Spis treści
Pakiet CPN 2026 odpowiedzią na rekordowe ceny paliw
Kierowcy w końcu mogli odetchnąć. 17 sierpnia 2026 roku rząd premiera Donalda Tuska zdecydował o częściowym przywróceniu programu "Ceny Paliwa Niżej", znanego szerzej jako pakiet CPN. To bezpośrednia reakcja na sytuację na stacjach, gdzie w ostatnich dniach ceny dosłownie wystrzeliły w kosmos.
Portal Interia Biznes wskazuje, że decyzja rządu nie wzięła się znikąd. To efekt gwałtownego kryzysu na światowych rynkach, wywołanego atakiem USA na Iran. W efekcie pod koniec ubiegłego tygodnia Polacy zobaczyli na pylonach najwyższe ceny w historii. Bezpośrednim powodem decyzji rządu były rekordowe ceny paliw, gdzie średnia cena oleju napędowego skoczyła w tydzień o 23 grosze, osiągając poziom 8,22 zł za litr. W tej sytuacji rząd postanowił działać, wprowadzając ponownie rozwiązanie, które po raz pierwszy zastosowano w marcu 2026 roku.
Ile można zaoszczędzić na pakiecie CPN?
Najważniejsza informacja dla każdego kierowcy jest prosta: tankowanie jest zauważalnie tańsze. Zgodnie z zapowiedziami premiera, dzięki przywróceniu programu, cena za litr benzyny i oleju napędowego powinna spaść o kwotę od 90 groszy do nawet 1 zł. W praktyce oznacza to, że tankując typowy 50-litrowy bak do pełna, w portfelu może nam zostać od 45 do 50 zł.
Głównym mechanizmem obniżającym ceny paliw w ramach pakietu CPN 2026 jest czasowe cięcie stawki podatku VAT z 23 do 8 procent. To właśnie ta zmiana ma bezpośrednie przełożenie na kwotę, jaką widzimy na rachunku. Rząd zadbał też o to, by obniżka faktycznie trafiła do kieszeni kierowców, a nie zwiększyła marże stacji. Wprowadzono bowiem maksymalne ceny paliw, a każda placówka, która sprzeda paliwo drożej, musi liczyć się z karą finansową sięgającą nawet miliona złotych.
Kiedy koniec CPN i co dalej z cenami paliw?
Rządowa pomoc dla kierowców ma niestety swoją datę ważności. Obniżki na stacjach to rozwiązanie wprowadzone na określony czas. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, przywrócony pakiet CPN 2026 będzie obowiązywał tylko do 31 sierpnia, co oznacza, że niższe ceny paliw skończą się wraz z wakacjami. Ta dwutygodniowa ulga będzie kosztować budżet państwa niemal pół miliarda złotych – dokładnie 495 mln zł. To spory wydatek, zwłaszcza jeśli przypomnimy, że pierwsza, wiosenna edycja programu pochłonęła już 4,7 mld zł.
Co dalej? To pytanie zadaje sobie dziś wielu Polaków. Sondaż pracowni SW Research dla "Rzeczpospolitej" nie pozostawia złudzeń: aż połowa z nas uważa, że rząd Donalda Tuska powinien kontynuować program obniżek. Przeciwnego zdania jest co czwarty ankietowany. To pokazuje, jak duża jest presja społeczna, by utrzymać ceny w ryzach. Na razie jednak nie ma żadnych decyzji o przedłużeniu pakietu. Kierowcy muszą więc liczyć się z tym, że od 1 września ceny na stacjach znów mogą gwałtownie wzrosnąć, wracając do poziomów sprzed interwencji rządu.
Tarcza może nie być konieczna?
Głos w tej sprawie zabrał analityk rynku paliw z biura Reflex, Rafał Zywert, który w rozmowie z „Faktem” studził emocje. Koniec Tarczy Paliwowej w 2026 roku nie musi oznaczać katastrofy dla portfeli kierowców, jak uspokaja ekspert. Jego zdaniem, choć program był znaczącym wydatkiem dla budżetu państwa, jego dalsze utrzymywanie w obecnych warunkach rynkowych może nie być konieczne.
Największą obawą jest scenariusz, w którym litr benzyny lub oleju napędowego miałby kosztować 8,50 zł, a nawet 9 zł. Analityk Rafał Zywert uważa jednak taki rozwój wypadków za mało prawdopodobny. Kluczem do zrozumienia tej prognozy jest sytuacja na światowych rynkach ropy naftowej. Ekspert zwraca uwagę, że notowania tego surowca od dłuższego czasu spadają, co działa na korzyść kierowców. To właśnie taniejąca ropa ma być głównym hamulcem dla podwyżek przy dystrybutorach. Zdaniem analityka Rafała Zywerta, scenariusz, w którym ceny paliw 2026 poszybowałyby do poziomu 8,50-9 zł za litr, jest mało prawdopodobny dzięki korzystnej sytuacji na rynku ropy. Mechanizm jest prosty: niższa cena surowca pozwala na obniżenie cen hurtowych, co daje pole do amortyzacji ewentualnych wzrostów wynikających ze zmian podatkowych czy likwidacji programów osłonowych.
Czego więc realnie mogą spodziewać się kierowcy tuż po wygaśnięciu Tarczy Paliwowej? Rafał Zywert przewiduje, że ceny na stacjach mogą na krótko wzrosnąć. To naturalna konsekwencja zakończenia programu, który sztucznie je obniżał. Jednocześnie podkreśla, że ten wzrost nie będzie ani gwałtowny, ani drastyczny. Spadki cen na rynku hurtowym, napędzane przez taniejącą ropę, powinny zadziałać jak poduszka powietrzna i zniwelować znaczną część podwyżki. Dlatego ostateczna prognoza cen paliw zakłada, że ewentualne podwyżki na stacjach zostaną w dużej mierze zamortyzowane przez spadki na rynku hurtowym. W efekcie kierowcy nie powinni spodziewać się powrotu do cenowych rekordów, a wizja paliwa po 9 złotych na razie pozostaje jedynie w sferze czarnych scenariuszy.