- Wspólna spółka Orlenu i Michała Sołowowa, OSGE, grozi utratą płynności finansowej, gdyż do końca sierpnia musi zapłacić kluczowe opłaty licencyjne za technologię małych reaktorów jądrowych (SMR).
- Głównym punktem sporu między Orlenem a Sołowowem jest kontrola nad budową pierwszego reaktora SMR we Włocławku, który ma przynieść Orlenowi oszczędności rzędu 120-220 mln euro rocznie.
- Orlen stawia warunki dalszego zaangażowania: chce kontroli nad spółką budującą reaktor we Włocławku i bezpośredniego dostępu do dostawcy technologii SMR.
- Michał Sołowow, posiadający wyłączność na technologię SMR BWRX-300 w Europie Środkowo-Wschodniej i budujący flotę reaktorów m.in. w Wielkiej Brytanii, ma silną pozycję w negocjacjach.
Orlen chce kontroli, Sołowow stawia warunki. Gdzie leży problem?
Obecny impas to kulminacja napięć, które narastają między partnerami od wielu miesięcy. Jak podaje Business Insider, obecny zarząd Orlenu, pod kierownictwem Ireneusza Fąfary, uważa, że zasady współpracy odziedziczone po poprzednikach są dla koncernu niekorzystne. Prezes Fąfara już w maju mówił, że ambicją spółki jest, aby jej partner "zarabiał z nami, a nie na nas". Dlatego państwowy koncern jest gotów dokapitalizować OSGE, ale stawia twardy warunek: chce przejąć kontrolę nad spółką celową (SPV), która ma zbudować pierwszy, najdroższy SMR we Włocławku.
Z kolei Michał Sołowow, który jako jeden z pierwszych na świecie zainwestował w technologię reaktorów BWRX-300, nie chce łączyć tych dwóch kwestii. Jego otoczenie zarzuca menedżerom Orlenu opieszałość i faktyczny brak zainteresowania projektem, wskazując, że najpierw należy zapewnić finansowanie spółce. Dla Orlenu kontrola nad projektem we Włocławku jest kluczowa – reaktor ma zasilać zakłady Anwil, a koncern chce mieć realny wpływ na wydatki, harmonogram i standardy bezpieczeństwa.
Co dalej z małymi reaktorami jądrowymi w Polsce?
Wszystko wskazuje na to, że ruch należy teraz do Michała Sołowowa. To on, jako beneficjent opłat licencyjnych, może zgodzić się na wydłużenie terminu płatności, dając stronom więcej czasu na negocjacje. Orlen nie zamierza ustąpić w kwestii kontroli nad kluczowym projektem we Włocławku. Koncern, w którego zarządzie zasiada były szef CBA Paweł Wojtunik, podkreśla konieczność zabezpieczenia interesów spółki Skarbu Państwa i transparentności przy projekcie wartym miliardy złotych.
Orlen stawia sprawę jasno: bez realnej kontroli nad wydatkami, harmonogramem i bezpieczeństwem pierwszego reaktora, dalsze finansowanie projektu jest niemożliwe. Miliarder ma jednak w ręku mocne karty – wyłączność na technologię GE Hitachi w regionie i zaawansowane plany budowy reaktorów m.in. w Wielkiej Brytanii. Pat w negocjacjach może więc opóźnić polski projekt lub, w czarnym scenariuszu, całkowicie go pogrzebać, podczas gdy partner Orlenu będzie realizował swoje atomowe ambicje za granicą. Najbliższe dni pokażą, czy uda się znaleźć kompromis, który uratuje przyszłość małego atomu w Polsce.
