- Proponowany zakaz fajerwerków F2 i F3 w Polsce zagraża 95% rynku i zamknięciem 99% firm z branży pirotechnicznej, która zatrudnia 10 tys. osób – ostrzegają przedsiębiorcy.
- Polska jest jednym z największych importerów i eksporterów pirotechniki w Europie; zakaz może przyczynić się do rozwoju szarej strefy.
- Kilkaset magazynów pirotechnicznych w Polsce spełnia normy bezpieczeństwa zbliżone do wojskowych, co czyni je strategicznym zapleczem dla obronności kraju w razie konfliktu.
- Branża pirotechniczna, to nie tylko importerzy i sprzedawcy. Pracuje w niej wielu wykfalifikowanych specjalistów.
Nowy zakaz fajerwerków to wyrok na całą branżę
Przedsiębiorcy i eksperci biją na alarm. Projekt ustawy autorstwa Koalicji Obywatelskiej, który ma zakazać od lipca 2027 r. osobom prywatnym używania większości fajerwerków, to dla polskich firm katastrofa. – Znowu próbuje się zaorać całą branżę pirotechniki w Polsce. Na czym zyskają Niemcy i Holendrzy jako nasi jedyni konkurenci w Europie – alarmował w lutym Jarosław Wolski, publicysta i cywilny analityk branży obronnej. Polska to jeden z europejskich liderów w tej dziedzinie. Jesteśmy w ścisłej czołówce importerów i eksporterów pirotechniki na kontynencie. Bezpośrednio w branży pracuje 10 tysięcy osób, a kolejne 15 tysięcy w firmach z nią współpracujących.
Podobnego zdania zdania jest Sebastian Kwiatek, prokurent w rodzinnej firmie z 30-letnią tradycją i przedstawiciel Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki Widowiskowej.
– Mówimy o zakazie produktów, które stanowią 95% naszej sprzedaży. To prosta matematyka. 99% firm z tego sektora po prostu się zamknie. To będzie ich koniec – mówi nam przedsiębiorca.
Polecany artykuł:
Czego dokładnie chcą zakazać posłowie?
Całe zamieszanie dotyczy podziału fajerwerków na klasy. Projekt ustawy pozostawia w legalnym obrocie jedynie produkty z kategorii F1.
– Obrazowo mówiąc, to są zimne ognie i fontanny tortowe. Właściwie na tym lista się kończy – wyjaśnia Sebastian Kwiatek.
Zakaz ma objąć kategorie F2 i F3. To właśnie one stanowią trzon oferty, którą Polacy znają ze sklepów. Są to m.in. rzymskie ognie, mniejsze i większe wyrzutnie, rakiety czy petardy. W praktyce oznacza to, że ze sprzedaży zniknie wszystko to, co kojarzy się z sylwestrowym pokazem. Kategoria F4, czyli w pełni profesjonalna pirotechnika używana przez specjalistyczne firmy, pozostanie legalna, ale będzie niedostępna dla zwykłego Kowalskiego. Koszt wynajęcia firmy to tysiące złotych.
Kto zyska na zakazie?
Przedsiębiorcy są przekonani, że Polacy nie zrezygnują z fajerwerków. Zamiast wspierać legalnie działające polskie firmy, zaczną szukać towaru w szarej strefie.
– Ludzie będą kupowali te fajerwerki albo z nieznanych źródeł, albo od kumpla, który sobie w garażu to składa. I w tym momencie zacznie się prawdziwy problem – ostrzega Kwiatek.
Jak podreśla pan Robert Nowak, podwarszawski przedsiębiorca, legalne produkty przechodzą rygorystyczne certyfikacje. Po wprowadzeniu zakazu na rynek mogą trafić produkty niewiadomego pochodzenia.
Czy to cichy cios w bezpieczeństwo państwa?
Najpoważniejsze ostrzeżenie branży dotyczy jednak kwestii, o której mało kto myśli w kontekście fajerwerków – obronności kraju. Zaplecze branży pirotechnicznej ma ogromny potencjał.
– Nasze magazyny muszą spełniać niemal takie same normy jak obiekty wojskowe pod względem grubości ścian, zabezpieczeń czy odległości od zabudowań. W razie konfliktu można w nich przechowywać nawet amunicję artyleryjską – wyjaśnia. W Polsce istnieją setki takich obiektów, gotowych do natychmiastowego wykorzystania. – Czasem korzysta z nich policja do przechowywania przechwyconych nielegalnych ładunków – dodaje Robert Nowak.
To jednak nie wszystko. W sektorze pracuje ponad tysiąc licencjonowanych pirotechników z uprawnieniami do pracy z materiałami wybuchowymi. To wykwalifikowana kadra, którą można błyskawicznie przekwalifikować do pracy w przemyśle zbrojeniowym. Likwidacja branży pirotechnicznej to cichy cios w bezpieczeństwo państwa, pozbawiający nas strategicznej infrastruktury i tysiąca ekspertów od materiałów wybuchowych.
Polecany artykuł:
Na zakazie ucierpią na koniec także zwykli fani kolorwych pokazów. – Będę cierpiał, jeśli zakaz wejdzie w życie. Stracę konktat z przyjaćiómi, którzy tak jak ja organizują pokazy – mówi nam zrozpaczony Paweł Lech (29 l.) z Krakowa.