Spis treści
Sukces firmy tkwi w lojalności patnerów
Firma Fakro świętuje jubileusz działalności pod hasłem „35 lat razem”. Jak podkreśla Janusz Komurkieiwcz, wiceprezes spółki, to nie przypadek – chodzi o ludzi, którzy przez lata budowali markę.
Jego zdaniem kluczowa była lojalność partnerów: architektów, dekarzy, dystrybutorów i sprzedawców. To oni polecali produkty i przekonywali klientów. Bez nich – jak zaznacza – nie byłoby sukcesu. "Zaczynaliśmy od zera jako firma niemalże garażowa" - dodaje biznesmen.
Dziś spółka jest obecna na 70 rynkach i jest wiceliderem światowego rynku okien dachowych.
Start w trudnych czasach
Janusz Komurkiewicz wspomina początki działalności firmy. "Początek lat 90. to, zupełnie inna Polska" - mówi w rozmowie z "Super Biznesem" na Europejskich Targach Gospodarczych w Katowicach. Gospodarka dopiero raczkowała, a o nowoczesnym budownictwie mało kto myślał. Okna dachowe praktycznie nie istniały na rynku.
"To był zupełnie inny świat" – zaznacza wiceprezes Fakro. Poddasza były nieużywane, a skośne dachy traktowano jak przestrzeń „do niczego”.
Rewolucja na poddaszach
Przełom przyszedł szybko. Jak wskazuje Komurkiewicz, wystarczyły trzy elementy: wełna mineralna, płyta gipsowo-kartonowa i właśnie okna dachowe.
Dzięki temu Polacy zaczęli adaptować poddasza, a popyt eksplodował. Firma trafiła w dziesiątkę i wykorzystała moment.
Błyskawiczna ekspansja na świat
Z Nowego Sącza dość szybko ruszyli na zagraniczne rynki, najpierw do Czech i na Słowację. Potem przyszła Holandia, która okazała się jednym z kluczowych rynków.
Dziś ponad dwie trzecie produkcji okien dachowych trafia za granicę. Fakro ma fabryki m.in. w Stanach Zjednoczonych, Ukrainie i Chinach.
Jak podkreśla wiceprezes, to właśnie eksport napędził rozwój i pozwolił firmie wejść do światowej czołówki.
Polski biznes z globalną siłą
Historia Fakro to dowód, że polska firma może konkurować z największymi graczami na świecie.
Od startu w „garażu” do globalnego gracza i to w zaledwie trzy dekady.
Polecany artykuł: