Spis treści
- Zrobisz zakupy i otrzymasz etat
- Kilkanaście tysięcy złotych dla mechanika
- „Dam pracę” wszędzie, gdzie spojrzysz
- Czekasz na pizzę a kelner zapyta o znajomych
- CV? Zapomnij. Wystarczy wejść i pogadać
- Internet też zalany ofertami
- Firmy w desperacji. „Tonący brzytwy się chwyta”
- Wystarczy wyjść z domu i masz ofertę pracy
Zrobisz zakupy i otrzymasz etat
W jednym z dyskontów w Warszawie ogłoszenia o pracy lecą z głośników co kilka minut. Stała umowa bez okresu próbnego, liczne benefity, a wszystko podane jak na tacy. Klienci nie kryją zaskoczenia, a na efekty nie trzeba długo czekać. Chętni zgłaszają się na miejscu.
„Każdego dnia kilka osób pyta o pracę” – twierdzi kasjerka. Podobnie jest, w oddalonym o kilkaset metrów, sklepie u konkurencji. Oferty zatrudnienia słyszane ze sklepowych głośników sprawiają, że ludzie zagadują pracowników przy kasach i dopytują o zarobki.
„W tej branży to praca szuka człowieka” – mówią sprzedawcy bez ogródek. I podają przykład: dwie klientki przyszły na zakupy, a wyszły z obietnicą zatrudnienia.
Kilkanaście tysięcy złotych dla mechanika
Na kolejną ofertę zatrudnienia natrafiłem w warsztacie samochodowym. Właściciel sam przyznaje, że dziś mechanicy są na wagę złota. Widać to nie tylko po zarobkach, które zaskakują niejednego klienta.
W stołecznych warsztatach oferty za kilkanaście tysięcy złotych to już norma. Do tego dochodzą specjalne dodatki za nadgodziny i weekendy. W podwarszawskich miejscowościach na ogłoszenia dla mechaników poniżej 10 tys. zł nie ma żadnego odzewu.
„Dam pracę” wszędzie, gdzie spojrzysz
Sytuacja na rynku pracy jest nieco inna, niż wygląda to w licznych fachowych analizach. Szczególnie wiosną i przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego.
Ogłoszenia są już dosłownie wszędzie: na witrynach sklepów, w galeriach handlowych, na słupach, w restauracjach, a nawet na stolikach w kawiarniach.
Czekasz na pizzę a kelner zapyta o znajomych
Kelnerzy potrafią mimochodem zapytać, czy nie szukasz roboty dla siebie albo znajomych. Taka nadgorliwość do klientów ma swoje ekonomiczne uzasadnienie. Za zdobycie pracownika mogą otrzymać kilka tysięcy złotych.
Ale to nie wszystko. Oferty zatrudnienia trafiają nawet do autobusów i taksówek. Kierowcy wprost pytają pasażerów, czy nie znają kogoś do pracy. Coraz częściej ulotki z ofertami zatrudnienia lądują też w skrzynkach pocztowych czy na tablicach ogłoszeń w zamkniętych osiedlach.
CV? Zapomnij. Wystarczy wejść i pogadać
Firmy idą na skróty. Coraz częściej nie chcą CV ani doświadczenia. Liczy się tylko to, żeby ktoś przyszedł do pracy. Rozmowa kwalifikacyjna? Czasem trwa kilka minut.
„Szukamy rąk do pracy” – przyznają wprost sami pracodawcy.
Internet też zalany ofertami
W sieci sytuacja wygląda podobnie. Oferty wyskakują w mediach społecznościowych i na platformach takich jak LinkedIn. Propozycje pracy otrzymują nawet ci, którzy swoje CV wrzucili do sieci kilka lat temu.
Jeden z internautów napisał, że skończył kurs, zapytał o pracę i dostał kilkadziesiąt ofert pracy od zaraz.
Firmy w desperacji. „Tonący brzytwy się chwyta”
Eksperci nie mają złudzeń, wielu pracodawców zwłaszcza w handlu i usługach jest pod ścianą. „Kandydatów jest coraz mniej, więc komunikaty o pracy są coraz głośniejsze” – mówią rekruterzy.
I zwracają uwagę, że problem jest poważny. Duże firmy podbierają ludzi mniejszym, kusząc lepszymi warunkami. Te mniejsze zostają z niczym i łapią się każdego sposobu, by przyciągnąć pracowników.
Wystarczy wyjść z domu i masz ofertę pracy
Na jednej z otwartych grup zawodowych internauci wymieniają się doświadczeniami lub sami zajmują się rekrutowaniem, by podreperować swój domowy budżet.
Jedna z osób oznajmiła: "Dziś nie trzeba szukać pracy. Wystarczy wyjść z domu. Bo praca już na ciebie czeka".
Polecany artykuł: