Za co UOKiK chce ukarać Google?
Sprawa jest poważna. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Tomasz Chróstny, wszczął postępowanie, które może wstrząsnąć technologicznym gigantem. Na celowniku znalazły się aż cztery spółki z grupy kapitałowej Google: Alphabet Inc., Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland.
Główny zarzut to podejrzenie nadużywania pozycji dominującej. Urząd uważa, że Google, jako właściciel najpopularniejszej wyszukiwarki na świecie, wykorzystuje swoją siłę w sposób nieuczciwy wobec znacznie mniejszych od siebie polskich wydawców medialnych.
Postępowanie może zakończyć się nałożeniem gigantycznej kary dla Google, która może wynieść nawet 10 proc. rocznego obrotu koncernu. W praktyce oznacza to kwotę liczoną w miliardach.
Google a polskie media: o co dokładnie chodzi w sporze?
Google, korzystając z treści tworzonych przez polskie redakcje, wyświetla je w swoich usługach, takich jak Wiadomości Google czy w wynikach wyszukiwania. Mowa o fragmentach artykułów, nagłówkach czy zdjęciach. Dzięki temu użytkownicy dostają szybką informację, a Google zatrzymuje ich na swojej platformie.
Wydawcy twierdzą jednak, że odbywa się to ich kosztem. Koncern, zdaniem UOKiK, nie podpisał z większością polskich firm medialnych umów, które regulowałyby zasady tego wykorzystania i, co najważniejsze, gwarantowałyby im odpowiednie wynagrodzenie. Taki obowiązek nakłada na gigantów technologicznych unijna dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym (tzw. dyrektywa DSM). Jej celem jest właśnie wzmocnienie pozycji twórców i wydawców w negocjacjach z wielkimi platformami.
Według urzędu, brak transparentnych negocjacji to jeden z głównych powodów, dla których Google usłyszało zarzuty UOKiK, co może skutkować bezprecedensową karą finansową. Urząd podejrzewa, że Google nie dostarcza wydawcom wystarczających informacji, które pozwoliłyby im rzetelnie ocenić, ile pieniędzy im się należy. To stawia media na z góry przegranej pozycji w rozmowach z globalnym potentatem.
