Spis treści
Miliard złotych kary dla Meta. O co chodzi we wniosku Gawkowskiego?
Cierpliwość polskiego rządu się skończyła. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski uważa, że platformy takie jak Facebook czy Instagram muszą wziąć pełną odpowiedzialność za to, co się na nich dzieje. Chodzi przede wszystkim o falę oszustw i fałszywych reklam, które zalewają profile polskich użytkowników. Skala problemu jest tak duża, że ministerstwo postanowiło sięgnąć po najcięższe działa.
Po analizie materiałów i kolejnych doniesień medialnych, wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wysłał do Komisji Europejskiej formalny wniosek o nałożenie na Metę kary w wysokości 250 mln euro. Pismo w tej sprawie, datowane na 26 sierpnia 2026 roku, trafiło na biurko wiceprzewodniczącej wykonawczej KE do spraw suwerenności technologicznej, Henny Virkkunen.
Platformy cyfrowe muszą ponosić pełną odpowiedzialność za swoje działania i dlatego zawnioskowałem o nałożenie na Metę kary w wysokości miliarda złotych. Po analizie materiałów, w tym tych otrzymanych od Meta, a także kolejnych doniesień medialnych o braku kontroli nad publikowanymi treściami, wysłałem właśnie do Komisji Europejskiej formalny wniosek o ukaranie platformy kwotą 250 mln euro. Bezczynność i nieskuteczność w zwalczaniu szkodliwych dla Polaków reklam i oszukańczych treści nie będzie tolerowana. Oczekuję, że Komisja Europejska szybko przeprowadzi postępowanie i nałoży karę. Dowodów jest aż nadto. Wzywam dodatkowo Metę do natychmiastowego wprowadzenia skutecznych narzędzi eliminujących scam, fałszywe reklamy i promowanie nielegalnych aplikacji. Ten dziki zachód na platformie musi się skończyć – napisał wicepremier Gawkowski.
Dlaczego Meta miałaby zapłacić tak wysoką karę?
Decyzja ministra Gawkowskiego nie wzięła się znikąd. To efekt narastającej od miesięcy frustracji związanej z biernością koncernu Marka Zuckerberga. Główny zarzut jest prosty: Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, nie radzi sobie z plagą oszustw i fałszywych reklam, a polscy urzędnicy mają na to twarde dowody.
Kroplą, która przelała czarę goryczy, były wyniki testu przeprowadzonego przez CERT Polska, czyli zespół działający w strukturach państwowego instytutu badawczego NASK. Specjaliści zgłosili do Mety 122 reklamy, które jednoznacznie zakwalifikowali jako oszustwa. Reakcja platformy była szokująca. W aż 106 przypadkach, co stanowi blisko 87 procent wszystkich zgłoszeń, Meta odmówiła usunięcia fałszywych reklam. Tylko 10 z nich zniknęło z serwisu.
Problem dotyczy m.in. reklam wykorzystujących bezprawnie wizerunek znanych osób, jak choćby prezesa InPostu, Rafała Brzoski. Mimo że Ministerstwo Cyfryzacji już wcześniej wzywało Metę do wyjaśnień i zmiany polityki, odpowiedź firmy uznano za „niesatysfakcjonującą”. Wniosek o karę do Komisji Europejskiej był więc kolejnym, znacznie ostrzejszym krokiem w tym sporze.
Jak Meta odpowiada na zarzuty polskiego rządu?
Koncern Meta, postawiony pod ścianą, nie chowa głowy w piasek, ale jego odpowiedź trudno uznać za przełomową. Firma przesłała do Ministerstwa Cyfryzacji pismo, w którym zaproponowała spotkanie wicepremierowi Gawkowskiemu i jego zespołowi. Cel? Omówienie działań i zacieśnienie współpracy. Jednocześnie Meta przyznaje, że nie ma jednego, cudownego sposobu na całkowite wyeliminowanie oszustw.
Firma broni się, przedstawiając własne statystyki. Według danych Mety, od lipca 2025 do czerwca 2026 roku usunięto około 137 tysięcy reklam z Polski, które naruszały zasady dotyczące oszustw, a także 380 tysięcy innych treści z Facebooka, Instagrama i Threads. Koncern podkreśla, że ponad 90 procent z tych materiałów zostało usuniętych, zanim ktokolwiek zdążył je zgłosić. To ma dowodzić, że ich systemy działają.
Meta deklaruje też, że zamierza rozszerzyć proces weryfikacji reklamodawców. Do końca 2026 roku zweryfikowane podmioty mają odpowiadać za 90 proc. globalnych przychodów firmy z reklam. Wygląda jednak na to, że dla polskiego rządu to wciąż za mało. Argumenty i statystyki przedstawione przez giganta nie powstrzymały ministra Gawkowskiego przed złożeniem wniosku o gigantyczną karę.
Co to jest akt o usługach cyfrowych (DSA)?
Całe to zamieszanie i wniosek o karę nie byłyby możliwe, gdyby nie nowe, potężne narzędzie, które od niedawna ma w rękach Unia Europejska. Mowa o Akcie o usługach cyfrowych, w skrócie DSA (z ang. Digital Services Act). To rewolucyjne prawo, które w pełni obowiązuje w całej Unii od 17 lutego 2024 roku.
Mówiąc najprościej, DSA kończy erę bezkarności internetowych gigantów. Rozporządzenie nakłada na platformy takie jak Meta, Google czy TikTok bezpośrednią odpowiedzialność za treści, które się na nich pojawiają. Zmusza je do aktywnej walki z dezinformacją, mową nienawiści, a przede wszystkim – z nielegalnymi treściami, takimi jak oszukańcze reklamy i próby wyłudzeń.
To właśnie na podstawie aktu o usługach cyfrowych wicepremier Gawkowski domaga się tak wysokiej kary dla Meta za bierność wobec oszustw na Facebooku. Nowe przepisy dają bowiem organom państwowym i samej Komisji Europejskiej prawo do nakazywania blokowania szkodliwych treści, a w razie braku współpracy – do nakładania dotkliwych kar finansowych. Sprawa polskiego wniosku będzie więc jednym z pierwszych tak poważnych testów skuteczności DSA w praktyce i może stworzyć precedens, który wpłynie na działanie platform w całej Europie.
