Mapa Polski za 200 tys. zł wywołała burzę. Błędy czy nowa wizja?

Nowa mapa regionów etnograficznych Polski wywołała w sieci prawdziwą burzę. Dzieło, za które Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi zapłacił blisko 200 tys. zł, zdaniem krytyków zawiera kompromitujące błędy, takie jak umieszczenie Żuław na Kaszubach. Instytut odpiera jednak zarzuty.

Kolorowa mapa regionów etnograficznych Polski przygotowana przez NIKiDW. O kontrowersyjnym projekcie przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi/ Facebook

Burza w sieci wokół mapy. Co zarzucają jej krytycy?

Zdecydowana większość Polaków pochodzi siłą rzeczy z jakiegoś regionu Polski, który w mniejszym, bądź większym stopniu wyróżnia się spośród innych tradycjami ludowymi, muzyką, dialektem itd. Niektórzy silniej odczuwają regionalne przywiązania, inni zdają się przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Nie jest też żadną tajemnicą, że historyczne regiony naszego kraju - delikatnie mówiąc - nie pokrywają się w większości z podziałem administracyjnym współczesnej Polski. Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi postanowił, że opracuje interaktywną mapę etnograficzną kraju i... rozpętała się burza.

Miało być nowocześnie i edukacyjnie, a wyszło bardzo kontrowersyjnie. Kiedy na początku października Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi opublikował w internecie swoją nową, interaktywną mapę Polski, nikt nie spodziewał się takiej reakcji. Projekt „Etnoportal – Dziedzictwo Polskiej Wsi” miał w przystępny sposób pokazywać zróżnicowanie kulturowe naszego kraju. Zamiast tego wywołał lawinę krytyki, a pod postem instytutu na Facebooku zawrzało.

„Kto tworzył tę mapkę? AI?” – to jedno z łagodniejszych pytań, jakie pojawiły się w komentarzach. Internauci i regionaliści szybko zaczęli wytykać błędy, które ich zdaniem są wręcz kompromitujące. Najwięcej emocji wzbudziło umiejscowienie Żuław Gdańskich na Kaszubach, zaliczenie Bydgoszczy do Wielkopolski czy włączenie Wysoczyzny Elbląskiej do Powiśla. Krytykowano też zbyt szerokie potraktowanie kategorii „górali polskich” i wydzielenie Śląska Opolskiego z Górnego Śląska.

Głos w dyskusji zabrał między innymi dr Michał Kargul, wiceprezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego do spraw kociewskich. Jego zdaniem mapa jest „dramatyczna” i „kompromitująca autorów”. 

Nikt nie traktowałby poważnie jakiegokolwiek słownika, w którym roiło by się od błędów ortograficznych i gramatycznych. Na poziomie trzeciej klasy podstawówki... A to niestety dokładnie taki przypadek – ocenił ostro regionalista. 

Zarzucił twórcom, że bezmyślnie przypisali istniejące powiaty do historycznych regionów, nie mając pojęcia o lokalnej specyfice i wrażliwości mieszkańców. Rzeczywiście, przyznać trzeba, że mapa sprawia wrażenie stworzonej od początku z chęcią dostosowania współczesnych realiów administracyjnych do kulturowo-historycznych granic kraju. Dlatego też wiele jej elementów wygląda dość kuriozalnie.

Ile kosztowała mapa i kto za nią odpowiada?

Kontrowersje wokół mapy to nie tylko kwestia błędów merytorycznych. Sprawa ma też swój wymiar finansowy i polityczny. Jak poinformował "Rzeczpospolitą" Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi, projekt Etnoportalu kosztował do tej pory łącznie 193,4 tys. zł. Za realizację serwisu od strony merytorycznej odpowiadają pracownicy instytutu. Czyli konkretnie kto?

Sam instytut jest jednostką podległą Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi, którym kierują politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jak pisała już wcześniej „Rzeczpospolita”, instytucja ta stała się przystanią dla działaczy Związku Młodzieży Wiejskiej, dawnej młodzieżówki PSL. Z tego środowiska wywodzi się między innymi dyrektorka instytutu, Nina Sapa.

Warto dodać, że w 2024 roku kandydowała ona bez powodzenia do sejmiku województwa małopolskiego z list Trzeciej Drogi. Te powiązania sprawiają, że projekt jest analizowany nie tylko pod kątem etnograficznym, ale również przez pryzmat politycznych nominacji i wydatkowania publicznych pieniędzy. Szkoda jedynie, że spadkobiercy ruchu ludowego, tak przecież zasłużonego dla historii Polski, w fundamentalnym dla siebie temacie - historii i kultury wsi - popełniają tak kontrowersyjne faux pas.

Eksperci podzieleni. Czy da się narysować idealną mapę regionów?

