Randka z mObywatela uratuje demografię? Państwowy tinder odpowiedzią na kryzys

Zamiast przesuwać setki zdjęć, dostajesz jedną propozycję randki. Od państwa. Singapur uruchomił rządową swatkę, która ma pomóc samotnym znaleźć partnera. Czy podobny pomysł mógłby uratować polską demografię?

Para stoi na plaży. Mężczyzna patrzy w telefon. O pomyśle na państwową aplikację randkową przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Wygenerowane przez AI Państwowy tinder odpowiedzią na demograficzną zapaść?

Rządowa swatka, czyli jak w Azji walczą z samotnością i demografią

Randka zorganizowana przez państwową aplikację może się wydawać pomysłem rodem z filmu SF. Ale w Singapurze to już rzeczywistość. Jak donosi BBC, tamtejsza agencja GovTech uruchomiła niedawno pilotażowy program FirstDate. To platforma przeznaczona dla singli z sektora publicznego w wieku od 21 do 35 lat. Zamiast niekończącego się katalogu profili, użytkownik otrzymuje z niej tylko jedno dopasowanie. Za wybór odpowiada algorytm, którego współtwórca, Lloyd Shapley został w 2012 roku laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Teraz ma pomóc znaleźć… miłość.

Jak to działa? Uczestnicy pilotażu wypełniają szczegółową ankietę, a ich tożsamość jest weryfikowana przez system podobny do naszego Profilu Zaufanego. Gdy algorytm znajdzie potencjalną parę, obie osoby mają 72 godziny na podjęcie decyzji, czy chcą nawiązać kontakt. Dane są udostępniane dopiero, gdy oboje się zgodzą.

Jeszcze dalej poszły japońskie samorządy. We wrześniu 2024 roku władze w Tokio uruchomiły system TOKYO Enmusubi, który do kojarzenia par wykorzystuje sztuczną inteligencję. W odróżnieniu od Tindera, państwowa aplikacja randkowa w Tokio wymaga od użytkowników potwierdzenia tożsamości, stanu cywilnego i przedstawienia dokumentów o dochodach. To nie miejsce na szukanie przygód, ale partnera na całe życie.

Efekty? Według danych z lipca 2026 roku, dzięki programowi powstały 803 pary w poważnych związkach, a 285 z nich wzięło już ślub. Podobne programy z powodzeniem działają też w innych japońskich prefekturach.

Dlaczego nie Tinder?

Skąd zainteresowanie państw swataniem par? Odpowiedź tkwi w kryzysie demograficznym z jednej i modelu biznesowym aplikacji randkowych z drugiej strony. Dla użytkownika takiej aplikacji sukcesem jest znalezienie partnera i... usunięcie aplikacji. Dla jej właściciela – to utrata klienta. Platforma zarabia na subskrypcjach i aktywności użytkowników, więc w jej interesie jest, by korzystali z niej jak najdłużej. Można mieć wątpliwości, czy kieruje się szczęściem użytkownika. – Taki pomysł byłby jednak mniej opłacalny biznesowo od aplikacji typu Tinder, dlatego, że klient, którego oczekiwania zostaną spełnione, już więcej do tej aplikacji nie wróci – tłumaczy socjolog Michał Kot na łamach Klubu Jagiellońskiego.

Oczywiście nie znaczy to, że Tinder celowo psuje związki. Ale ich tworzeniu nie sprzyja nawet sama architektura aplikacji, która zachęca do niekończącego się przeglądania profili. Jak ocenił w rozmowie z KJ Mateusz Łakomy, autor książki „Demografia jest przyszłością”, aplikacje te są kompletnie niedostosowane do tworzenia trwałych związków. Decyzja o kontakcie zapada w nich bowiem w ułamku sekundy, na podstawie zdjęcia, a nie cech ważnych dla trwałości relacji.

Państwowy Tinder w Polsce? Kryzys demograficzny jest faktem

Tymczasem kryzys demograficzny narasta. W Polsce problem jest wyjątkowo poważny – w 2024 współczynnik dzietności wyniósł zaledwie 1,099 dziecka na kobietę, a rok później już tylko 1,068, znacznie poniżej tak zwanej zastępowalności pokoleń, dla której musi on przekraczać 2,1. Z eksperymentalnej symulacji GUS wynika, że przy niskiej dzietności liczba mieszkańców Polski może do 2060 roku spaść poniżej 28,5 miliona.

Dotychczasowa polityka prorodzinna skupiała się jednak na wsparciu par, które już mają dzieci. Eksperci ostrzegają jednak, że to może być za mało. – Największym problemem demograficznym Polski nie są już ulgi podatkowe, żłobki czy transfery pieniężne. One pomagają parom, które już się poznały i myślą o dzieciach. Zasadniczy problem leży gdzie indziej: w Polsce nie powstaje wystarczająco dużo par – przekonuje Mateusz Łakomy.

Brak partnera to bariera, na którą tradycyjna polityka prorodzinna nie ma odpowiedzi, stąd pomysł odrynkowienia aplikacji randkowych, który pojawił się już zresztą w polskiej debacie, m.in. za sprawą socjolożki Anny Gromady, która na łamach "Polityki Insight" pisała o epidemii samotności.

Jak mógłby działać polski państwowy swat? Eksperci są ostrożni

Jak mogłaby wyglądać taka platforma w Polsce? Zamiast tysięcy profili oferowałaby kilka dopasowań opartych na głębszej analizie, na przykład o podobnym statusie społeczno-ekonomicznym.

Część ekspertów uważa jednak, że państwo nie powinno tworzyć takiej aplikacji bezpośrednio. – Takiej aplikacji nie powinno tworzyć państwo, szczególnie w Polsce. Nasza kultura jest mocno oparta na zdrowej nieufności wobec państwa i jego administracji – zwraca uwagę Michał Kot.

Rozwiązaniem mogłaby być organizacja pozarządowa, która otrzymałaby dofinansowanie. Jak tłumaczy Bartosz Marczuk, były wiceminister rodziny, chodzi o to, by państwo wsparło inicjatywę dyskretnie, we wspólnym interesie.

Czy algorytm może uratować demografię? Nie wiadomo. Ale być może przyszłość polityki demograficznej zaczyna się nie od kolejnego świadczenia, a od stworzenia okazji, by przyszli rodzice mogli się w ogóle poznać.

QUIZ PRL. Smaki lata w PRL-u: Czy pamiętasz letnie przysmaki swojego dzieciństwa?
Pytanie 1 z 20
Który z tych przysmaków był często spożywany prosto z krzaka, bez żadnych dodatków?
QUIZ PRL. Smaki lata w PRL-u: Czy pamiętasz letnie przysmaki swojego dzieciństwa?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki