Fałszywe dokumenty i znikające wagony cukru. Bank Cukrownictwa obracał milionami

Wszystko wyglądało jak dobrze działająca machina: cukrownie produkowały, kolej woziła towar, a przez bank przepływały ogromne pieniądze. Aż ktoś zaczął sprawdzać dokumenty. Wtedy okazało się, że rachunki się nie zgadzają, a za brakującym cukrem kryje się historia godna kryminału. Finał rozegrał się przed sądem.

  • W II RP Bank Cukrownictwa był potężnym graczem finansowym, zarządzającym ogromnymi sumami i napędzającym polski przemysł cukrowniczy.
  • Jego działalność przerodziła się w "wielką aferę cukrową" z fałszywymi dokumentami i znikającymi wagonami cukru.
  • Chociaż bank był ofiarą oszustwa, procesy sądowe o miliony złotych pokazały ciemne strony biznesu tamtych lat.
  • Odkryj kulisy kryminalnej intrygi, która wstrząsnęła finansami II RP i dowiedz się, jak łatwo było stracić fortunę.

Na początku nic nie zapowiadało afery. Była za to wielka ambicja i jeszcze większe pieniądze. Bank Cukrownictwa powstał w Poznaniu w 1921 r. z inicjatywy organizacji skupiającej zachodniopolski przemysł cukrowniczy. Nie był zwykłym bankiem dla drobnych ciułaczy. Jego zadaniem było finansowanie jednej z najważniejszych gałęzi gospodarki odrodzonej Polski: cukrowni, kampanii buraczanych, handlu i eksportu cukru.

Skala biznesu rosła błyskawicznie. Po reformie walutowej kapitał zakładowy banku wynosił na początku 1925 r. 800 tys. zł. W 1931 r. było to już 12 mln zł. Jeszcze bardziej imponująco wyglądała działalność kredytowa. Według zestawienia opublikowanego w 1938 r. w branżowym piśmie „Bank” w 1929 r. wartość zdyskontowanych weksli, kredytów na rachunkach bieżących i pożyczek terminowych sięgała łącznie niemal 175 mln zł, a rok później przekroczyła 183 mln zł.

To były gigantyczne kwoty jak na realia II RP. Bank finansował przede wszystkim cukrownictwo, a wraz z rozwojem eksportu sięgał także po pieniądze za granicą. Pod koniec 1929 r. pozycja związana z zagranicznymi bankami sięgała 96,6 mln zł, rok później około 81 mln zł. Polska gospodarka miała zarabiać na cukrze, a Bank Cukrownictwa był jednym z miejsc, przez które przepływały pieniądze potrzebne do napędzania tego interesu.

I właśnie wtedy do tej opowieści weszły fałszywe papiery.

Wagony pełne cukru znikały 

W latach 30. prasa zaczęła pisać o sprawie, którą określała wprost jako „wielką aferę cukrową”. Mechanizm nie wymagał sejfu, wytrychów ani nocnego włamania. Wystarczyły dokumenty. Z ówczesnych relacji prasowych wynika, że podczas kontroli prowadzonej przez Ministerstwo Komunikacji wykryto nadużycia przy przewozie cukru. Centralną postacią opisywanej sprawy był kupiec Dawid Mordka Szpiro, który miał prowadzić hurtowy handel cukrem i pozostawać w stosunkach handlowych z Bankiem Cukrownictwa. Według prasy proceder miał polegać na fałszowaniu dokumentów związanych z odbiorem przesyłek przy współudziale osób zatrudnionych na kolei.

Alarm podniesiono po ujawnieniu braków na dworcu w Zduńskiej Woli. Chodziło o należności za 12 wagonów cukru, które ówczesne gazety wyceniały na około 250 tys. zł. Śledztwo miało objąć również stację Łódź Kaliska, a władze poleciły zatrzymać osoby podejrzewane o udział w machinacjach. Według prasowej relacji proceder miał trwać nawet około trzech lat.

