Spis treści
Bunt w Dino. Strajk wisi na włosku
Nerwowa atmosfera panuje w sieci ogólnopolskich dyskontów. Związkowcy nie kryją wściekłości. Na zaplanowane mediacje, w poniedziałek 27 kwietnia, nie przyszedł nikt z zarządu. „To pokazuje, jak firma traktuje ludzi” – mówią wprost.
Za kulisami tej awantury kryją się miesiące napięć. Pracownicy skarżą się na wszystko, od licznych wakatów poprzez ogromną presję i ciężkie warunki pracy.
„Robimy za kilka osób, a i tak jest źle”
„Jedna osoba robi kilka rzeczy naraz. Jak ktoś zachoruje, reszta musi ciągnąć wszystko” – relacjonują na łamach serwisu Forbes.
W licznych rozmowach pojawiają się też mocniejsze słowa: przemęczenie, problemy zdrowotne, a nawet strach przed odezwaniem się do innych.
Zimno, stres i liczne kontrole
Sprawą zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy. Wyniki są alarmujące. Inspektorzy sprawdzili setki sklepów i w większości znaleźli nieprawidłowości. Najczęściej chodziło o zbyt niską temperaturę. Wydano ponad 1,3 tys. decyzji nakazujących poprawę warunków.
W niektórych przypadkach trzeba było wstrzymać pracę, żeby pracownicy nie marzli przy kasach.
Iskra zapalna i strajk ostrzegawczy
W sobotę, 25 kwietnia, pracownicy wyszli ze sklepów na dwie godziny. To był tylko sygnał ostrzegawczy. Teraz stawka jest znacznie większa.
Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy jasno mówią, że jeśli nic się nie zmieni, będzie strajk generalny.
W tle miliardy złotych i spadające akcje
Sieć należy do jednego z najbogatszych Polaków, Tomasza Biernackiego. Jego majątek liczony jest w miliardach, ale pracownicy twierdzą, że zarabiają niewiele ponad minimum.
Tymczasem na giełdzie też nerwowo, kurs akcji spółki w ostatnim czasie mocno spadł, a analitycy tną prognozy.
Strach i pytania bez odpowiedzi
Nikt nie wie co będzie dalej. „Ludzie boją się strajkować, bo mogą stracić pracę” – mówi była kierowniczka sklepu.
Związkowcy pytają wprost: gdzie jest zarząd i dlaczego nie rozmawia? Wszędzie tylko słychać, że strajk wisi na włosku.
Polecany artykuł: