Kryzys mieszkaniowy w Hiszpanii przestrogą dla Polski. To dramat pokoleń

Dramatyczna eksmisja 87-letniej Maríi del Carmen Abascal stała się iskrą zapalną, która obnażyła głęboki kryzys mieszkaniowy w Hiszpanii. Ceny mieszkań w Hiszpanii rosną w dwucyfrowym tempie, a koszt najmu bije rekordy. To problem, który dotyka miliony osób. Historia Marcarmen to ostrzeżenie, które powinno być uważnie obserwowane także w Polsce.

Dlaczego eksmisja 87-latki wstrząsnęła Hiszpanią?

Wszystko zaczęło się od nagrań, które wstrząsnęły całym krajem. Widać na nich moment, w którym María del Carmen Abascal, 87-letnia kobieta znana jako Maricarmen, jest eksmitowana ze swojego mieszkania w Madrycie. Mieszkała w nim na wynajem przez blisko 70 lat. Problem pojawił się, gdy zmienił się właściciel budynku. Jak podaje Związek Najemców w Madrycie, nowa propozycja czynszu była szokująca – zamiast dotychczasowych 500 euro, zażądano 2650 euro miesięcznie. Później kwotę obniżono do 1650 euro, ale dla starszej kobiety to wciąż była suma nie do udźwignięcia.

Mimo ogromnych protestów i prób wstrzymania procedury, do eksmisji doszło, a Maricarmen trafiła do szpitala. Jej historia stała się wstrząsającym symbolem, który obnażył, jak głęboki i wielowymiarowy jest kryzys mieszkaniowy w Hiszpanii, wywołując falę protestów daleko poza stolicą kraju. To nie tylko przykra opowieść o jednej osobie, ale problem milionów Hiszpanów – od młodych, których nie stać na usamodzielnienie się, po seniorów, którzy po dekadach tracą poczucie bezpieczeństwa.

Jest to też przestroga dla Polski i naszego rodzimego rynku nieruchomości, który zdaje się podążać w tym samym kierunku, co hiszpański. Sprawa Maricarmen podnosi też fundamentalne pytania o podstawowe bezpieczeństwo socjalne, wolność gospodarczą, rolę wspólnoty oraz mobilność społeczną.

Nie jest to też wyłącznie kwestia społeczeństwa hiszpańskiego. Portal Euronews informuje, że sprawą zainteresowała się Amnesty International, która stwierdziła, że eksmisja Maricarmen, w przypadku braku gwarancji alternatywnego rozwiązania mieszkaniowego, naruszyła jej prawa. Nie pomogła też niesławna hiszpańska biurokracja, ponieważ kolejne urzędy i podmioty administracji wzajemnie obarczały się odpowiedzialnością za to, co spotkało starszą kobietę. 

Biorąc to wszystko pod uwagę nie należy się dziwić, że tłumy Hiszpanów wyległy na ulice we wspólnym proteście. Miliony ludzi podskórnie czują, że sytuacja ta może dotknąć ich samych oraz ich bliskich, gdyż skala problemów mieszkaniowych w Hiszpanii przyprawia o prawdziwy zawrót głowy. 

Koszty mieszkania i wynajmu w Hiszpanii

Gorzka historia Maricarmen to ludzka twarz problemu, ale twarde dane pokazują jego prawdziwą skalę. Liczby są bezlitosne. Problem z dostępem do dachu nad głową nie jest już kwestią marginalną, ale jednym z największych obciążeń dla budżetów milionów hiszpańskich rodzin. Zarówno ci, którzy marzą o własnym mieszkaniu, jak i ci, którzy wynajmują, zderzają się ze ścianą.

Według danych hiszpańskiego urzędu statystycznego (INE) za drugi kwartał 2026 roku, ceny mieszkań w Hiszpanii poszły w górę aż o 12,2% w skali roku. To dwucyfrowy wzrost, który sprawia, że dla wielu osób zakup staje się nierealnym marzeniem. Co więcej, lokale z rynku wtórnego, które stanowią większość oferty, podrożały jeszcze bardziej – o 12,9%.

