2/3 wykorzystywanego przez Polskę gazu pochodzi z Rosji. Jak podaje Reuters, podczas Szczytu Inwestycyjnego Europy Wschodniej Piotr Naimski, pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej, powiedział, że nie wyklucza kontynuowania dostaw z Rosji, ale tylko pod warunkiem, że zaproponowane przez sąsiadów ceny będą konkurencyjne. Rząd nie jest natomiast zainteresowany przedłużeniem długoterminowego kontraktu z Gazpromem.
Aleksander Miedwiediew, wiceprezes rosyjskiej spółki, wyraził swoje zaskoczenie tą wypowiedzią na łamach Bloomberga. Podkreślił także, że w dalszym ciągu PGNiG może zawrzeć porozumienie z Gazpromem.
Przeczytaj również: Beata Szydło negocjuje warunki budowy gazociągu Baltic Pipe
Jak przypomina Business Insider, Polska domaga się zmiany cen gazu regulowanych przez umowę zawartą z Gazpromem. Obecnie przedstawiciele obu stron usiłują rozwiązać zaistniały między nimi konflikt na drodze arbitrażowej. W zeszłym roku PGNiG wytoczyła pozew dwóm spółkom należącym do Gazpromu.
Długoterminowa umowa z Gazpromem została podpisana w 1996 r. za rządów Włodzimierza Cimoszewicza. Zobowiązuje ona Polskę do zakupu od Gazpromu 9 mld m sześc. gazu rocznie. Niewykluczone, że deklaracja polskiego rządu stanowi zagranie polityczne. Pytanie jednak brzmi, czy pomoże ono PGNiG w negocjacjach? Jeżeli całkowicie zrezygnowalibyśmy z rosyjskich dostaw, poszlibyśmy w ślady Ukrainy, która już zdecydowała się na taki ruch.
Zachętę do negocjacji z Gazpromem mogą stanowić sukcesy, jakie odnieśli w tej materii Włosi i Niemcy. Rosyjski potentat nie tylko uelastycznił ceny gazu, ale wprowadził nawet system aukcyjny.
Może zaitneresować cię także: Za gaz zapłacimy mniej
Do 2022 r. ma zostać uruchomione inne od rosyjskiego gazoportu źródło gazu, które umożliwi nam dostawy z Norwegii. Jeszcze w tym roku zostanie podany do wiadomości plan inwestycji. Dzięki jej realizacji Polska będzie mogła sprowadzać nawet 10 mld m sześc. gazu w ciągu roku. Alternatywę dla wspomnianego Korytarza Norweskiego stanowiłby pływający gazoport w Zatoce Gdańskiej. Z kolei zwiększenie przepustowości gazoportu LNG w Świnoujściu umożliwi nam pobór 5 mld m sześc. gazu rocznie. Dodatkowo wydobycie rodzimych zasobów gazu jest w stanie zaspokoić nasze zapotrzebowanie na ok. 4 mld dodatkowych m sześc. gazu.
Opcji wyboru jest jeszcze więcej. Polska ma możliwość zakupu gazu z Niemiec lub Czech, jak zauważył w rozmowie z Money.pl Bartosz Milewski, dyrektor ds. zarządzania aktywami Hermes Energy Group. Zdaniem eksperta istotną rolę będą odgrywały koszty budowy Baltic Pipe. Pytanie, czy nie przerosną one wydatków, jakie ponieślibyśmy w sytuacji kryzysowej.
Źródła: businessinsider.com.pl, money.pl