Skąd wziął się pomysł podatku wojennego?
Wszystko zaczęło się od wypowiedzi Ludwika Koteckiego, członka Rady Polityki Pieniężnej, w rozmowie z money.pl. Jego zdaniem rosnące wydatki na obronność, sięgające nawet 4% PKB, w połączeniu z wysokim deficytem budżetowym, tworzą sytuację nie do utrzymania. Kotecki zasugerował, że Polska ma "szwedzkie wydatki i irlandzkie podatki", co jest trudne do pogodzenia.
Wskazał, że aby ustabilizować finanse publiczne w obliczu konieczności modernizacji armii, konieczne mogą być radykalne kroki. Wśród nich wymienił czasowe zawieszenie części świadczeń socjalnych, takich jak 800 plus, "babciowe" czy 14. emerytura. Jako jedno z potencjalnych rozwiązań tego problemu, Kotecki wymienił wprowadzenie specjalnego, czasowego podatku wojennego, który mógłby obowiązywać przez około pięć lat.
Co z 800 plus i 14. emeryturą?
Propozycja członka RPP wywołała zrozumiały niepokój, zwłaszcza wśród osób korzystających ze wsparcia państwa. Ludwik Kotecki argumentował, że w obecnej sytuacji geopolitycznej priorytety państwa muszą ulec zmianie, a pieniądze ze świadczeń socjalnych mogłyby zostać przeznaczone na zbrojenia. Podkreślił, że bez trudnych decyzji, zwycięzca wyborów w 2027 roku stanie przed ogromnym wyzwaniem finansowym.
Jest jednoznaczna deklaracja rządu
W odpowiedzi na narastające spekulacje Ministerstwo Obrony Narodowej wydało jednoznaczne oświadczenie, ucinając wszelkie domysły. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk w rozmowie z Wirtualną Polską stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom.
Chcę jasno i wyraźnie powiedzieć: nie ma i nie będzie żadnego podatku wojennego. Nie ma żadnych prac w tej sprawie
– zadeklarował wiceminister. Podkreślił, że rząd nie planuje wprowadzać nowej daniny na cele obronne. Podobne stanowisko zajął wcześniej minister finansów Andrzej Domański, który również potwierdził, że w jego resorcie nie toczą się prace nad takim podatkiem. Rząd podkreśla, że środki na modernizację armii są zabezpieczone, a dyskusje na temat cięć w programach socjalnych toczą się jedynie w gronie publicystów i niektórych ekspertów.