Sytuacja nie wygląda lepiej na rynku najmu. Problem dotyczy też osób, które szukają lokalu na wynajem, ponieważ średnie stawki za wynajem mieszkań w Hiszpanii osiągnęły w sierpniu 2026 roku poziom 15,1 euro za metr kwadratowy, jak podaje portal Idealista. Oznacza to wzrost o 5,8% w ciągu zaledwie roku, a to wszystko nakłada się na podwyżki z poprzednich lat. W efekcie, jak wynikało z danych INE już w 2024 roku, nieco ponad 28% najemców przeznaczało na opłaty mieszkaniowe ponad 40% swoich dochodów. Dla porównania, średnia unijna wynosiła wtedy nieco ponad 19%.

Urbanizacja i turystyka

Dlaczego ceny tak szaleją? Eksperci są zgodni, że nie ma jednego winnego, a problem jest bardzo złożony. Wskazują jednak, że u podstaw wszystkiego leży fundamentalna nierównowaga. Mówiąc wprost, katalizatorem obecnego kryzysu mieszkaniowego w Hiszpanii jest to, że w miejscach, gdzie ludzie chcą mieszkać i pracować, buduje się o wiele za mało mieszkań, by zaspokoić popyt.

Z jednej strony Hiszpania zyskuje mieszkańców i tworzą się nowe gospodarstwa domowe. Trzeba tu zwłaszcza podkreślić rolę rozbudowanej turystyki i przyciąganie ludzi z całej Europy. Z drugiej strony, branża budowlana wciąż nie otrząsnęła się po potężnym kryzysie finansowym z 2008 roku, a przecież pęknięcie gigantycznej bańki na rynku nieruchomości zmiotło z rynku wiele firm deweloperskich i na lata zamroziło aktywność. Budownictwo co prawda się odrodziło, ale nigdy nie wróciło do dawnych poziomów. Załamanie systemu bankowego i tanich kredytów odbija się czkawką aż do dziś. 

Trzeba też zrozumieć, że problem nie polega na tym, że w całej Hiszpanii brakuje domów. Są gminy, gdzie mieszkania stoją puste, a w internecie furorę robią nieruchomości, położone na malowniczej prowincji, gdzie ceny są bardzo korzystne. Sęk w tym, że znajdują się one daleko od miejsc, gdzie toczy się życie gospodarcze, społeczne, kulturalne i często z dala od głównych ciągów komunikacyjnych. Pusty lokal w małym bądź średnim miasteczku bez perspektyw nie rozwiązuje problemu rodziny szukającej dachu nad głową w Madrycie, Barcelonie czy Maladze. Budowa nowych mieszkań, która mogłaby potencjalnie odciążyć problem, to niestety proces, który trwa latami – od przekształcenia gruntów, przez zdobycie pozwoleń, po samą konstrukcję. Podaż po prostu nie nadąża za galopującym popytem, zwłaszcza w warunkach trudnej, rozbuchanej hiszpańskiej biurokracji.

Ciemna rola funduszy inwestycyjnych i prywatnego kapitału

Nie wszystko jednak da się wyjaśnić prawami popytu i podaży. Brak nowych budów to jedno, ale na rynek wpływają też inne, potężne siły. Trzeba porzucić mit o Hiszpanii pełnej drobnych właścicieli wynajmujących jedno mieszkanie. Rzeczywistość jest niestety inna. Aż 61% lokali na wynajem należy do dużych graczy: firm, funduszy inwestycyjnych i osób posiadających wiele nieruchomości. Widać to zwłaszcza w Madrycie czy Barcelonie, gdzie koncentracja własności jest jeszcze większa, co daje wąskiej grupie ogromny wpływ na rynek i stawki za wynajem mieszkań w Hiszpanii.

Niedostateczna dywersyfikacja kapitału na rynku mieszkaniowym jest poważnym problemem, gdyż jak przekonuje hiszpańskie Ministerstwo Konsumpcji, jedynie 39 proc. mieszkań, które są wynajmowane na stałe, stanowi własność osób prywatnych, które mają do wynajęcia jeden lokal. Pozostałe 61 proc. należy do wspomnianych już wcześniej "wielo-najemców". Na domiar złego, pula mieszkań, znajdująca się w ich rękach, rośnie o wiele szybciej. Między 2016 a 2023 rokiem ilość mieszkań, które wynajmowane były przez osoby prywatne, mające dwa lub więcej mieszkań, zwiększyła się aż o 39,9 proc. w stosunku do 30,4 proc. wzrostu wśród właścicieli, posiadających zaledwie jedno lokum na wynajem.

