Zrobił w konia radę ministrów i całą Polskę! Tak Silberstein oszukał Polaków

2021-01-24 5:58 wsb
Pieniądze
Autor: Fz Pieniądze

Szybkie samochody, piękne kobiety, prztyczek w nos dla rządu i służb. Tak mógł zrobić tylko jeden człowiek. Jack Ben Silberstein, a właściwie to... Czesław Śliwa. Przed wami historia wielokrotnego oszusta, który mamił władze PRL pod wieloma nazwiskami, ale swój "największy" przekręt zrealizował jako Żyd z Austrii. Blisko władzy, dyplomata, wspaniały mówca i człowiek, którym nigdy nie był. Oto Czesław Śliwa aka Silberstein.

Premier Morawiecki umawia się na ważne spotkanie z przedstawicielem zagranicznym, który... nie istnieje? Czy to dzisiaj możliwe? Przy obecnym poziomie zabezpieczeń, sprawdzania informacji - raczej nie. Ale w PRL na fałszywe papiery czy nawet słowo można było wiele "wykręcić". Tak właśnie zdecydował się swoją wątpliwą karierę zbudować Czesław Śliwa, później znany pod zupełnie innymi nazwiskami. Zanim jednak doszedł do kontaktów z rządem, musiał nauczyć się na błędach.

ZOBACZ: Emeryci będą GŁODOWAĆ. Przerażający raport o emeryturach

Dzisiaj niewiele osób wie, jak naprawdę nazywał się Czesław Śliwa. Powód? II wojna światowa. Właśnie wtedy przyszły wielki oszust PRL otrzymał swoje fałszywe imię i nazwisko, którym też oficjalnie posługiwał się pod zakończeniu wojny. Chwilę później ukończył szkołę, jednak nie zrobił matury, a mimo to... miał dyplom. Jakim cudem? Sfałszowany. Podawał się za inżyniera Zilbercfaiga. W podobny sposób zyskał pierwsze, oficjalne zatrudnienie jako ekspert górniczy, a także wziął ślub. Zuchwałość jednak sprawiła, że Śliwa wylądował więzieniu i, chociaż doczekał się amnestii, szybko tam wrócił.

PRZECZYTAJ TAKŻE: PORAŻAJĄCE pensje katechetów i księży! Miliardy złotych na katechezę! Jeden przypadek wgniata w ziemię!

W końcu narodził się Jack Ben Silberstein. Śliwa w ten sposób udawał Żyda, który za młodu ukrywał się u polskich rodzin. Krenwym, często dużo starszych członków rodziny, wmawiał, że ci go ukrywali w czasie II wojny światowej. Obiecywał gigantyczne pieniądze, jak tylko wyjedzie z Polski. W tym czasie jednak "pożyczał" gotówkę od rodzin. Proceder był na tyle udany, że Śliwa postanowił stać się na stałe Silbersteinem. Wymyślił całą historię, która potem trafiła na czołówki gazet.

Jack Ben Silberstein był austriackim konsulem działającym na terenie Wrocławia. To tam założył fikcyjną placówkę, a tymczasową siedzibę uplasował w hotelu "Monopol". Śliwa był tak zuchwały, że w swój proceder wciągnął całą masę ludzi, obiecując wynagrodzenie i gwarantując wspaniałe życie dyplomatów. Nic dziwnego, że mu wierzyli - otrzymywali fałszywe dokumenty, których wzór stworzył sam Śliwa. Mistyfikacja była tak udana, że poza bankietami, rautami wydawanymi na cześć nowego konsula, Śliwa odwiedził także sam Urząd Rady Ministrów.

Służba Bezpieczeństwa PRL ostatecznie jednak zainteresowała się "konsulem". Po aresztowaniu Śliwa wysyłał listy do "byłych współpracowników", usiłując wyłudzić od nich dodatkowe środki „na pokrycie kosztów adwokackich”, cały czas utrzymując, że naprawdę jest konsulem, a aresztowanie jest pomyłką. W końcu uznano go za winnego wyłudzeń na kwotę ponad pół miliona złotych i skazano na 7 lat pozbawienia wolności oraz 200 tys. złotych grzywny.

Śliwa jeszcze będąc w więzieniu wziął udział w filmie dokumentalnym "Konsul i inni". Po latach nakręcono też film fabularny bazujący na jego historii, gdzie główną rolę zagrał wspaniały Piotr Fronczewski.

Kolejki ustawiają się do rejestracji do szczepień
Najnowsze