Spis treści
Nowa polska linia lotnicza cargo. PGL chce przełamać monopol
Koniec z dominacją zagranicznych firm na polskim rynku transportu lotniczego towarów – taki jest główny cel, jaki stawia przed sobą Polska Grupa Lotnicza, ogłaszając plany stworzenia zupełnie nowego przewoźnika - informuje portal WNP.
Jak wyjaśnił prezes Radosław Stępień, do tej pory krajowy rynek był niemal w całości uzależniony od zagranicznych podmiotów. Polski wkład w lotnicze cargo ograniczał się głównie do tzw. belly cargo. To ładunki przewożone w lukach bagażowych samolotów pasażerskich Polskich Linii Lotniczych LOT. To za mało, by mówić o poważnej obecności w tym segmencie. Polska Grupa Lotnicza chce to zmienić, powołując do życia pierwszą w historii kraju linię lotniczą typu all-cargo, czyli wyspecjalizowaną wyłącznie w transporcie towarowym.
O skali przedsięwzięcia i jego znaczeniu mówił sam prezes Stępień:
W Polsce do tej pory nie funkcjonowała linia lotnicza typu all-cargo. Naszym celem jest stworzenie takiego podmiotu, który będzie obsługiwał ten rynek. Patrząc na rozwój tego segmentu, widzimy, że podążanie tą ścieżką może być bardzo atrakcyjne z punktu widzenia stopy zwrotu z inwestycji i bezpieczeństwa infrastruktury logistycznej państwa.
Jakie samoloty kupi nowa linia i do czego będą służyć?
Sama zapowiedź to jedno, ale prawdziwy biznes wymaga konkretnych narzędzi. Prezes Stępień mówi o tym wprost – nie da się stworzyć linii cargo bez własnych samolotów towarowych, czyli tak zwanych frachtowców. To maszyny zaprojektowane od początku do końca z myślą o przewożeniu palet i kontenerów, a nie walizek pod fotelami pasażerów.
Bez własnych frachtowców nie da się zbudować prawdziwego biznesu all-cargo. To tak, jakby chcieć prowadzić firmę transportową bez własnych ciężarówek
– tłumaczy Radosław Stępień.
Nowa polska linia lotnicza ma działać w modelu podwójnego zastosowania (dual-use), co nadaje jej strategicznego znaczenia dla kraju. Na co dzień flota będzie normalnie zarabiać, wożąc towary dla klientów na całym świecie. Jednak w sytuacji kryzysowej – czy to pandemii, konfliktu zbrojnego, czy katastrofy naturalnej – te same samoloty będą mogły zostać natychmiast wykorzystane przez państwo. Dzięki temu Polska nie będzie musiała w pośpiechu szukać i wynajmować maszyn od zagranicznych operatorów, by przetransportować kluczowe zaopatrzenie, sprzęt czy pomoc humanitarną.
Kiedy poleci pierwszy polski frachtowiec?
To kluczowe pytanie, które zadaje sobie cała branża. Stępień na razie nie rzuca konkretnymi datami. Zamiast tego wysyła bardzo czytelny sygnał, mówiąc, że start nowej linii nastąpi „szybciej niż rynek może się spodziewać”. Co to wszystko oznacza dla Polski? Przede wszystkim uniezależnienie się. Pandemia COVID-19 i późniejsze kryzysy w łańcuchach dostaw brutalnie pokazały, jak ważna jest własna, niezależna infrastruktura logistyczna. Posiadanie narodowego przewoźnika cargo to nie tylko kwestia biznesu, ale i bezpieczeństwa państwa.
To także odpowiedź na globalne trendy. Rynek transportu lotniczego towarów rośnie w siłę, napędzany głównie przez dynamiczny rozwój e-commerce. Wejście w ten segment z własnym, silnym podmiotem to szansa na przejęcie części tego lukratywnego tortu i zapewnienie stabilnych zysków dla Polskiej Grupy Lotniczej.