Do tego dochodzi rosnący apetyt zagranicznych nabywców. Nie są oni już tylko dodatkiem do rynku, ale jego ważną częścią, szczególnie w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. W drugim kwartale 2026 roku zagraniczni nabywcy odpowiadali za rekordowe 15,98% wszystkich transakcji zakupu, co dodatkowo podbija ceny mieszkań w Hiszpanii, zwłaszcza na Balearach i w regionie Walencji, które to są powszechnie znane z wysokich turystycznych walorów.

Demografia i imigracja dokładają kolejne ciosy...

Tę mieszankę uzupełnia demografia. Populacja Hiszpanii rośnie, napędzana głównie imigracją, co tworzy stały, wysoki popyt na nowe lokale. Euronews przypomina, że Hiszpania powoli zbliża się do 50 milionów mieszkańców, co spowodowane jest głównie potężną imigracją z krajów Magrebu i innych miejsc świata. To z kolei prowadzi do konstatacji, że w Hiszpanii zwiększa się nieustannie liczba ludzi aktywnych zawodowo, a co za tym idzie popyt na dobra i usługi, a w tym... głód mieszkań. I to najlepiej blisko centrów rozwoju gospodarczego - tj. wielkich ośrodkach i wybrzeżach atrakcyjnych turystycznie. Do tego dochodzą problemy rodzinne i kulturowe, zwiane z rozpadem małżeństw i związków, przez co każdy członek danej pary chce odejść w inne miejsce, ergo - potrzebuje lokum. Zwiększa się przez to liczba gospodarstw domowych, często jednoosobowych, dla których trudno znaleźć ujście. 

Problem pogłębia fakt, że w Hiszpanii praktycznie nie istnieje publiczny zasób mieszkań socjalnych – stanowi on zaledwie ok. 1,6% wszystkich lokali, podczas gdy średnia unijna to blisko 7%. To sprawia, że niemal wszyscy, niezależnie od dochodów, muszą walczyć o miejsce na rozgrzanym do czerwoności rynku prywatnym. Co to oznacza? Nie mniej, ni więcej, tylko to, że potężna część hiszpańskich gospodarstw domowych, które charakteryzują niskie bądź średnie dochody, zależy od rynku prywatnego. A tu sentymentów nie ma. Państwa, gdzie istnieje większy zasób komunalny i socjalny, występuje też większy odsetek mieszkańców, którzy mogą korzystać z wynajmu, gdzie cena nie jest kształtowana przez twarde mechanizmy rynkowe. Hiszpania nie jest takim przypadkiem.

Dlaczego młodzi Hiszpanie nie mogą się usamodzielnić?

Jednym z najbardziej wymownych wskaźników kryzysu jest coś, co dzieje się poza samym rynkiem nieruchomości: wielu młodych ludzi po prostu nie jest w stanie na niego wejść. Dane pokazują to dobitnie. W 2025 roku aż 44,3% Hiszpanów w wieku od 26 do 34 lat wciąż mieszkało z rodzicami. To jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Powód? Prawie połowa z nich przyznaje wprost: nie stać ich ani na kupno, ani na wynajem własnego lokum.

To pokazuje drugie, młode oblicze tego samego problemu. Nie tylko starsze osoby, jak Maricarmen, padają ofiarami hiszpańskich problemów, ale również młodzi, dla których rozpoczęcie samodzielnego życia "na swoim", wiąże się często z nieziszczalnym marzeniem. 

Właśnie dlatego historia Maricarmen stała się czymś więcej niż osobistym dramatem. Jej eksmisja była jak soczewka, która skupiła wszystkie problemy trawiące hiszpański rynek. Pokazała, że kryzys mieszkaniowy w Hiszpanii to nie abstrakcyjne pojęcie, ale realne zagrożenie dla milionów – od młodych, którzy nie mogą opuścić domu rodzinnego, po seniorów, którzy po dekadach tracą poczucie bezpieczeństwa.

Protesty, które wybuchły, to krzyk bezsilności ludzi, dla których dach nad głową staje się luksusem nie do przeskoczenia.

Barcelona. Jak zwiedzić najdroższe miasto Hiszpanii za grosze
Czwartkowy test z geografii leci do Hiszpanii. Okiełznaj nasz quiz niczym matador byka!
Pytanie 1 z 10
Na początek coś łatwego. Które miasto jest stolicą Hiszpanii?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki