Spis treści
Fiskus patrzy na ręce stacjom
Od kilku dni niemal cała Polska żyje jednym tematem – cenami paliw na stacjach benzynowych. Rząd wprowadził obiecane maksymalne stawki cen i zapowiedział kontrole. Wszystko po to, by stacje nie próbowały zarobić na kierowcach więcej, niż wolno.
Zgodnie z zapowiedziami rządu, Krajowa Administracja Skarbowa rozpoczęła kontrole. Okazuje się jednak, że urzędnicy nie muszą jeździć od stacji do stacji i sprawdzać cen na pylonach. Wszystko odbywa się w inny sposób – dzięki elektronicznym fakturom.
System sam wskazuje podejrzane stacje
Krajowa Administracja Skarbowa korzysta z danych z Krajowego Systemu e-Faktur. To właśnie ten system analizuje wystawiane faktury i wskazuje stacje, które mogą łamać przepisy. Jak to się odbywa?
Algorytmy porównują dane o zakupie paliwa w hurcie z tym, ile stacja sprzedaje klientom. Jeśli marże są podejrzanie wysokie, albo przeciwnie, zbyt niskie to system automatycznie uruchamia alert. Wtedy do akcji, na wytypowanej stacji, wkraczają kontrolerzy.
Ale to nie wszystko. Podejrzenia mogą wzbudzić także częste korekty faktur lub ich anulowanie. W takiej sytuacji fiskus dokładnie przygląda się działalności danej stacji.
Tyle maksymalnie zapłacisz za paliwo
Do północy w środę kierowcy mogą tankować paliwo po maksymalnych cenach ustalonych przez rząd. Obowiązują następujące limity:
6,21 zł za litr benzyny 956,81 zł za litr benzyny 987,66 zł za litr oleju napędowegoJednocześnie już w środę ceny benzyny na wielu stacjach delikatnie wzrosły. Benzyna może być droższa nawet o 5 groszy na litrze, a diesel o 6 groszy w porównaniu z wtorkiem.
Ulga dla kierowców, ale koszt dla budżetu
Ulga dla kierowców ma jednak swoją cenę. Bo rządowy pakiet „Ceny Paliwa Niżej” oznacza spore koszty dla państwa.
Jak wylicza Ministerstwo Finansów, tylko z powodu niższych wpływów z VAT i akcyzy budżet państwa traci około 1,6 miliarda złotych miesięcznie.
Niższy VAT na paliwo (8 proc.) ma obowiązywać do 30 kwietnia, natomiast obniżona akcyza – do 15 kwietnia.
Polecany artykuł: