- Szef Ryanair ostrzega przed znacznym wzrostem cen biletów lotniczych, jeśli rekordowo drożejąca ropa (blisko 110 dol. za baryłkę) utrzyma wysoki poziom, co może skutkować cięciami w siatce połączeń.
- Wizz Air deklaruje, że nie planuje wprowadzać ogólnych podwyżek cen biletów ani dopłat paliwowych w bezpośredniej reakcji na obecne wahania cen paliwa.
- Przewoźnik zabezpieczył 76% zapotrzebowania na paliwo w bieżącym roku finansowym i 39% na pierwszą połowę następnego, co chroni przed krótkoterminowymi wahaniami cen.
- Wizz Air nie zamierza ograniczać ruchu lotniczego ani ciąć zatrudnienia, a jego siatka połączeń będzie zarządzana dynamicznie w zależności od popytu, nie cen paliwa.
Rosnące ceny paliw i ostrzeżenie Ryanaira
Ceny ropy naftowej na światowych rynkach osiągnęły poziomy nienotowane od lat, zbliżając się do 110 dolarów za baryłkę. Taka sytuacja bezpośrednio wpływa na koszty paliwa lotniczego, które jest jednym z głównych składników wydatków przewoźników. Jako pierwszy na możliwe konsekwencje dla pasażerów zwrócił uwagę Michael O'Leary, szef Ryanaira. — Jeśli ropa pozostanie droga również w przyszłym roku, nastąpi znaczny wzrost cen biletów lotniczych — ostrzegł. Największy tani przewoźnik w Europie zapowiedział już także cięcia w siatce połączeń na okres jesienno-zimowy, co dodatkowo zaniepokoiło podróżnych.
Jakie jest stanowisko Wizz Air w sprawie podwyżek cen biletów?
Węgierski przewoźnik, który jest jednym z kluczowych graczy na polskim rynku, przedstawia odmienne stanowisko. Jak poinformował „Fakt” Salvatore Gabriele Imperiale, rzecznik prasowy Wizz Air, obecna presja kosztowa w branży nie skłania linii do ograniczania siatki połączeń. Najważniejszą informacją dla pasażerów jest jednak deklaracja dotycząca kosztów podróży. — Jako Wizz Air nie pobieramy dopłat paliwowych i nie planujemy wprowadzać ogólnej podwyżki cen biletów w bezpośredniej reakcji na obecne wahania cen paliwa — zapewnia w rozmowie z "Faktem" Salvatore Gabriele Imperiale. Rzecznik podkreślił, że ewentualne zmiany w ofercie wynikają przede wszystkim z analizy popytu i sezonowości, a nie bezpośrednio z kosztów tankowania samolotów.
