- Rząd Tuska mierzy się z wizją paliwa po 8 zł za litr w 2026 roku i rozważa trzy scenariusze, w tym kosztowne obniżki podatków.
- Powrót do obniżek VAT i akcyzy, kosztujący budżet 4,7 mld zł, napotyka opór Ministra Finansów, który obawia się o stabilność finansów państwa.
- Eksperci prognozują, że rząd prawdopodobnie wstrzyma się z interwencją, dopóki ceny nie zbliżą się do psychologicznej granicy 8 zł, mając na uwadze wybory w 2027 roku.
- Polska pnie się w górę rankingu cen paliw w UE – benzynę i diesla taniej niż u nas zatankujesz już w kilku krajach, m.in. w Hiszpanii czy Szwecji.
Trzy scenariusze na stole. Co zrobi rząd Tuska?
Eksperci nie mają wątpliwości, że w czarnym scenariuszu przekroczenie psychologicznej bariery 8 złotych za litr jest tylko kwestią czasu. Według analityczki Urszuli Cieślak z BM Reflex, wysokie ceny paliw w 2026 roku to efekt nie tylko konfliktu na Bliskim Wschodzie, ale też nadchodzącego sezonu huraganów w USA.
Co zrobi rząd Tuska? Na stole są trzy scenariusze. Pierwszy, to powrót do obniżki podatków. Pamiętacie jeszcze wiosenne ulgi? Gdy rząd Donalda Tuska wprowadził tzw. "pakiet CPN", ceny na stacjach na chwilę spadły. Czy obniżka VAT-u i akcyzy powróci? Na razie Ministerstwo Energii nie odpowiedziało na nasze pytania w tej sprawie.
Zdaniem Cieślak cytowanej przez Business Insider, rząd Donalda Tuska prawdopodobnie nie zdecyduje się na interwencję, dopóki cena benzyny nie zbliży się do psychologicznej granicy, a paliwo po 8 zł za litr nie stanie się faktem. Takiej decyzji sprzyja kalendarz polityczny. W 2027 roku odbędą się wybory parlamentarne, a obecna ekipa rządząca doskonale wie, że to właśnie drożyzna pomogła jej wygrać w 2023 roku i równie dobrze może stać się przyczyną porażki za kilkanaście miesięcy. Powrót do niższych podatków byłby więc ruchem czysto politycznym.
Rząd zaciśnie pasa i nie pomoże kierowcom?
Taka pomoc ma jednak swoją cenę. I to niemałą. Wiosenny "pakiet CPN" kosztował budżet państwa aż 4,7 mld zł. W rządzie nie brakuje głosów, że na powtórkę nas po prostu nie stać. Głównym przeciwnikiem takiego rozwiązania jest minister finansów Andrzej Domański, nazywany "strażnikiem budżetu". Minister finansów Andrzej Domański wskazuje, że ponowne uruchomienie tak kosztownego programu w obliczu ogromnych wydatków na zbrojenia i programy społeczne byłoby dla budżetu państwa ogromnym obciążeniem. Do tego dochodzi jeszcze jeden argument: co, jeśli wysokie ceny ropy zostaną z nami na lata? Wprowadzenie ulg podatkowych teraz oznaczałoby, że ich wycofanie przed wyborami w 2027 roku byłoby politycznie niemożliwe.
Polecany artykuł:
Jest też trzecia, chyba najbardziej frustrująca dla kierowców opcja. Rynek powoli przyzwyczaja się do niestabilności. Ropa jest droga, ale nie ekstremalnie droga. W tym wariancie wysokie ceny paliw w 2026 roku staną się nową normalnością – na tyle uciążliwą dla kierowców, by narzekać, ale niewystarczająco dramatyczną, by zmusić rząd do kosztownej interwencji. Dla państwowej kasy to scenariusz idealny. Kierowcy są sfrustrowani, ale próg ich bólu nie zostaje przekroczony, a miliardy złotych zostają w budżecie. Małym pocieszeniem może być fakt, że ceny nad Wisłą i tak wciąż należą do niższych w Unii Europejskiej.
Jak wynika z najnowszej analizy ekspertów BM Reflex, ceny paliw w 2026 roku stawiają Polskę w europejskim środku stawki, a nie na jej szarym końcu, jak bywało w przeszłości. To spora zmiana, która ma konkretne przełożenie na portfele polskich kierowców.
Ceny benzyny w UE. Gdzie zatankujesz taniej niż w Polsce?
Za litr popularnej benzyny 95 płacimy dziś w Polsce około 1,60 euro. To wciąż poniżej średniej unijnej, która oscyluje w granicach 1,75 euro, ale dystans ten wyraźnie się zmniejsza. Okazuje się, że popularną „dziewięćdziesiątkę piątkę” taniej niż w Polsce zatankujemy obecnie aż w sześciu krajach Unii, a lista ta zawiera kilka niespodzianek. Oprócz Bułgarii czy Słowenii, na liście znajdziemy też Hiszpanię, a nawet… Szwecję. W tym skandynawskim, powszechnie uważanym za drogi, kraju litr benzyny kosztuje w przeliczeniu zaledwie 1,38 euro.
Na drugim biegunie cenowym znajduje się Dania, gdzie za litr trzeba zapłacić astronomiczne 2,37 euro. Bardzo drogo jest również tuż za naszą zachodnią granicą. W Niemczech ceny regularnie przekraczają 2 euro za litr, co sprawia, że „turystyka paliwowa” do Polski wciąż ma się dobrze, choć jej opłacalność z miesiąca na miesiąc maleje.
A co z dieslem? Tu też Polska pnie się w górę rankingu cen
Polski kierowca za litr diesla płaci dziś średnio 1,61 euro. To cena, która jeszcze niedawno plasowałaby nas w ścisłej czołówce najtańszych państw. Dziś jest inaczej. Jeśli chodzi o olej napędowy, sytuacja wygląda podobnie – aż siedem krajów Unii Europejskiej oferuje niższe ceny, co potwierdza, gdzie najtańsze paliwo przestało być synonimem Polski. Nie licząc Malty, najmniej za diesla płacą kierowcy w Bułgarii – zaledwie 1,50 euro za litr. Ponownie, taniej niż u nas jest także w Szwecji, gdzie litr tego paliwa to wydatek rzędu 1,57 euro.
Polecany artykuł: