Zrobili ławki z... kartonów po mleku! Tak można zarobić miliony na śmieciach

W Białymstoku stanęły pierwsze ławki z kartonów po mleku i sokach. To efekt nowego pomysłu na recykling w Białymstoku, za którym stoi gminna spółka Lech. Firma chce na innowacyjnej technologii zarobić miliony złotych, a miasto dzięki temu uniknąć wysokich kar za niewystarczający odzysk odpadów.

  • Gminna spółka Lech w Białymstoku wyprodukowała ławki z innowacyjnego kompozytu, stworzonego z przetworzonych kartonów po napojach, które są trudnym do recyklingu odpadem.
  • Materiał ten, składający się w 70% z kartonów i 30% z folii polietylenowej, ma szerokie zastosowanie w małej architekturze, budownictwie i transporcie.
  • Inicjatywa ma na celu zmniejszenie ilości odpadów trafiających na wysypiska oraz pomoc miastu w osiągnięciu celów recyklingowych (obecnie 53%), co pozwoli uniknąć milionowych kar.
  • Spółka planuje zwiększyć produkcję tego ekologicznego materiału do 4000 ton rocznie, co ma przynieść znaczne przychody i dalsze korzyści środowiskowe.

Białystok stawia ławki z kartonów po mleku. Skąd ten pomysł?

Na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe, nowoczesne ławki miejskie. Cztery z nich stanęły właśnie w centrum Białegostoku – przy Pałacyku Gościnnym, w Alei Bluesa i obok Cerkwi św. Mikołaja przy ulicy Lipowej. Cały sekret tkwi jednak w materiale, z którego je zrobiono. To kompozyt, który w 70 procentach składa się z rozdrobnionych kartonów po sokach i mleku. Reszta to folia polietylenowa.

Pomysł jest prosty: wziąć to, co do tej pory było jednym z najtrudniejszych do przetworzenia odpadów, i zrobić z tego coś pożytecznego. Jak wyjaśnia prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, to dopiero próbka możliwości.

To jest produkt całkowicie ekologiczny. Najważniejsze jest to, że na wysypiska nie trafiają produkty, które były do tej pory bardzo trudno przetwarzalnym i recyklingowalnym odpadem – mówi prezydent Tadeusz Truskolaski.Na razie to tylko cztery sztuki, ale pokazują, że w Białymstoku stanęły pierwsze ławki z kartonów po mleku, które do tej pory były odpadem wyjątkowo trudnym do przetworzenia. Władze miasta na razie nie deklarują, czy pojawi się ich więcej, ale dają jasno do zrozumienia, że to początek znacznie większego projektu.

Grzegorz Wrona, wiceminister MAP [IMPACT 2026]

Kto za tym stoi i ile chce na tym zarobić?

Za całym przedsięwzięciem stoi gminna spółka Lech, która na co dzień zarządza m.in. spalarnią i wysypiskiem odpadów. Firma kupiła patent na technologię opracowaną przez naukowców z Politechniki Poznańskiej i zamierza przekuć go w dochodowy biznes. Materiał jest wytrzymały, ma właściwości wygłuszające i można z niego robić nie tylko ławki, ale też donice, krzesła, a nawet ścianki działowe w budownictwie.

Prezes spółki Lech Michał Stefanowicz zapowiada, że firma chce sprzedawać kompozyt i liczy na przychody rzędu kilku milionów złotych rocznie. Początkowe moce produkcyjne zakładają wytworzenie około tysiąca ton produktu rocznie, ale docelowo ma to być nawet cztery razy więcej.

– Będziemy wymyślać takie produkty, które będą ludziom się podobały i będą budowały świadomość tego, że produkt (odpad) będzie wykorzystany ponownie, a nie zniszczony – wskazuje prezes Michał Stefanowicz.

Recykling to nie tylko ławki. Jak miasto unika płacenia kar?

Choć wizja milionowych przychodów brzmi dobrze, prawdziwy cel jest znacznie bardziej pragmatyczny. Chodzi o pieniądze, które miasto może stracić, jeśli nie zrealizuje unijnych norm. Obecnie poziom recyklingu w Białymstoku sięga 53 proc., a każda tona odpadów, która nie zostanie przetworzona, to ryzyko finansowych kar.

Nowa technologia jest więc dla miasta sposobem na podbicie statystyk i uniknięcie sankcji. Jak podkreśla prezes Lech, Michał Stefanowicz, głównym celem jest realizacja przez miasto celów recyklingu, a każda tona odpadów przetworzona w ten sposób to oszczędność na karach.

Śmieciowe absurdy. Wiesz jak segregować odpady?
Pytanie 1 z 10
Gdzie wyrzucić karton po mleku?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki