- Fake newsy o sprzedaży generatorów pojawiły się w polskim internecie jeszcze przed dostarczeniem sprzętu na Ukrainę
- 66,5 tysiąca Polaków wpłaciło łącznie prawie 9 mln zł na pomoc dla Kijowa w ramach jednej z największych oddolnych zbiórek
- Rosyjska propaganda regularnie atakuje polsko-ukraińskie inicjatywy pomocowe dezinformacją i fałszywymi narracjami
- Polska zbiórka stała się wzorem dla działań pomocowych w Czechach, Włoszech, Niemczech, Tajlandii i Angoli
Spis treści
- Fałszywe zdjęcia krążą po sieci
- Zbiórka "Ciepło z Polski dla Kijowa" pod ostrzałem dezinformacji
- Rosyjska propaganda atakuje polsko-ukraińskie inicjatywy
- Eksperci ostrzegają przed wojną informacyjną
- Generatory dla Ukrainy trafiły do odbiorców
- Polska akcja inspiruje świat
- Polacy odpowiadają na dezinformację
Fałszywe zdjęcia krążą po sieci
W polskim internecie pojawiły się wpisy sugerujące, że generatory prądu zakupione ze zbiórki trafiły na ukraińskie portale ogłoszeniowe. Zdjęcia rzekomych ofert sprzedaży szybko zaczęły krążyć w mediach społecznościowych.
Natalia Panczenko, prezeska Fundacji Stand with Ukraine, kategorycznie zaprzecza tym doniesieniom. W wypowiedzi dla Wirtualnej Polski stwierdza:
Widoczny na zdjęciach sprzęt to nie są nasze generatory. Zdjęcie rzekomej oferty sprzedaży pojawiło się w internecie jeszcze zanim sprzęt został w ogóle przekazany do Ukrainy.
Zbiórka "Ciepło z Polski dla Kijowa" pod ostrzałem dezinformacji
Akcja pomocowa dla ukraińskiej stolicy rozpoczęła się 16 stycznia 2026 roku. Początkowo organizatorzy zakładali zebranie środków na 50-100 agregatów prądotwórczych. Odzew prześcignął najśmielsze oczekiwania.
Po kilku dniach na koncie znalazło się 3 miliony złotych. Dziś kwota sięga prawie 9 milionów złotych wpłaconych przez 66,5 tysiąca osób. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha publicznie podziękował Polakom i postawił polską inicjatywę jako wzór dla innych krajów.
Rosyjska propaganda atakuje polsko-ukraińskie inicjatywy
Panczenko przyznaje, że spodziewała się prób podważenia akcji. - Nie sądziłam jednak, że będzie aż tak prymitywna - dodaje. - Wykorzystano zdjęcia używanych agregatów, próbując przekonać ludzi, że to sprzęt z naszej zbiórki.
Prezeska fundacji zwraca uwagę na powtarzający się schemat. - Nie przypominam sobie żadnego większego wydarzenia łączącego Polskę i Ukrainę, na które rosyjska propaganda by nie zareagowała - mówi. Nieważne czy to koncert, konferencja czy akcja pomocowa - natychmiast pojawiają się gotowe narracje.
Eksperci ostrzegają przed wojną informacyjną
Dr Michał Marek z Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa analizuje mechanizmy rosyjskiej propagandy. Jego zdaniem trend antyukraiński został zaszczepiony w polskim społeczeństwie i już się zakorzenił.
- Rosja nie musi już dziś wskazywać celu ani inspirować konkretnych działań. Podobne ataki uruchamiają się niejako samoczynnie - komentuje ekspert.
Marek podkreśla, że część polityków, influencerów i aktywistów wyczuła, że na tym można budować zasięgi i popularność. - Niestety nadal to wykorzystuje - dodaje.
Generatory dla Ukrainy trafiły do odbiorców
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji również zaprzeczyło, by sprzęt z Polski trafił na sprzedaż. Resort przekazuje do Ukrainy generatory i nagrzewnice z zasobów Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.
Rosja od tygodni atakuje ukraińskie elektrownie i ciepłownie. Celem jest wywołanie kryzysu humanitarnego i zmuszenie Ukraińców do zaprzestania obrony.
Polska akcja inspiruje świat
Polski przykład stał się impulsem dla innych krajów. Czesi zebrali w swojej akcji "Dárek pro Putina" ponad 3,8 miliona dolarów. Włochy zgromadziły 120 tysięcy euro w zbiórce "SOS - Riscaldiamo Ukraine".
Niemiecka organizacja "Niebiesko-Żółty Krzyż" przekazała w 2026 roku 560 generatorów prądu. Węgierski Kościół Reformowany kupił w Szwajcarii agregat o mocy 450 kW dla ukraińskiego szpitala.
Królestwo Niderlandów przekazało 23 miliony euro na zakup sprzętu. Tajlandia wysłała 165 tysięcy dolarów Ukraińskiemu Czerwonemu Krzyżowi. Nawet Angola przekazała Ukrainie 75 generatorów.
Polacy odpowiadają na dezinformację
Panczenko jest dumna z postawy polskiego społeczeństwa. - Wiele osób od razu rozpoznało, że to kampania dezinformacyjna z udziałem trolli i botów - podkreśla.
Mimo fali hejtu i fałszywych treści zbiórka trwa i pojawiają się kolejne wpłaty. - To pokazuje, że społeczeństwo staje się coraz bardziej odporne na rosyjską propagandę i potrafi ją rozpoznać - podsumowuje założycielka fundacji.