Donald Trump obiecuje 5 tys. dolarów dla każdego Amerykanina. Jest jeden warunek

Prezydent USA Donald Trump obiecał każdemu dorosłemu Amerykaninowi 5000 dolarów. Ta „dywidenda” ma jednak twardy warunek – Republikanie muszą wygrać listopadowe wybory w USA w 2026 roku. Zapowiedź padła podczas konwencji w Dallas, na której Trump walczy o mobilizację wyborców.

Donald Trump w ciemnym garniturze i żółtym krawacie siedzi w fotelu. O jego obietnicach wyborczych pisze SE Superbiz.
Autor: Alex Brandon/ Associated Press

Kampania po amerykańsku– jakie są warunki wypłaty?

To obietnica, która zdominowała pierwszy dzień konwencji Republikanów w Dallas. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wyszedł na scenę i złożył deklarację, która natychmiast trafiła na czołówki serwisów informacyjnych. Chodzi o wypłatę 5000 dolarów dla każdego dorosłego Amerykanina. Pomysł, choć brzmi jak spełnienie marzeń dla milionów ludzi, ma jeden, bardzo konkretny haczyk.

Pieniądze nie pojawią się na kontach obywateli z dnia na dzień. To narzędzie polityczne, które ma zmobilizować wyborców Partii Republikańskiej. Prezydent Donald Trump postawił sprawę jasno podczas swojego blisko dwugodzinnego wystąpienia.

Jeśli Republikanie wygrają w Izbie Reprezentantów i Senacie Stanów Zjednoczonych (...) ze względu na naszą niesamowitą siłę i ekonomiczny sukces, wydam dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tys. dol. – zadeklarował prezydent.

Obietnica Donalda Trumpa dotycząca 5000 dolarów jest więc prosta: pieniądze trafią do obywateli tylko wtedy, gdy Republikanie zdobędą pełną kontrolę nad Kongresem w nadchodzących wyborach w USA w 2026 roku. Trump nie przedstawił żadnych szczegółów swojego planu, nie wyjaśnił, skąd miałyby pochodzić środki na tak ogromną operację finansową. Na tym etapie to czysta obietnica wyborcza, której celem jest przekonanie Amerykanów, by w listopadzie postawili krzyżyk przy kandydatach z jego partii.

Wybory w USA to walka z komunizmem? Trump nie ma wątpliwości

Obietnica pieniędzy to jednak tylko jedna strona medalu. Druga to wyjątkowo ostra retoryka, którą prezydent Donald Trump przyjął na potrzeby kampanii. W swoim przemówieniu prezydent USA przedstawił zbliżające się wybory nie jako zwykłą polityczną rywalizację, ale jako starcie dobra ze złem.

Swoich przeciwników z Partii Demokratycznej nazwał wprost „głupkokratami” i sympatykami komunistów. Przekonywał, że jeśli Demokraci wygrają, cofną kraj w rozwoju i będą zmuszać dzieci w szkołach do czytania dzieł Lenina i Stalina. Tak ostra retoryka ma jeden cel: zmobilizować twardy elektorat i przedstawić wybory w USA w 2026 roku jako ostateczną batalię o przyszłość kraju.

Za 55 dni Amerykanie pójdą do urn w jednych z najważniejszych wyborów w naszej historii. Twój głos zadecyduje, czy nasz kraj potknie się na starcie kolejnych 250 lat, czy też ruszy naprzód i nigdy nie będzie oglądał się w tył. Pokonamy komunizm w Ameryce i zagłosujemy na amerykańską wolność – grzmiał ze sceny Donald Trump.

Prezydent chwalił się też swoimi dotychczasowymi osiągnięciami. Twierdził, że za jego rządów do Ameryki nie dostał się ani jeden nielegalny imigrant, a obawy o rosnące koszty życia to „szwindel”.

Problemy Republikanów

Wielka obietnica i ostra retoryka zderzają się jednak z twardą rzeczywistością. Konwencja w Dallas, która miała być pokazem siły, obnażyła kilka poważnych problemów Partii Republikańskiej. Największym z nich jest sam prezydent. Sondaże są dla niego bezlitosne. Według większości badań, poparcie dla Donalda Trumpa nie przekracza 40 proc., a badanie Ipsos dla agencji Reuters wskazuje na zaledwie 32 proc.

Rekordowo niskie poparcie dla prezydenta sprawia, że nawet obietnica 5000 dolarów od Donalda Trumpa może nie wystarczyć, by zapewnić Republikanom zwycięstwo w wyborach w USA w 2026 roku. Wielu kandydatów partii, zwłaszcza ci walczący o głosy w najbardziej wyrównanych wyścigach, zdecydowało się nawet nie przyjeżdżać do Dallas. Skupili się na kampanii we własnych okręgach, a za ich decyzją stały twarde kalkulacje. Udział w konwencji kosztował kandydata aż 25 tys. dolarów, a pokazywanie się u boku tak niepopularnego prezydenta mogłoby im bardziej zaszkodzić, niż pomóc.

Sytuacji nie poprawiają doniesienia mediów o problemach ze sprzedażą biletów na wydarzenie. Mimo to, konwencja jest całkowicie zdominowana przez Donalda Trumpa, który ma przemawiać również drugiego dnia.

Niespodzianką wieczoru było wirtualne wystąpienie demokratycznego senatora Johna Fettermana. Oznajmił on, że choć jest z innej partii, to sprzeciwia się „skrajnościom i socjalizmowi” i jest gotów współpracować z Trumpem. Nie jest to jednak aż tak zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Fetterman jest znany z silnego poparcia dla Izraela i wielokrotnie głosował już w tej kadencji razem z Republikanami.

Kluczowa bitwa o Kongres rozegra się w Teksasie. To tam toczy się najważniejszy pojedynek, który może zdecydować o tym, która partia zdobędzie większość w Senacie. O fotel senatora walczą prokurator generalny stanu Ken Paxton, zamieszany w przeszłości w skandale, oraz Demokrata James Talarico. Choć Teksas od dekad jest bastionem Republikanów, sondaże dają Talarico realne szanse na zwycięstwo. Sam Trump, popierając Paxtona, pozwolił sobie na dość osobliwą recenzję.

On może nie wygląda najlepiej, nie ubiera się najlepiej, nie mówi najlepiej, ale to najlepszy stanowy prokurator generalny, jakiego mamy – mówił prezydent.

Wszystko to pokazuje, że obietnica 5000 dolarów to próba ratowania sytuacji w obliczu poważnych problemów. Prezydent Donald Trump postawił wszystko na jedną kartę, licząc, że wizja łatwych pieniędzy i strach przed „komunizmem” przykryją jego niskie notowania i zapewnią Republikanom wygraną. Czy ta strategia zadziała, Amerykanie zdecydują już w listopadzie.

NAJSZTUB: TRUMP OŚMIESZYŁ USA NA LATA!
Quiz. Donald Trump: fakty i fake newsy. Sprawdź, czy prezydent USA da się lubić
Pytanie 1 z 10
Zanim został prezydentem, Donald Trump nigdy nie pełnił żadnej funkcji publicznej.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki