- Prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, blokując jej wejście w życie.
- Główny zarzut dotyczy naruszenia konstytucyjnej zasady "Lex retro non agit" (prawo nie działa wstecz).
- Ustawa miałaby opodatkować dochody uzyskane już od marca 2026 roku, mimo że wejdzie w życie dopiero w sierpniu.
- Prezydent nie podpisze ustawy, co do której istnieją poważne wątpliwości konstytucyjne, czekając na rozstrzygnięcie Trybunału.
Dlaczego prezydent zawetował podatek od zysków firm paliwowych?
Prezydent Karol Nawrocki zdecydował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego ustawy, która miała opodatkować ponadprzeciętne zyski firm paliwowych. Jak poinformowała jego kancelaria, powodem jest poważna wątpliwość, czy nowe przepisy są zgodne z konstytucją. Chodzi o jedną z fundamentalnych zasad państwa prawa: prawo nie może działać wstecz.
Mówiąc prościej, rząd Donalda Tuska chciał, aby ustawa weszła w życie w sierpniu 2026 roku, ale nowy podatek miał objąć zyski, które koncerny osiągnęły już od marca. Według prezydenta Karola Nawrockiego to niedopuszczalna próba nałożenia podatku od nadzwyczajnych zysków z mocą wsteczną. To tak, jakby ktoś dzisiaj wprowadził opłatę za coś, co zrobiłeś legalnie pół roku temu.
„Jedna z podstawowych gwarancji wolności w państwie prawa wyrażona jest w łacińskiej formule: Lex retro non agit, czyli prawo nie działa wstecz” – podkreślił prezydent Karol Nawrocki w komunikacie. Jego zdaniem nie można podpisać ustawy, która tak rażąco łamie tę zasadę.
Co dalej z podatkiem i jakie będą ceny paliw?
Decyzja prezydenta oznacza, że ustawa na razie nie wejdzie w życie. Jej los leży teraz w rękach sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy ocenią, czy zarzuty głowy państwa są zasadne. To może potrwać wiele miesięcy. Do czasu wydania orzeczenia firmy paliwowe nie muszą martwić się nowym obciążeniem.
Dla kierowców to informacja o dwojakim znaczeniu. Z jednej strony, brak nowego podatku oznacza, że koncerny paliwowe nie będą miały dodatkowego powodu, by podnosić ceny na stacjach w celu zrekompensowania sobie strat. Z drugiej strony, pieniądze z podatku miały zasilić budżet państwa, a ich brak może oznaczać, że rząd Donalda Tuska będzie szukał dochodów gdzie indziej, co w przyszłości może wpłynąć na ostateczne ceny paliw. Na razie jednak sytuacja pozostaje bez zmian, a wszystko zależy od tego, co postanowi Trybunał.
Polecany artykuł: