- Lewica proponuje nowy podatek od nieruchomości od 2027 r., który zastąpi obecny system i obejmie wszystkich właścicieli mieszkań.
- Właściciele jednego mieszkania zapłacą więcej niż obecnie (np. w Warszawie 109 zł zamiast 62,50 zł za 50 mkw.), a podatek będzie uzależniony od wartości nieruchomości w danej gminie.
- Od trzeciego mieszkania stawka podatku będzie znacznie wyższa, docelowo wynosząc 1,5% wartości (np. w Warszawie nawet 8210 zł rocznie za 50 mkw.), co ma ograniczyć kumulowanie mieszkań w celach inwestycyjnych.
- Eksperci wskazują na wady projektu, m.in. potencjalne problemy z wyceną nieruchomości i ryzyko przeniesienia wyższych kosztów na najemców.
Co zakłada projekt nowego podatku od nieruchomości Lewicy?
Pomysł, za którym stoi między innymi posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska, to prawdziwa rewolucja w opodatkowaniu mieszkań. Zamiast płacić podatek liczony od metrażu, mielibyśmy płacić opłatę uzależnioną od wartości nieruchomości. Zmiana ma wejść w życie w 2027 roku i dotknie każdego właściciela, nawet jeśli ma tylko jedno mieszkanie.
Jak będzie wyliczana wartość? Na początku na podstawie wskaźnika kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni, który ustala wojewoda dla danego regionu. Docelowo, od 2028 roku, podstawą mają być dane z nowego Portalu Danych o Obrocie Mieszkaniami (DOM). Projekt ustawy Lewicy zakłada wprowadzenie nowego podatku od nieruchomości, który byłby liczony od wartości mieszkania, a nie, jak dotychczas, od jego powierzchni. To fundamentalna zmiana, która sprawi, że opłaty wzrosną, szczególnie w miastach z wysokimi cenami lokali.
Jka ywlicza "Fakt", dziś właściciel 50-metrowego mieszkania w Warszawie płaci rocznie maksymalnie 62,50 zł (stawka 1,25 zł za m kw.). Propozycja Lewicy zakłada, że stawka dla pierwszego i drugiego mieszkania wyniesie 0,02 proc. jego wartości. Co to oznacza w praktyce? Dla tego samego 50-metrowego lokalu w stolicy, gdzie wskaźnik odtworzeniowy jest wysoki, roczna opłata skoczyłaby do około 109 zł.
Podobne podwyżki odczuliby właściciele w innych dużych miastach. W Krakowie opłata wzrosłaby z 62,50 zł do ponad 95 zł, a we Wrocławiu do blisko 103 zł. Nowy podatek katastralny od pierwszego i drugiego mieszkania wyniósłby 0,02 proc. jego wartości, co dla właściciela 50-metrowego lokalu w Warszawie oznacza podwyżkę z 62,50 zł do około 109 zł rocznie. Nawet w miastach z niższymi wskaźnikami, jak Łódź, podatek wzrósłby z 62,50 zł do prawie 70 zł.
Wyższy podatek za trzecie mieszkanie ma ukrócić "flipowanie"
Prawdziwy skok w opłatach czeka jednak tych, którzy posiadają trzy lub więcej mieszkań. Projekt zakłada, że od trzeciej nieruchomości stawka podatku wyniesie na start 0,5 proc. wartości, a docelowo ma wzrosnąć do 1,5 proc. Dla właściciela trzeciego 50-metrowego mieszkania w Warszawie oznaczałoby to roczny podatek w wysokości 2 737 zł, który z czasem urósłby do ponad 8 200 zł.
Jak czytamy w uzasadnieniu projektu, celem jest walka ze spekulacją. "Posiadanie większej liczby mieszkań związane jest często z lokowaniem kapitału, zarobkiem na wynajmie lub szybkim obrotem rynkowym poprzez tzw. flipowanie mieszkań [...]. W takich przypadkach podatek od nieruchomości powinien być większy" – argumentują autorzy. Projekt przewiduje jednak zwolnienia z podwyższonej stawki m.in. dla mieszkań komunalnych, społecznych czy budynków ze schronami.
Ekspert krytykuje pomysł. "Wyższe podatki mogą zostać przerzucone na najemców"
Pomysł Lewicy ma jednak poważne wady, na które zwraca uwagę Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Jego zdaniem opieranie się na średnich wskaźnikach może być niesprawiedliwe i nie oddawać realnej wartości konkretnego lokalu. "W efekcie wyliczenia podatku mogą być kwestionowane, co generuje dodatkowe zamieszanie administracyjne" – mówi ekspert w rozmowie z "Faktem".
Wskazuje też na inny problem – trudności w ustaleniu, które mieszkanie jest pierwsze, a które trzecie, gdy mają różną wartość. Największe ryzyko dotyczy jednak lokatorów. Błeszyński ostrzega, że wprowadzenie nowego podatku od nieruchomości może skutkować tym, że wyższe koszty zostaną po prostu przerzucone na najemców w postaci wyższego czynszu. W ten sposób, zamiast ukrócić spekulację, ustawa uderzyłaby w osoby, które nie mogą pozwolić sobie na własne mieszkanie.
Źródło: Fakt.pl