SuperBiz opinie Nobel z ekonomii. Za co uczeni dostają tę nagrodę

Nobel z ekonomii. Za co uczeni dostają tę nagrodę

09.10.2016, godz. 21:59
NOBEL Z EKONOMII 2016.
foto: EAST NEWS

W poniedziałek (10.10.) Komitet Noblowski ogłosi, kto otrzyma w tym roku nagrodę w dziedzinie ekonomii. W poprzednich latach przyznawano ją zdeklarowanym zwolennikom wolnego rynku, ale także ekonomistom, którzy uważali, że pewien poziom odgórnego sterowania jest gospodarce potrzebny. Wśród laureatów znajdowali się i badacze zajmujący się problemem ubóstwa na świecie, i ci, którzy analizowali, jaki wpływ ma ekonomia na to, czy założymy rodzinę, ile będziemy mieć dzieci oraz jak będziemy je wychowywać.

Nagroda w dziedzinie ekonomii jest najmłodszą spośród wszystkich przyznawanych nagród Nobla. W swoim testamencie Alfred Nobel nie wymienił bowiem ekonomii jako dziedziny, w której ma być wręczane to wyróżnienie. Ufundował je w 1968 r. Królewski Bank Szwecji, w 300. rocznicę swej działalności, dlatego ekonomiczne Noble przyznawane są dopiero od 1969 r. (pozostałe – od 1901 r.). Laureata wybiera grono złożone z profesorów ekonomii Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk. Oprócz dyplomu i medalu otrzymuje on 8 mln szwedzkich koron.

Ekonomiczny Nobel – nagroda polityczna?
W 2015 r. ekonomicznego Nobla otrzymał brytyjsko-amerykański uczony Angus Deaton, specjalizujący się m.in. w analizach poświęconych problemowi ubóstwa na świecie. Ci, którzy komentowali ten wybór zwracali uwagę, że Komitet Noblowski zwrócił w ten sposób uwagę na pogłębiające się na całym świecie rozwarstwienie między najbiedniejszymi a najbogatszymi.

– Wszystkie jego publikacje dotyczą gorących obecnie tematów. Niektórzy w związku z tym mówią, że Nagroda Nobla jest trochę upolityczniona, bo właśnie dotyczy gorących tematów. Moim zdaniem trudno to łączyć z upolitycznieniem, tylko po prostu rolą ekonomistów jest reagowanie na gorące, bieżące tematy. I on właśnie zajmuje się analizą konsumpcji, nierówności i związanych z tym nieprawidłowości świata – mówiła w rozmowie z PAP prof. Elżbieta Mączyńska z SGH.

Czytaj: Polacy wciąż wydają więcej niż zarabiają

Rok wcześniej, w 2014 r. ekonomiczny Nobel trafił do Francuza, prof. Jeana Tirole. On z kolei został wyróżniony za prace dotyczące tworzenia się karteli i monopoli. W uzasadnieniu Komitet Noblowski wyjaśniał, że dzięki jego badaniom rządy mogą zachęcać najbardziej wpływowe firmy, aby stawały się bardziej wydajne bez szkód dla konkurencji na rynku.

Łączenie wody z ogniem?
W  1974 r. ekonomiczny Nobel trafił do dwóch uczonych – Szweda Gunnara Myrdala oraz Austriaka Fredricha von Hayeka. Nie byłoby w tym nic dziwnego (Nobla, nie tylko z ekonomii, nie raz przyznawano więcej niż jednej osobie), gdyby nie fakt, że w tym przypadku trafiła ona do naukowców, którzy reprezentują odmienne podejścia do gospodarki.

Myrdal, politycznie związany z socjaldemokracją był zwolennikiem planowania gospodarczego w krajach rozwiniętych, jego zdaniem nierówny podział własności w społeczeństwie stanowi przeszkodę dla wzrostu i efektywności ekonomicznej. Hayek był z kolei przeciwnikiem interwencjonizmu państwowego i zwolennikiem liberalnej doktryny gospodarczej (zgodnie z którą im mniej państwo „wtrąca” się do gospodarki, tym lepiej dla niej, ale też dla samych obywateli).

Zobacz: 500 plus nie wpływa na wzrost bezrobocia kobiet

Kiedy Komitet Noblowski ogłosił te nazwiska, przeciwko Gunnar Myrdal zaprotestował przeciwko nagrodzie dla von Hayeka. Protestował również, kiedy dwa lata później (1976 r.) ekonomicznego Nobla przyznano Miltonowi Friedmanowi, guru ekonomii neoliberalnej, jednemu z najbardziej wpływowych ekonomistów drugiej połowy XX w. (Friedman należał m.in. do zespołu doradców ekonomicznych prezydentów USA: Nixona i Reagana). Stał on na stanowisku, że ekonomiczne funkcje państwa powinny być ograniczone, krytykował wysokie wydatki państw na cele socjalne (zasiłki dla bezrobotnych, ubezpieczenia społeczne itp.).

Ekonomia rządzi naszym życiem?
Ci, którzy kiedykolwiek korzystali np. z unijnych szkoleń powinni ciepło pomyśleć o Garym Beckerze, laureacie ekonomicznego Nobla z 1992 r. To on bowiem wprowadził do ekonomii pojęcie inwestowania w kapitał ludzki i analizował, jaki wpływ może to mieć dla rozwoju gospodarki. Amerykanin był zresztą wyjątkowo „ludzkim” ekonomistą. W sferze jego zainteresowań znajdowały się bowiem zagadnienia związane z codziennym życiem niemal każdego z nas. Stał on na stanowisku, że nasze decyzje, pozornie nie mające wiele wspólnego z twardym ekonomicznym rachunkiem, również podyktowane są analizą zysków i strat.

Zobacz także: Projekt ustawy budżetowej trafił do Sejmu! Dla rządu najważniejsze jest 500 Plus

Zwracał na przykład uwagę, że w ten sposób można na przykład analizować decyzje o posiadaniu dziecka (lub dzieci). Mówiąc w największym uproszczeniu, twierdził, że rodzice decydują się na posiadanie mniejszej liczby dzieci m.in. dlatego, że stawiają nie na ilość, ale na jakość. Becker w ten sposób starał się wyjaśnić spadającą liczbę urodzeń w krajach wysoko rozwiniętych.

Kto w tym roku?
Na giełdzie nazwisk, które pojawiają się wśród potencjalnych kandydatów na tegorocznego laureata nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii pojawia się m.in. nazwisko Edwarda Lazeara ekonomisty zajmującego się kwestiami zatrudnienia i wydajności pracy.

W gronie faworytów wymienia się również Marca Melitza. Jego prace pokazują, jak wolny handel międzynarodowy niszczy słabsze firmy, a umacnia korporacje. Przeciwko tej kandydaturze przemawia fakt, że byłaby ona zbyt mocno związana z antyglobalizacyjnymi nastrojami, a Komitet Noblowski „uległ” im już w ubiegłym roku, przyznając nagrodę Angusowi Deatonowi.

Źródła: money.pl, PAP, Rzeczpospolita

MK

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: