- Ceny ropy naftowej gwałtownie rosną (WTI do 65,31 USD, Brent do 70,46 USD) z powodu obaw przed możliwą interwencją militarną USA w Iranie, co może doprowadzić do wielotygodniowej kampanii zbrojnej.
- Prezydent USA Donald Trump rozważa atak na Iran, a Izrael przygotowuje się do wojny w ciągu kilku dni, co podnosi napięcie geopolityczne i wpływa na rynki surowców.
- Stany Zjednoczone zgromadziły na Bliskim Wschodzie potężne siły wojskowe, w tym dwa lotniskowce i setki myśliwców, co analitycy interpretują jako realne zagrożenie, a nie blef.
- Spadek zapasów ropy w USA (o 609 tys. baryłek) dodatkowo wzmacnia presję na wzrost cen, jednocześnie trwają rozmowy dyplomatyczne z Iranem i Rosją, ale bez znaczących postępów.
Gwałtowny wzrost cen ropy na giełdach
Środa (18 lutego) przyniosła prawdziwe trzęsienie ziemi na rynkach surowców. Notowania ropy naftowej poszły w górę tak gwałtownie, jak nie widziano tego od miesięcy. Inwestorzy nerwowo obserwują wykresy, a kierowcy mają powody do obaw, bo droższa ropa niemal zawsze oznacza wyższe ceny na stacjach paliw.
Konkretne liczby mówią same za siebie. Baryłka ropy Brent, która jest kluczowym wskaźnikiem dla rynków w Europie, na giełdzie w Londynie jest wyceniana na 70,46 dolara. Amerykańska ropa WTI na giełdzie w Nowym Jorku kosztuje z kolei 65,31 dolara za baryłkę. Nagły skok cen ropy to efekt środowej sesji, podczas której notowania ropy Brent poszły w górę aż o 4,3 proc., co jest najmocniejszym dziennym wzrostem od października 2025 roku. Choć w czwartek rano dynamika nieco wyhamowała, ceny wciąż utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Za tak gwałtowną reakcją rynku stoi jeden, bardzo poważny powód: widmo wojny na Bliskim Wschodzie.
Polecany artykuł:
Dlaczego ceny ropy rosną? Widmo ataku USA na Iran
Za nerwowością inwestorów nie stoją anonimowe siły rynkowe, ale konkretne i coraz bardziej niepokojące doniesienia z Bliskiego Wschodu. Iskrą zapalną, która podpaliła notowania ropy, okazały się informacje opublikowane przez portal Axios. Według jego źródeł, prezydent USA Donald Trump jest coraz bliższy podjęcia decyzji o ataku militarnym na Iran, a operacja może rozpocząć się znacznie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa.
Nie chodzi tu o niewielką, punktową akcję. Informatorzy serwisu mówią o wielotygodniowej kampanii zbrojnej, która swoim rozmachem znacznie przewyższyłaby poprzednie interwencje. W grę wchodzi wspólna operacja amerykańsko-izraelska, której celem byłoby zniszczenie irańskich instalacji jądrowych i być może nawet zmiana reżimu w Teheranie. Powagę sytuacji oddają słowa jednego z doradców Donalda Trumpa, cytowanego przez Axios:
Szef traci cierpliwość. Niektórzy wokół niego przestrzegają go przed wojną z Iranem, ale uważam, że jest 90-procentowa możliwość, że zobaczymy akcję kinetyczną w ciągu najbliższych kilku tygodni.
Polecany artykuł:
Polecany artykuł:
To nie są puste słowa. W ostatnich tygodniach Stany Zjednoczone przerzuciły w region Bliskiego Wschodu potężne siły. Mowa o dwóch lotniskowcach, kilkunastu okrętach wojennych, setkach myśliwców i zaawansowanych systemach obrony przeciwlotniczej. Ponad 150 lotów transportowych dostarczyło sprzęt i amunicję. Tylko w ciągu ostatniej doby w region skierowano dodatkowych 50 samolotów bojowych, w tym najnowocześniejsze F-35 i F-22. Doradcy prezydenta podkreślają, że zgromadzenie tak ogromnej siły ogniowej to nie blef. Ryzyko eskalacji jest tym większe, że potencjalny konflikt w Iranie byłby bezpośrednim zagrożeniem dla przetrwania reżimu w Teheranie i stabilności całego regionu.