W tej historii trzeba jednak postawić wyraźną granicę: dostępne źródła nie dowodzą, że to Bank Cukrownictwa organizował oszustwo finansowe. Przeciwnie, w opisanym procederze bank występował jako podmiot, który poniósł stratę i następnie próbował odzyskać pieniądze. To ważne, bo określenie „afera Banku Cukrownictwa” może dziś brzmieć tak, jakby to jego władze stały za machinacją. Źródła tego nie potwierdzają.

12 wagonów, fałszywe listy i rachunek na 277 tys. zł

Sprawa nie skończyła się wraz z policyjnym dochodzeniem. Kilka lat później historia wróciła na salę sądową. W styczniu 1934 r. prasa informowała o „sensacyjnym wyroku” w procesie wytoczonym przez Bank Cukrownictwa Skarbowi Państwa. Tym razem stawką było 277 tys. zł. Bank wysłał do Warszawy 12 wagonów cukru, lecz kolej miała wydać towar niewłaściwemu odbiorcy na podstawie sfałszowanych listów przewozowych. Sąd Okręgowy uznał, że po stronie kolei doszło do poważnego zaniedbania i zasądził na rzecz banku dochodzoną kwotę.

Nie był to więc klasyczny napad na bank. Pieniądze i towary ginęły w sieci handlowych zleceń, dokumentów przewozowych, składów i kolejowych magazynów. Właśnie dlatego ta historia tak dobrze pokazuje, jak wyglądały oszustwa finansowe w II RP. Wielki biznes był już nowoczesny, ale kontrola nad przepływem dokumentów i towarów wciąż miała słabe punkty, które można było wykorzystać.

Cukier był siłą i ryzykiem banku

Bank Cukrownictwa nie był przypadkowym uczestnikiem tych wydarzeń. Jego działalność była niezwykle mocno związana z cukrem. Instytucja nie tylko kredytowała cukrownie. Uczestniczyła również w organizowaniu sprzedaży, finansowała kampanie i korzystała z zagranicznych kredytów, gdy polski cukier trafiał na eksport. W 1930 r. sama wartość działalności kredytowej wykazana w zestawieniu przekraczała 183 mln zł.

Kiedy eksport zaczął słabnąć, zmniejszało się również zagraniczne finansowanie. Z niemal 97 mln zł w 1929 r. spadło ono do około 31 mln zł już dwa lata później. Autor opracowania z 1938 r. wiązał ten ruch ze spadkiem cen cukru na światowych rynkach i kurczeniem się możliwości eksportowych.

Mimo głośnych sporów sądowych i afer związanych z obrotem cukrem bank nie zniknął z rynku w następstwie tych wydarzeń. Przetrwał całe dwudziestolecie międzywojenne. Archiwum Państwowe w Poznaniu zachowało jego bilanse, protokoły kontroli, materiały dotyczące kredytów, relacji z zagranicznymi bankami, sprzedaży cukru, eksportu, a także całe teczki akt procesowych.

Wojna zakończyła epokę Banku Cukrownictwa

Koniec przyniosła dopiero zupełnie inna katastrofa. Po wybuchu II wojny światowej polski system bankowy został rozbity. Banki działające na terenach wcielonych do Rzeszy likwidowano, a w Generalnym Gubernatorstwie ich aktywność była podporządkowana niemieckim władzom. Po wojnie dla prywatnych instytucji finansowych nie było już miejsca w budowanym systemie gospodarczym. W 1946 r. Bank Cukrownictwa został pozbawiony koncesji i postawiony w stan likwidacji.

Zostały akta, bilanse i pożółkłe gazety. A w nich historia, która niemal sto lat później brzmi zaskakująco współcześnie: wielkie pieniądze, handel na ogromną skalę, sfałszowane dokumenty, znikający towar i sądy próbujące ustalić, kto ma zapłacić rachunek. W II RP do przekrętu nie zawsze potrzeba było skomplikowanych instrumentów finansowych. Czasem wystarczył kawałek papieru, pieczęć i wagon pełen cukru.

KARPACZ 2026 Paweł Lachman
QUIZ od PRL do kapitalizmu. Balcerowicz, bezrobocie, kuroniówka. Jak dobrze znasz polską transformację?
Pytanie 1 z 10
Kiedy wprowadzono Plan Balcerowicza?
Tak zmienił się Leszek Balcerowicz od czasu planu Balcerowicza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki