- Rosyjskie ogórki znów na polskim rynku. Są tańsze od krajowych.
- Dlaczego import jest możliwy pomimo wysokich ceł nałożonych przez UE?
- Przewaga rosyjskich producentów jest wyraźna. Kluczem są niższe koszty energii.
- Co dalej z rynkiem warzyw? Eksperci przewidują nasilenie importu.
Rosyjskie ogórki znów na polskim rynku. Cena zaskakuje
Na rynku hurtowym w podwarszawskich Broniszach znów pojawiły się ogórki z Rosji. I to nie w małej ilości – chodzi o duży, ponad 20-tonowy transport. Największe zdziwienie budzi jednak cena, która wynosi 5,30 zł za kilogram. To znacznie taniej niż w przypadku krajowych warzyw, za które trzeba obecnie zapłacić około 6,50 zł za kilogram. Różnica wynosi więc 1,20 zł na każdym kilogramie.
Dla hurtowników to gra warta świeczki. Farmer.pl wskazuje, że tańsze rosyjskie ogórki w Polsce to spora pokusa, bo przy transporcie liczącym 20 ton różnica w wartości całego towaru sięga aż 24 tys. zł. Taka przewaga cenowa ma ogromne znaczenie, zwłaszcza jesienią, gdy polskie warzywa drożeją.
Pojawienie się dostawy potwierdza Maciej Kmera z rynku hurtowego w Broniszach. Jego zdaniem to dopiero początek.
Na razie to incydentalne zjawisko, ale będzie nasilać, jeśli ceny krajowych ogórków będą rosły – a będą w miarę postępu jesieni – ocenia Maciej Kmera w rozmowie z „Faktem”.
Na razie nie ma mowy o masowym zalewie rynku. Jeden transport nie zachwieje cenami w całej Polsce, ale jest to wyraźny sygnał dla całej branży. Importerzy szukają alternatyw, zwłaszcza gdy krajowa produkcja warzyw sezonowo maleje, a ceny ogórków systematycznie idą w górę.
Dlaczego rosyjskie ogórki są tańsze od polskich?
Skąd tak duża różnica w cenie? Chodzi o koszty produkcji. Kluczową rolę odgrywa tu energia potrzebna do ogrzewania szklarni, zwłaszcza w chłodniejszych miesiącach.
Rosyjscy producenci mają dostęp do znacznie tańszego gazu ziemnego. To daje im ogromną przewagę, bo jesienią i zimą, gdy dni są krótkie i zimne, koszty ogrzewania stają się jednym z głównych składników ceny warzyw. Podczas gdy polscy ogrodnicy muszą liczyć każdą złotówkę wydaną na drożejącą energię, ich konkurenci ze Wschodu mogą produkować znacznie taniej. Co ciekawe, często robią to w nowoczesnych kompleksach szklarniowych, z których część powstawała przy udziale polskich firm.
Oczywiście, tańszy gaz to nie wszystko. Na ostateczną cenę na polskiej giełdzie wpływają też koszty transportu, opłaty celne, kursy walut i marże importerów. Jednak niższe koszty energii dają rosyjskim gospodarstwom tak dużą przewagę w produkcji szklarniowej, że nawet po doliczeniu wszystkich dodatkowych opłat ich ogórki wciąż mogą być tańsze.
Dla polskich producentów to trudna sytuacja. Muszą konkurować z kimś, kto ma dostęp do znacznie tańszych surowców, co bezpośrednio wpływa na ceny ogórków na krajowym rynku.
Import z Rosji trwa mimo wysokich ceł UE
Pojawienie się tanich ogórków z Rosji może dziwić, zwłaszcza że od lipca 2025 roku Unia Europejska nałożyła na nie 50-procentowe cła. Celem było ograniczenie zależności od rosyjskich produktów i uderzenie w dochody Kremla. Jak to więc możliwe, że transporty nadal wjeżdżają do Polski?
W praktyce wysokie cła nie oznaczają całkowitego zakazu. To po prostu dodatkowy, bardzo wysoki podatek, który ma zniechęcić do sprowadzania towarów. Jeśli jednak komuś, nawet po zapłaceniu cła, import wciąż się opłaca – droga jest otwarta, o ile towar spełnia wszystkie unijne normy.
W 2025 roku import z Rosji wyniósł aż 6,81 tys. ton ogórków o wartości ponad 30 mln zł, co pokazuje, że ten kierunek był dla importerów bardzo atrakcyjny.
Co prawda, najnowsze statystyki Głównego Urzędu Statystycznego za okres od stycznia do lipca 2026 roku pokazują, że import rosyjskich ogórków spadł o 76,5% w porównaniu z rokiem poprzednim. To oznacza, że cła w jakimś stopniu działają. Jednak, jak widać na przykładzie giełdy w Broniszach, nie wyeliminowały problemu całkowicie. Jeśli różnica w cenie produkcji jest wystarczająco duża, import nadal może być opłacalny.
Kontrowersje wokół pestycydów
Niska cena to niejedyna kontrowersja, jaka narosła wokół warzyw ze Wschodu, ponieważ kluczowe pozostaje bezpieczeństwo żywności. Portal farmer.pl przypomina, że ni edawno na granicy zatrzymano partię rosyjskich ogórków, która nie przeszła pomyślnie kontroli. Powód? Przekroczone normy środków ochrony roślin.
W badanej próbce wykryto pimetrozynę – substancję, której stosowanie w Unii Europejskiej jest niedozwolone. Jej stężenie wynosiło 0,11 mg/kg, podczas gdy dopuszczalny limit to zaledwie 0,02 mg/kg. Oznacza to, że norma została przekroczona aż 5,5-krotnie. Taka partia nie miała prawa trafić na unijny rynek i została zatrzymana.
Trzeba jednak jasno podkreślić, że nie ma żadnych informacji, by ogórki sprzedawane obecnie na giełdzie w Broniszach pochodziły z tej zakwestionowanej dostawy. To dwa zupełnie odrębne przypadki, których nie należy ze sobą łączyć.
Cała sytuacja pokazuje jednak, jak ważne są skrupulatne kontrole na granicach. Polscy rolnicy muszą przestrzegać restrykcyjnych, unijnych przepisów dotyczących stosowania środków ochrony roślin. Konsumenci mają prawo oczekiwać, że importowana żywność, niezależnie od kraju pochodzenia, będzie spełniać dokładnie te same, wysokie normy bezpieczeństwa.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy napływ tańszych ogórków z Rosji był tylko jednorazowym incydentem. Wraz z nadejściem chłodów polskie warzywa będą drożeć z powodu rosnących kosztów ogrzewania szklarni. Dla importerów może to być zachęta do dalszego sprowadzania towaru ze Wschodu, nawet mimo wysokich ceł. Dla krajowych producentów oznacza to jedno – jeszcze trudniejszą walkę o rynek.
