostu kosztów, a nie z nadmiernego popytu.

Ekonomiści mBanku wskazują na trzy główne źródła nadchodzącej drożyzny:

  • dalsze podwyżki cen paliw,
  • drożejąca żywność,
  • nowe, wyższe taryfy za prąd i gaz.

Rząd Donalda Tuska może jednak spróbować złagodzić ten szok. Ekonomiści zwracają uwagę, że zwłaszcza w przypadku cen energii rząd ma dużą szansę na wprowadzenie działań osłonowych, które mogłyby "przytępić" te podwyżki.

Co na to wszystko Rada Polityki Pieniężnej? Wszystko wskazuje na to, że nie zdecyduje się na podnoszenie stóp procentowych, co byłoby złą wiadomością dla kredytobiorców. Analitycy mBanku oceniają, że RPP będzie chciała przeczekać ten trudny okres. W swojej analizie piszą wprost: „RPP będzie w naszej ocenie chciała przeczekać ten okres i koncentrować się na powrocie inflacji do granic celu (2,5 proc. - red.) w II połowie roku wraz z wygasaniem szoku".

Podsumowując: czeka nas trudny początek roku z wysoką inflacją, napędzaną głównie przez czynniki, na które nie mamy wpływu, jak ceny energii i paliw. Kluczowe będzie to, czy rząd zdecyduje się na działania osłonowe i jak szybko gospodarka poradzi sobie z tym podażowym szokiem.

Belka OSTRO o Glapińskim i Błaszczaku: "To stek bzdur i księgowe sztuczki!"
QUIZ: "Pieniądze to nie wszystko". Jak dobrze pamiętasz tę kultową komedię?
Pytanie 1 z 10
Tomasz, bohater film, wracając z gali został porwany przez mieszkańców upadłego PGR-u. Gdzie był przetrzymywany?
Kadr z filmu Pieniądze to nie wszystko

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki