Spis treści
Ratownicy sprzedają łódź, żeby wypłacić pensje
Szok na Mazurach. Sytuacja wygląda jak z czarnego scenariusza. Ratownicy wodni, którzy dbają o bezpieczeństwo tysięcy turystów, znaleźli się na skraju finansowej przepaści. Dzisiaj sami szukają ratunku. Żeby wypłacić pensje pracownikom, muszą sprzedać jedną ze swoich łodzi ratowniczych.
Taką dramatyczną decyzję podjął zarząd Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jednostka, która od lat pilnuje bezpieczeństwa żeglarzy na Wielkich Jeziorach Mazurskich, nie ma pieniędzy na bieżące funkcjonowanie.
Łódź wystawiona pod młotek
Ratownicy chcą sprzedać łódź za ponad 200 tys. zł. Te pieniądze mają pozwolić organizacji przetrwać najbliższe miesiące i opłacić pracowników, którzy od lat zarabiają jedynie najniższą krajową.
„To drastyczna decyzja, ale nie mamy wyjścia. Musimy znaleźć pieniądze na bieżące wydatki, przede wszystkim na wypłaty” – mówił szef MOPR, Jarosław Sroka na antenie RMF FM.
Startują w konkursach o dofinansowanie
To nie jest jednostkowa sprawa. Problemem jest chroniczne niedofinansowanie. Ratownicy co roku startują w konkursach dotacyjnych organizowanych m.in. przez Urząd Wojewódzki w Olsztynie. Kwoty, które otrzymują, są jednak zdecydowanie za małe.
Według władz MOPR na utrzymanie etatów i sprzętu potrzeba nawet 2–3 mln zł rocznie. Tymczasem dotacje wynoszą ułamek tej kwoty. To niewiele ponad 500 tys. zł. Niestety, ale dotacje z roku na rok są coraz niższe.
Taka sytuacja to kłopot dla żeglarzy
Na tym jednak nie koniec problemów. Scenariusz w dalszej części też nie zapowiada się dobrze, szczególnie dla turystów. Finansowe problemy mogą uderzyć także w żeglarzy. Ratownicy nie mają pieniędzy na odnowienie boi kardynalnych, które oznaczają niebezpieczne mielizny. Bez oznaczeń mogą pozostać m.in. zatoka Łuknajno czy Ptasi Róg na jeziorze Kisajno.
Czy nastąpi happy end przed rozpoczęciem sezonu turystycznego? – dopytują internauci w mediach społecznościowych. Po nagłośnieniu sprawy przez dziennikarzy RMF FM, wojewoda warmińsko-mazurski poinformował, że tegoroczne środki na ratownictwo wodne zostały już rozdysponowane.
Ratownicy apelują więc o zmiany w systemie finansowania. Chcą, aby zastosować ten sam mechanizm, jaki od lat mają górskie służby ratownicze: TOPR i GOPR. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by pomoc przyszła szybko. A sezon turystyczny na Mazurach zbliża się wielkimi krokami.