Choć ostra krytyka regionalistów i internautów zdominowała dyskusję, to w środowisku naukowym głosy są bardziej zróżnicowane, aczkolwiek również nie wolne od daleko posuniętego sceptycyzmu. Okazuje się, że problem nie jest tak czarno-biały, jak mogłoby się wydawać. Ocenę sytuacji przedstawia dr Arkadiusz Jełowicki, kustosz w Muzeum Narodowym Rolnictwa w Szreniawie i etnograf, który sam przyznaje, że miał do mapy liczne uwagi, jeszcze zanim została opublikowana.

Zrobiłbym to inaczej – mówi wprost, wskazując, że granice Wielkopolski uważa za niewłaściwe, a przypisanie Bydgoszczy do Krajny za dyskusyjne.

To jednak nie koniec jego zastrzeżeń. Etnograf zwraca również uwagę, że na mapie przygotowanej przez instytut granice Kaszubszczyzny zostały wyznaczone zbyt daleko na zachód. Co więcej, dr Arkadiusz Jełowicki poddaje w wątpliwość, czy dziś można w ogóle mówić o istnieniu takich regionów jak Ziemia Lubuska, Łużyce czy Ziemia Sieradzko-Łęczycka, które znalazły się na mapie.

Mimo to naukowiec docenia trud i odwagę twórców. Jego zdaniem, stworzenie jednej, powszechnie akceptowalnej mapy regionów etnograficznych jest praktycznie niemożliwe. Wyjaśnia, że na dzisiejsze granice kulturowe wpływa nie tylko historia, ale przede wszystkim tożsamość mieszkańców, lokalne gwary, stroje, a nawet aspiracje terytorialne. Dr Jełowicki tłumaczy, że granica dla kartografa i etnografa to dwie zupełnie różne rzeczy.

Dla kartografa granica jest linią dokładnie wyznaczoną w terenie (zwłaszcza dziś, w epoce GPS). Dla etnografa to pas pomiędzy grupami kulturowymi. Może on być linią, ale częściej to strefa pograniczna, która może mieć 5, 50 czy 200 km szerokości - zaznacza etnograf w "Rzeczpospolitej".

Ekspert podkreśla, że każda próba narysowania sztywnych granic na tak płynnej materii, jaką jest kultura, musi budzić emocje, a idealna mapa regionów etnograficznych jest w zasadzie naukowym konstruktem, który rzadko kiedy pokrywa się z wyobrażeniami wszystkich mieszkańców. To właśnie dlatego spory o to, gdzie kończą się Kaszuby, a zaczyna Kociewie, mogą trwać w nieskończoność.

Instytut broni swojego dzieła

Jak na całe zamieszanie reaguje sam Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi? Początkowo można było odnieść wrażenie, że instytucja próbuje wycofać się rakiem z całego projektu. W jednym z wpisów NIKiDW na Facebooku napisano, że grafika to tylko „poglądowy obrazek”, który miał przyciągnąć uwagę. Jednak w oficjalnym stanowisku przesłanym redakcji "Rzeczpospolitej" Instytut twardo broni swojego dzieła.

Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi przekonuje, że powstanie mapy poprzedzone było szeroką analizą monografii, prac zbiorowych i konsultacjami z etnologami z całego kraju. Jak wyjaśniają jego przedstawiciele, pierwsza cyfrowa wersja mapy powstała we współpracy z Instytutem Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN już w 2025 roku, a następnie została poddana ogólnopolskim konsultacjom w ramach porozumienia z Polskim Towarzystwem Ludoznawczym.

Instytut podkreśla, że stworzenie mapy satysfakcjonującej wszystkich jest po prostu niemożliwe.

Zaprezentowanie stanu w procesie tworzenia, podtrzymywania lub rozpadu tożsamości lokalnych zawsze budzi emocje. Procesy te mają charakter niejednorodny, stąd granice pomiędzy regionami etnograficznymi są płynne w czasie i przestrzeni, a same regiony niejednorodnie redefiniują swoją odrębność od sąsiednich - można przeczytać w oświadczeniu wysłanym do "Rzeczpospolitej". 

Twórcy mapy dodają, że lokalni działacze często mają w głowie i sercu swoje własne, bardzo konkretne wersje granic, których „zaciekle bronią”, a szersza, ogólnokrajowa perspektywa etnograficzna bywa z nimi nie do pogodzenia.

Innymi słowy, to, co dla jednych jest błędem, dla innych jest próbą naukowego ujęcia skomplikowanej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości kulturowej Polski.

Złoty Laur 2026 - Aleś Bialacki
Quiz. Polskie potrawy regionalne. Wiesz, co jada się na Podhalu, a co na Mazowszu?
Pytanie 1 z 15
Małdrzyki to tradycyjne placki z twarogu. Serwuje się je:

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki