Aleksander Kwaśniewski ma słabą głowę

Były premier Leszek Miller w rozmowie z Hubertem Biskupskim ujawnia, kto najbardziej pił w Sejmie i czy Aleksander Kwaśniewski lubił zaglądać do kieliszka. Zdradza też, jak wyglądały biesiady z Rosjanami i kto był prawdziwym królem toastów.

Leszek Miller na pierwszym planie. Obok na miniaturze zamyślony Aleksander Kwaśniewski, a w tle pije z kieliszka. O kulisach biesiad polityków przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Paweł Dąbrowski / Super Express; Piotr Liszkiewicz / Super Express; Piotr Grzybowski / Super Express;

Hubert Biskupski: Myślę alkohol, mówię…

Leszek Miller: Sejm.

Aż tak?

Alkohol kojarzy mi się z pewnymi obrazkami z pomieszczenia „za kratą”

Wyjaśnijmy, że to był bar sejmowy.

Tak, bar sejmowy, gdzie posłowie się zbierali i pękały tam podziały klubowe. Wszyscy się lubili, a nawet kochali; tam rodziły się przyjaźnie i miłości. Niestety, zły marszałek zlikwidował ten przybytek.

Pamięta pan swój pierwszy alkohol w życiu?

Tak, to była tak zwana alpaga, czyli tanie wino owocowe, które w moim środowisku nazywano J23. Kosztowało wtedy chyba 17,50 zł. Jako młodzi chłopcy robiliśmy zrzutkę - hasło „mam dychę” oznaczało, że trzeba coś dołożyć i iść do sklepu. Potem piło się to w parku lub na podwórku.

Jakieś alkoholowe incydenty z lat młodości?

Mając 18 lat w Żyrardowie, podjąłem wyzwanie kolegów. Stanąłem na skrzyżowaniu ulic wieczorem i wypiłem całą butelkę wina „z gwinta”. Wygrałem zakład o kolejne butelki.

Czy alkohol jest ważny w uprawianiu polityki?

Był, jest i będzie. Pity w odpowiedni sposób i w odpowiednich ilościach pomagał ocieplić atmosferę. Często zaczynało się od pytania: „może koniaczek do kawy?”, a potem szło to dalej. Później przechodziło się na whisky, co oznaczało wyższy stopień zażyłości. W Warszawie istniał nawet klub miłośników whisky i cygar, któremu przewodniczył jeden z naszych kolegów z lewicy. Ja tam rzadko bywałem, bo nie znoszę dymu.

Czy alkohol pomagał osiągać cele polityczne?

Częstowało się alkoholem zazwyczaj po zakończeniu negocjacji lub konferencji, choć czasem w trakcie, by rozładować sztywną atmosferę. W zaprzyjaźnionym kręgu piło się też, by omawiać strategię na kolejne godziny.

Kto w Sejmie lat 90. pił najwięcej?

Trudno powiedzieć. Najbardziej obecność alkoholu w parlamencie odczuwało się pod koniec lat 90. Potem, wraz z postępem technologicznym i pojawieniem się telefonów robiących zdjęcia oraz polaryzacją, ludzie zaczęli się bać wspólnych spotkań, by nie musieć tłumaczyć się szefom ze zdjęć z przeciwnikami politycznymi. To źle, bo życie towarzyskie wzbogaca politykę o anegdoty, dowcipy i legendy.

 Czy Aleksander Kwaśniewski lubił sobie wypić? Sceny pijanego Kwaśniewskiego z cmentarza Charkowa przeszły do historii.

To akurat była bardzo poważna sytuacja. Jeśli chodzi o Kwaśniewskiego, to nie ciągnęło go szczególnie do kieliszka, ale miał, jak to się mówi, słabą głowę. Inni mogli wypić więcej, on mniej. Poza tym prezydent jest w trudnej sytuacji - krąg osób, z którymi może się napić, jest bardzo wąski.

Kto miał najmocniejszą głowę w SLD?

Bez wątpienia królem był Józef Oleksy. Przy szklance szkockiej whisky snuł niesamowite, ubarwione opowieści, które nazywałem „juzioleniem”. Ostrzegałem go, że to się źle skończy, bo Zbigniew Ziobro nie miał poczucia humoru i brał te opowieści nagrane u Gudzowatego na poważnie. Przez to sam musiałem odwiedzić kilka prokuratur. Józef był niezwykle towarzyski, a jego toasty i przemówienia okolicznościowe to była prawdziwa intelektualna uczta.

Czy po 1989 roku coś się zmieniło w konsumpcji alkoholu wśród polityków?

Poważna zmiana nastąpiła na początku XXI wieku, tak jak mówiłem, przez inwazję aparatów i polityczną polaryzację. Jeśli chodzi o problemy alkoholowe, to w kilku przypadkach musiałem ostro interweniować. Czasem była to po prostu ciężka, klasyczna choroba alkoholowa, z której niektórzy wychodzili po długiej walce.

Pił pan z Lechem Wałęsą?

Bardzo symbolicznie, na obiedzie w ośrodku w Łańsku. Najpierw była wódeczka, potem koniaczek do kawy. Piłem też z Mieczysławem Wachowskim, ale kłóciliśmy się, bo on do szlachetnej szkockiej whisky dolewał coca-colę, czego nie mogłem znieść.

A jak wyglądały spotkania z Rosjanami?

To były ciężkie przeprawy. Pamiętam czasy „suchego zakonu” za Michaiła Gorbaczowa. Rosjanie uważają, że przegrał, bo ludzie nie mogli mu wybaczyć tego zakazu. Podczas pewnego wyjazdu do Rosji jedynym miejscem, gdzie nie poczęstowano nas wódką, było przedszkole, choć pani dyrektor już się krzątała przy barku.

Słyszałem historię o zamianie kieliszków, gdzie zamiast wódki była woda.

To wydarzenie z moim udziałem. Przyjmowałem delegację radziecką w Nieborowie. Wzniosłem toast żytniówką, wypiłem i poczułem, że to woda. Okazało się, że wszyscy, łącznie z gośćmi, mieli wodę w kieliszkach. Przy trzeciej kolejce, gdy kelnerzy przynieśli już prawdziwy alkohol, zażartowałem, że to był test i nie chcieliśmy występować przeciwko Gorbaczowowi. Potem okazało się, że to była fabryczna wada lub oszustwo - w butelkach żytniówki zamiast alkoholu była woda.

Brakuje panu tych biesiad?

Nie, im jestem starszy, tym gorzej znoszę alkohol. Moje możliwości są inne niż 20-30 lat temu. Ostatnio z kolegami odkryliśmy nowy gatunek irlandzkiej whisky, który mnie zachwycił, ale to już jest dawkowanie w niewielkich ilościach.

Rozmawiał Hubert Biskupski

Alfabet Millera - A jak Alkohol
QUIZ PRL: Wódka walutą, bimbrownictwo oporem. Fenomen kultury picia w PRL-u
Pytanie 1 z 15
Pytanie z gatunku trudnych. Jaki procent budżetu państwa stanowiły wpływy ze sprzedaży alkoholu w 1980 roku?
QUIZ PRL: Wódka walutą, bimbrownictwo oporem. Fenomen kultury picia w PRL-u

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki