Spis treści
Koniec prac komisji. Co dalej z Adamem Glapińskim?
To koniec ważnego etapu w jednej z najgłośniejszych politycznych spraw ostatnich lat. Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej we wtorek zamknęła etap zbierania dowodów i przesłuchiwania świadków w sprawie wniosku o postawienie prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Nie oznacza to jednak, że posłowie skończyli pracę. Wręcz przeciwnie – teraz zaczyna się kluczowy moment.
– Zakończone zostało zbieranie materiałów dowodowych i przesłuchanie świadków. Rozpoczęliśmy przygotowywanie sprawozdania końcowego, które przedstawimy marszałkowi Sejmu – wyjaśnił po posiedzeniu przewodniczący komisji, poseł Zdzisław Gawlik z Koalicji Obywatelskiej.
Co to oznacza w praktyce? W najbliższy piątek, 9 października, komisja ma przyjąć ostateczny dokument. To w nim znajdzie się rekomendacja dla całego Sejmu: czy pociągnąć prezesa NBP do odpowiedzialności, czy jednak umorzyć postępowanie. Warto dodać, że sam prezes Adam Glapiński nie skorzystał z prawa do złożenia wyjaśnień przed komisją. Zdaniem posła Gawlika nie jest to jednak przeszkodą w ocenie zarzutów.
Jakie zarzuty ciążą na prezesie NBP?
Cała sprawa ma swoje korzenie w kampanii wyborczej z 2023 roku, kiedy to premier Donald Tusk zapowiedział pociągnięcie prezesa NBP do odpowiedzialności. W marcu 2024 roku grupa posłów koalicji rządzącej złożyła w Sejmie obszerny, wstępny wniosek. Zarzuty są poważne. Główny dotyczy naruszenia konstytucji i ustaw, m.in. przez pośrednie finansowanie deficytu budżetowego w ramach skupu aktywów w latach 2020-2021. Mówiąc prościej, chodzi o operacje, które zdaniem wnioskodawców przypominały „drukowanie pustego pieniądza” w celu łatania dziury w finansach państwa.
We wniosku znalazły się również oskarżenia o prowadzenie tego skupu bez odpowiedniej zgody Rady Polityki Pieniężnej oraz o upolitycznienie banku centralnego, co jest sprzeczne z nakazem apolityczności prezesa NBP. Sam Narodowy Bank Polski od początku uważa zarzuty za całkowicie bezpodstawne, a całą procedurę za próbę sparaliżowania prac banku. Już w lutym 2026 roku minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapewniał, że rząd nie wycofuje się z planów postawienia prezesa Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu.
Długa droga przed Trybunał Stanu. Jakie są szanse?
Sprawozdanie, które komisja przyjmie w piątek, trafi na biurko marszałka Sejmu, a potem pod obrady całej izby. To posłowie w głosowaniu zdecydują o losie prezesa Adama Glapińskiego. Droga do postawienia go przed Trybunałem Stanu jest jednak prawnie skomplikowana i politycznie wyboista.
Uchwałę o pociągnięciu prezesa NBP do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu Sejm podejmuje bezwzględną większością głosów. Musi być przy tym obecna co najmniej połowa ustawowej liczby posłów, czyli minimum 230 osób. Oznacza to, że „za” musi zagłosować więcej posłów niż suma głosów „przeciw” i „wstrzymujących się”. To wysoki próg, wymagający pełnej mobilizacji koalicji rządzącej.
Gdyby Sejm przegłosował wniosek, prezes NBP z automatu zostałby zawieszony w pełnieniu obowiązków. Tu jednak pojawia się kolejna przeszkoda – wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2024 roku, który zakwestionował te przepisy. Sprawa jest więc wielowątkowa, a jej finał niepewny. Druga i ostatnia kadencja prezesa Adama Glapińskiego na stanowisku szefa banku centralnego kończy się w czerwcu 2028 roku. Polityczna batalia o jego przyszłość wchodzi właśnie w decydującą fazę.
