- Orlen obniża hurtowe ceny paliw. Co to oznacza dla kierowców?
- Dlaczego na stacjach nie będzie taniej? Chodzi o marże.
- Sytuacja na świecie się uspokaja. Co wpływa na niższe ceny ropy?
- Wysokie koszty transportu wciąż hamują obniżki.
Jaka jest różnica cenowa po decyzji Orlenu?
Cena benzyny 95 w hurcie i diesla jest najtańsza od dwóch i pół tygodnia, gdyż kosztuje odpowiednio – o 12 gr i o 11 gr na litrze mniej. To wynik decyzji Orlenu, który postanowił obniżyć ceny. Porównanie cenowe jest tym bardziej wyraziste z notowaniami sprzed dwóch tygodni, kiedy to drożyzna paliwowa osiągnęła szczyt. Różnica, o której mówimy, wynosi dla benzyny 95 już 34 grosze, zaś dla diesla – 31 groszy na litrze.
Co bardzo istotne dla konsumentów detalicznych, opisywane zmiany nie muszą znaleźć realnego odbicia na stacjach benzynowych. WNP wskazuję że nie oznacza to jednak braku jakichkolwiek zmian, gdyż nie należy się po prostu spodziewać, że ceny znów zaczną dramatycznie rosnąć. W wyniku tego, stacje benzynowe wrócą najprawdopodobniej do trochę większych marż dla siebie. Dlaczego? Wedle dostępnych danych, ostatnie tygodnie to sytuacja, w której diesel był sprzedawany z marżą około zera, a nawet ujemną.
Reakcja rynków światowych
Rynki światowe również reagują na zmiany, gdyż od szczytu cenowego sprzed ok. dwóch tygodni, gaz i diesel w Europie sukcesywnie tanieją. Nie oznacza to oczywiście, że nie pojawiają się „mocne odbicia”, ale Brent zakończył wczorajszy handel na pułapie 12,59 dolara za baryłkę, co nastąpiło po spadku o 2,6 procent.
Ile kosztował kontrakt na europejski olej napędowy, który zawarto na listopad? Portal WNP informuje, że to około 1376 dolarów za tonę, a to znaczy, że jest to zauważalnie mniej, bo aż o 7,3 proc. niż 15 września. Jeśli zaś chodzi o europejski gaz, to ten zszedł poniżej 69 euro za megawatogodzinę. To dość optymistyczna wiadomość, zważywszy na to, że jest to poziom najniższy od miesiąca, natomiast od niesławnego szczytu cenowego z 14 września, spadł o ponad 19 procent.
Skąd biorą się te nastrajające optymistycznie wskaźniki? Chodzi przede wszystkim o kwestie geopolityczne, tj. rosnący handel przez cieśninę Ormuz oraz odbudowę eksportu z całego regionu bliskowschodniego. Stany Zjednoczone co prawda rozpętały konflikt z Iranem, który bezpośrednio wpłynął na ceny paliw, ale daje się na szczęście zauważyć coraz więcej tankowców w cieśninie Ormuz. Zapewne ruchy zmniejszające eskalację konfliktu oraz naciski na Waszyngton, które płyną ze wszystkich stron, mają tu swoją rolę. Wykorzystywane są ponadto tankowce i rurociągi, pozwalające ominąć niebezpieczny szlak, kontrolowany przez Teheran.
Według opinii eksperta, analityka Gregory’ego Brew’a, całkowite przepływy surowców płynnych i innych dóbr z Bliskiego Wschodu, powracają już do stanu sprzed wybuchu konfliktu amerykańsko-irańskiego. Gregory Brew nie wziął swojej analizy znikąd. Posługuje się w tym kontekście danymi Kplera, które jednak biorą pod uwagę także te trasy, które omijają niebezpieczny Ormuz. Należy z tego wnioskować, że bilans regionalny nie potwierdza przywrócenia całkowicie normalnej żeglugi w kłopotliwej cieśninie.
Obniżeniu cen i normalizacji sytuacji sprzyja uruchomienie rurociągu Wschód-Zachód oraz związane z tym wznowienie załadunków w Yanbu w Arabii Saudyjskiej. Reuters wskazuje, że 2 mln baryłek dziennie to liczba załadunków, które miały miejsce, a Kpler planował wzrost przepływu rurociągiem do 3-4 mln w kolejnych dniach, mimo że powrót do pułapu ok. 5,5 mln, który miał miejsce przed konfliktem, potrwa zapewne około miesiąca.
Idzie ku lepszemu?
Wszystko wskazuje na to, że szczyt cen paliw mamy już na szczęście za sobą. To jednak nie jest zupełny koniec problemów, gdyż transport ropy naftowej to bardzo droga "zabawa". Łukasz Skiba podpiera się danymi Vortexy i wskazuje, że koszty transportowe za pomocą dużego tankowca z irakijskiej Basry do Chin to koszt około 230 dolarów za tonę. Z portu Maskat, który leży już poza cieśniną Ormuz, jest to 150 dolarów. Jest to o tyle szokujące, że rok temu obie trasy kosztowały ok. 20 dolarów za tonę.
Prawidła gospodarki wskazują, że zwiększoną dostępność dóbr, w tym wypadku ropy, pozwala na obniżenie jej notowań, jednak koszt jej transportu do rafinerii uniemożliwia powrót do czasów, w których paliwo było tańsze.